""Alarm lotniczy trwał ponad 8 godzin, ale spokojnie przetrwaliśmy noc. W ciągu dnia pojawiły się naloty na budynki mieszkalne. Wróg używa technik zastraszania, aby zmusić ludzi do opuszczenia miasta. Ale w tej chwili nie ma mowy o ewakuacji Charkowa. Wręcz przeciwnie, dziś witamy ludzi w Charkowie, ludzi z obszarów, na których toczą się aktywne działania wojenne" - powiedział Terechow.

Według niego, do miasta przybyło w ostatnich dniach ponad sześć tysięcy uchodźców, którzy zostali zakwaterowani w akademikach i którym zapewniono "wszystko, co możliwe, aby czuli się mniej lub bardziej chronieni".

Rzecznik Zgrupowania Operacyjno-Strategicznego Chortyca Sił Zbrojnych Ukrainy podpułkownik Nazar Wołoszyn powiedział, że Charków jest bezpieczny. "Charków jest rzeczywiście dobrze broniony, ale wróg robi wszystko, aby zasiać strach i panikę wśród ludności cywilnej" - ocenił Wołoszyn.

Terechow zapewnił, że miasto ma wystarczającą ilość ciepłych ubrań i innych rzeczy potrzebnych ewakuowanym, ale jest problem z dostawami energii elektrycznej.

Reklama

"Po ostrzale z 23 marca, kiedy wszystkie nasze elektrownie cieplne i podstacje transformatorowe zostały zniszczone, nie mamy własnej produkcji energii elektrycznej. Dlatego wprowadzono harmonogramy przerw w dostawie prądu zarówno dla firm, jak i budynków mieszkalnych. Sytuacja jest napięta" - podsumował mer Charkowa.

Według źródeł ukraińskich i zachodnich wojska rosyjskie zamierzają stworzyć w obwodzie charkowskim 10-kilometrową strefę buforową, przez co Charków znalazłby się w zasięgu rosyjskiej artylerii lufowej, natomiast poza zasięgiem wojsk ukraińskich znalazłyby się rosyjskie centra logistyczne.

Z Kijowa Iryna Hirnyk (PAP)