Jak powiedział podczas briefingu dla dziennikarzy oficjel, informacje posiadane przez USA pokazują, że przedstawiciele Kremla rozkazali zorganizowanie referendów na okupowanych terytoriach, a jednocześnie sprawdzają kandydatów do władz terytoriów.

"Nasze informacje sugerują, że rosyjscy oficjele są zaniepokojeni, że frekwencja w tych referendach będzie niska, z uwagi na zniszczenia, które spowodowała Rosja i powszechny sprzeciw wobec rosyjskiej okupacji" - powiedział przedstawiciel Białego Domu. "Rosjanie sami wiedzą, że to, co robią jest pozbawione legitymacji i nie będzie odzwierciedlać woli ludzi" - dodał.

Reklama

Pytany przez PAP, czy zmieni to obecną politykę USA w sprawie dostaw broni dłuższego zasięgu - dotychczas administracja sugerowała, że może to doprowadzić do "III wojny światowej" - urzędnik odpowiedział, że USA "nie zachęcają Ukrainy, by prowadziła uderzenia poza swoimi granicami".

"To jest konflikt, który zaczęła Rosja i który rozgrywany jest na ukraińskim terytorium. Umożliwianie Ukraińcom, by dalej kontynuowali uderzenia na rosyjskie cele na południu i wschodzie to jest najlepszy sposób, by mogli bronić swojego kraju" - powiedział. Zaznaczył jednak, że pomoc wojskowa USA zmienia się wraz z okolicznościami i potrzebami na polu walki.

Oficjel oznajmił, że USA już zaczęły nakładanie sankcji na przedstawicieli marionetkowych władz na okupowanych terytoriach, zaś próba aneksji spotka się z szybką i ostrą odpowiedzią w postaci dodatkowych sankcji. Zapowiedział też, że USA nie uznają ewentualnej aneksji i będą jasno mówić, że jakiekolwiek twierdzenia, że okupowane terytoria należą do Rosji są "absolutnie absurdalne biorąc pod uwagę warunki na miejscu".

Z Waszyngtonu Oskar Górzyński (PAP)