„Wygraliśmy nie wojnę, tylko po prostu bardzo ważną bitwę” – powiedział, pytany o stanowisko Parlamentu Europejskiego w sprawie porozumienia na szczycie UE. PE przyjął w czwartek niewiążącą prawnie rezolucję, w której wyraził brak akceptacji dla porozumienia Rady Europejskiej ws. wieloletniego budżetu UE w obecnym kształcie.

Oceniając wyniki szczytu UE, Orban powiedział, że „siły węgierskie i polskie powstrzymały w Brukseli atak międzynarodowych brygad liberalnych”, ale Parlament Europejski jest niezadowolony, bo chciałby doprowadzić do sytuacji, że Polakom i Węgrom wprawdzie przypadnie odpowiednia suma, „ale jej wykorzystanie chcą uzależnić od warunków politycznych takie kraje, które są proimigranckie i które nas nienawidzą”.

„To są wszystko kraje proimigranckie, proimigranccy premierzy, a za ich plecami stoi (amerykański finansista węgierskiego pochodzenia) Goerge Soros. Chcieliby mieć w rękach takie narzędzie, którym mogliby szantażować Węgrów i Polaków” – ocenił Orban.

Według niego w Europie istnieją dwie konkurencyjne wizje Europy - jedna mówi, że ludzi reprezentujących obcą kulturę trzeba wpuścić do kraju, bo dzięki temu powstanie kultura wyższa od chrześcijańskiej i będzie to postęp. „My mówimy: dziękujemy bardzo, to wasz los i kraj, który kształtujecie, jak chcecie. A to nasz (kraj) i my nie chcemy tego robić, bo chcemy bezpieczeństwa, porządku, chcemy, żeby nie było terroryzmu, żeby nie trzeba było mieszać się z ludźmi innych kultur, żebyśmy nie musieli tak jak wy dostosowywać się do przybyszów, zamiast oni do was” – powiedział.

Reklama

Według premiera Węgier druga strona nie chce natomiast dać innym państwom możliwości, żeby „wedle własnego gustu, zwyczajów i tradycji” urządzały swój kraj, i twierdzi, że Europa wszędzie musi być taka sama.

„To jest przedmiot sporu. A ponieważ on się jeszcze nie rozstrzygnął, bo oni nie zrezygnowali z tego warunku i będą próbowali przekonywać do migrantów, do całkowitego przeformułowania rodziny, do rodzin mozaikowych, do małżeństw jednopłciowych(…), dlatego trzeba się przygotować, że węgierscy premierzy nie tylko w ciągu najbliższego roku-dwóch, ale jeszcze przez dziesięciolecia stale będą musieli walczyć w tych bitwach” – ocenił Orban, dodając, że wobec tego na czele kraju „powinny stać tyko takie narodowe rządy i tacy premierzy, którzy rozumieją tę zależność, widzą tę walkę i są w stanie obronić Węgry”.