Każde państwo ma prawo do walki o własne interesy. Nie tylko Ukraina [OPINIA]

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
3 sierpnia 2023, 07:28
Ukraina, Polska
"To nie Marcin Przydacz rozpoczął spór na słowa. Zaczęli go ukraińscy dyplomaci, którzy – jak to się mówi – „strzelali z ucha” na Polskę w Brukseli w sprawie zamknięcia polskiego rynku dla ukraińskich produktów rolnych. "/ShutterStock
To nie Marcin Przydacz rozpoczął spór na słowa. Zaczęli go ukraińscy dyplomaci, którzy – jak to się mówi – „strzelali z ucha” na Polskę w Brukseli w sprawie zamknięcia polskiego rynku dla ukraińskich produktów rolnych. 

Ich przekaz wzmocnił premier Denys Szmyhal, pisząc w mediach społecznościowych, że polityka Mateusza Morawieckiego jest w tej kwestii populistyczna. Zastępca szefa administracji Wołodymyra Zełenskiego – Andrij Sybiha – z kolei użył chyba najbardziej irytującego argumentu w relacjach polsko-ukraińskich. Komentując słowa Przydacza, mówił, że przekazywanie Ukrainie broni to inwestycja. Bo Ukraina broni polskiego bezpieczeństwa i bezpieczeństwa regionu.

Sybiha w swojej wypowiedzi umiejętnie rozdzielił Przydacza od „społeczeństwa” polskiego, które ma być przez niego „manipulowane”. Odseparował go też od prezydentów Dudy i Zełenskiego, którzy prowadzą „otwarty i przyjazny dialog”. Przekonywał też, że ukraińscy rolnicy ryzykują życie, pracując „na zaminowanych polach i pod ostrzałem rakietowym”. Nie wspomniał jednak o tragicznym losie dwóch mieszkańców Przewodowa, którzy zginęli w wyniku upadku zabłąkanej ukraińskiej rakiety S300. Rakiety, o upadek której – co warto przypomnieć – Polska pretensji nie miała.

W zasadzie w tym momencie można by strawestować słowa Wołodymyra Zełenskiego ze szczytu NATO w Wilnie pod adresem ministra obrony Wielkiej Brytanii Bena Wallace’a: „jeśli przedstawiciele ukraińskiego państwa powiedzą Polsce, jak ma dziękować za obronę, to będziemy co rano dziękować Ukrainie”. Prawda jest jednak taka, że Ukraina walczy przede wszystkim dla siebie. Przekonywanie, że Kijów robi to dla kogoś, już dawno zostało poddane inflacji. Takie stawianie sprawy drażni nie tylko Polskę. Tak samo irytuje Brytyjczyków i Amerykanów, o czym coraz głośniej można usłyszeć na korytarzach kwatery głównej NATO w Brukseli.

Nie ma zresztą powodu, aby administracja Zełenskiego i rząd ukraiński łączyły sprawy bezpieczeństwa z rolnictwem i historią. To różne kwestie, których Polska nigdy nie wiązała. Nikt po niedosycie w czasie obchodów 80. rocznicy ludobójstwa na Wołyniu i niedorzecznym wpisie ambasadora Wasyla Zwarycza na Twitterze nie zasugerował przecież, że pas startowy na lotnisku w Rzeszowie się zużył i wymaga długotrwałej naprawy, co uniemożliwia przyjmowanie amerykańskich i brytyjskich C17. Władze w Warszawie doskonale zdają sobie sprawę, że zabijanie Rosjan w dużych liczbach przez Ukraińców jest dla Polski ogromną korzyścią. Jesteśmy zainteresowani również, aby jak najwięcej rosyjskiego sprzętu wojskowego zostało zamienione na stepach Zaporoża w złom. Osłabianie Rosji jest po prostu w interesie Polski.

Ukraińska walka nie jest jednak równoznaczna z obroną Polski. W przypadku agresji będziemy współpracowali z sojusznikami z NATO. Nie z Ukrainą.

CAŁY TEKST W CZWARTKOWYM WYDANIU DGP I NA E-DGP

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj