Wojenny stand-up w Kijowie. Tutaj już nikt się nie przejmuje alarmami bombowymi

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
14 maja 2022, 15:12
Syreny ostrzegające przed atakiem rakietowym wyją w ukraińskich miastach po kilka razy dziennie. 8 maja w stolicy uruchamiano je siedmiokrotnie, ale tu już prawie nikt się nimi nie przejmuje.

Obejrzałem stand-up w wojennym Kijowie. Nie mogłem na niego nie pójść. Sama myśl, że ktoś może organizować występy kabaretowe w kraju ogarniętym krwawą i brutalną wojną, wydawała się surrealistyczna. W pogodną, wiosenną sobotę w jednym ze stołecznych klubów był komplet publiczności. Dwugodzinnego występu nie przerwał alarm ostrzegający przed zagrożeniem rakietowym (a klub znajdował się w piwnicy, czyli w stosunkowo bezpiecznym miejscu). Formuła wieczoru, w którym po solowych występach każdego z czworga artystów nastąpiła ich improwizowana rozmowa, sprzyjała poruszaniu tematów, którymi żyją dziś Ukraińcy. Stand-up zamienił się w interesujący przegląd obyczajowości ostrzeliwanej stolicy.

„Jak się dowiedziałem o wojnie? O piątej rano dzwoni do mnie ktoś przez Messengera. Zrzucam. Dzwoni znowu. Znów go zrzucam. Więc pisze. Okazało się, że to znajomy komik z Islandii: «Stary! Kijów jest atakowany! Chłopie! Śpisz czy zginąłeś!? Proszę, oddzwoń!». Gość z jakiejś wyspy, kawał drogi stąd, zaproponował, żebym przyjechał do niego z rodziną. Zaoferował pieniądze, mieszkanie. Komik z Islandii, 5 min po ataku Rosji. Ciocia z Petersburga napisała po pięciu dniach na Viberze: «Nie wychodźcie z domu». Gdyby był atak jądrowy, napisałaby: «Wasieńka, nie wychodź dziś na balkon, jest troszkę niebezpiecznie»”.

Po czasach radzieckich Ukraińcom pozostało mnóstwo więzów z Rosjanami. Towarzyskich, rodzinnych, przyjacielskich. W sondażu z 2011 r., czyli z czasów, gdy rosyjska agresja nie wpływała jeszcze na szczerość odpowiedzi, 28 proc. Ukraińców deklarowało, że ma w Rosji bliskich, a 21 proc. dalekich krewnych. 15 proc. mówiło o przyjaciołach i tyle samo o znajomych (odsetki się nie sumują, bo można było podać kilka odpowiedzi). Po 2014 r., a zwłaszcza po 24 lutego 2022 r., te relacje zaczęły się psuć. To wspólne doświadczenie ogromnej części Ukraińców, także moich rozmówców. Wielu deklaruje, że nawet ich bliska rodzina woli wierzyć rosyjskiej telewizji niż własnym krewnym z Ukrainy. Ludzie masowo zrywają kontakty. Niektórzy próbują przekonywać, inni się spierają. Jedni podchodzą do sprawy ze stoickim spokojem, inni przeżywają osobiste dramaty. Zerwanie rosyjsko-ukraińskich więzów społecznych to jeden z wielu przejawów emancypacji narodowej, a im bardziej Władimir Putin stara się promować tezę o trójjedności narodów wschodniosłowiańskich, tym silniej ta emancypacja postępuje.

CAŁY TEKST W WEEKENDOWYM WYDANIU DGP I NA E-DGP

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: MAGAZYN DGP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj