Coraz więcej krajów chce zakończenia wojny w Ukrainie, ale każdy inaczej sobie to wyobraża

Żołnierze ukraińskiego 111. Batalionu Obrony Terytorialnej podczas patrolu zwiadowczego na granicy z Białorusią w Wołyniu, 30 lipca 2023 r.
Żołnierze ukraińskiego 111. Batalionu Obrony Terytorialnej/PAP
Coraz większa grupa krajów zaczyna aktywnie działać na rzecz końca wojny w Ukrainie. To znak, że prawie nie ma już takich, które nie byłyby nią zmęczone. Problem w tym, że na razie prawie każdy inaczej sobie ów koniec wyobraża.

Niespełna tydzień temu światowe media obiegła informacja, że Arabia Saudyjska zaprasza do siebie kraje zainteresowane rozmowami o pokoju. Niemal natychmiast udział w zaplanowanym na 5 i 6 sierpnia w spotkaniu zadeklarowało ok. 30 państw, m.in. Stany Zjednoczone i Ukraina, Wielka Brytania i Polska, ale także ważni przedstawiciele globalnego Południa: Indie, Brazylia i RPA. Gospodarze akcentowali w swych komunikatach, że zależy im na udziale Chin. I ostentacyjnie pominęli Rosję.

Czołganie Kremla

Niektórzy komentatorzy się zdziwili: jakże to, rozmawiać o pokoju bez jednej ze stron konfliktu? Przecież to nieracjonalne! Inni dodali dwa do dwóch, wskazując, że to kara wymierzona Moskwie przez Saudów za złamanie uzgodnień w sprawie ograniczenia wydobycia ropy, aby podbić jej cenę. Arabia Saudyjska wywiązała się ze swojej części, zmniejszając dostawy o 500 tys. baryłek dziennie w ciągu miesiąca. Natomiast Rosja zredukowała swoje jedynie o 300 tys. baryłek, tłumacząc potem pokrętnie, że eksportuje „stare zapasy”, i starając się zarobić na wzroście cen. Dodatkową korzyścią – kto wie, czy nie ważniejszą z rosyjskiego punktu widzenia – była okazja do przejęcia niektórych klientów arabskiego partnera. Rosjanie obchodzą bowiem sankcje dzięki cichej pomocy Chin oraz tzw. tankowcom widmom. Przychody rosyjskiego budżetu z tytułu eksportu ropy i tak spadły jednak w pierwszym półroczu 2023 r. niemal o połowę r/r.

Drugim faulem, którego w ostatnim czasie dopuścił się Kreml względem swoich licznych niezachodnich partnerów, było wycofanie się w połowie lipca z umowy zbożowej. To zagroziło stabilności ekonomicznej i w konsekwencji także politycznej wielu krajów Południa. Pośrednio zaś – autorytetowi Chin w tych państwach. Podniosły się bowiem głosy, że Rosja rozgrywa sprawę na własną rękę i wyłącznie we własnym interesie, poza kontrolą Pekinu. Bezpośrednim pokłosiem tej sytuacji była klęska dyplomatyczna Moskwy przy okazji szczytu Rosja–Afryka (czytaj też na str. 15). Kremlowska propaganda tłumaczyła ją w słowach pełnych oburzenia „niedopuszczalnymi naciskami Zachodu”, ale prawda jest taka, że to własna ocena sytuacji (być może z dyskretną sugestią Pekinu) zdecydowała o absencji licznych liderów, w tym takich, którzy do tej pory byli uznawani za sojuszników Rosji. Sytuację pogorszyły jeszcze ataki rakietowe na ukraiński port w Izmaile będący ostatnio głównym punktem przeładunkowym dla eksportu ukraińskiej żywności. To kolejny sygnał, że Rosja cynicznie bierze na zakładników wszystkich głodnych ludzi czekających na zboże. A są wśród nich nie tylko mieszkańcy biednej Afryki. Chińczycy też.

CAŁY TEKST W MAGAZYNIE DGP I NA E-DGP

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: MAGAZYN DGP
Witold Sokała
Witold Sokała
specjalista ds. bezpieczeństwa, wykładowca Uniwersytetu Jana Kochanowskiego w Kielcach, ekspert fundacji Po.Int oraz Nowej Konfederacji, fot. Wojtek Górski
Zobacz wszystkie artykuły tego autoraCoraz więcej krajów chce zakończenia wojny w Ukrainie, ale każdy inaczej sobie to wyobraża »
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj