Pretekstem do amerykańskiej interwencji w Afganistanie była walka z terroryzmem oraz poszukiwania przywódców Al-Kaidy i Osamy bin Ladena. Pod koniec 2001 roku kraj ten był zniszczony przez trwające od wielu dziesięcioleci konflikty zbrojne, a potem reżim talibów. Poza zrujnowaną gospodarką ze „zniszczoną” infrastrukturą i najgorszymi wskaźnikami społecznymi na świecie, „Afgańczycy nie mieli doświadczenia w uczestniczeniu w wyborach, a tym bardziej w administrowaniu nimi”, napisał Sopko powołując się na raport Banku Światowego z marca 2002 roku.

„Nie było niezależnych mediów, a społeczeństwo obywatelskie praktycznie nie istniało. Średnia długość życia wynosiła 56 lat, czyli mniej niż w 83 proc. krajów w tym czasie. Wskaźnik umieralności dzieci poniżej piątego roku życia znajdował się w dolnych 15 proc. krajów na całym świecie.” Kobiety i dziewczęta miały oficjalny zakaz uczęszczania do szkoły i pracy, a tylko 21 proc. dzieci było objętych edukacją.

Reklama

Studnia bez dna...

Koszt, jaki poniosły Stany Zjednoczone w związku ze swoja obecnością w Afganistanie oszacowano na blisko 1 bilion dolarów. Większość z tych pieniędzy zostało zmarnowanych. Największe problemy, na jakie wskazuje raport Sigra to brak „zrozumienia kontekstu afgańskiego” mimo wieloletniej obecności w tym kraju, zmieniająca się amerykańska strategia, afgańska korupcja i nieprzemyślane projekty.

Ignorowanie przez Amerykanów relacji między poszczególnymi grupami Afgańczyków jedynie wzmogło istniejące animozje. Dostarczanie materialnego wsparcia i sprzętu niektórym jednostkom w ramach sił bezpieczeństwa „bez uwzględnienia dynamiki etnicznej między jednostkami”, doprowadziło do tego, że „Stany Zjednoczone mogły być postrzegane jako stronnicze, działające na korzyść jednej grupy etnicznej lub frakcji kosztem innej.”

… czy dziurawe sito?

Ogromnym kłopotem, z jakim od 2002 roku borykała się amerykańska administracja, było znalezienie pracowników, wyszkolenie i zatrzymanie ich na tyle długo w Afganistanie, aby przekazali swoją wiedzę i umiejętności miejscowemu personelowi. Duża rotacja pracowników oddelegowanych do zarządzających projektami uniemożliwiła pełne wykorzystanie możliwości, jakie oferowały miliardy dolarów przeznaczonych na odbudowę tego zacofanego gospodarczo kraju. Do tego doszedł problem ogromnej niegospodarności; ilość pieniędzy wydanych na programy pomocowe często stawała się najważniejszą miarą sukcesu.

Istniała „ogromna presja, aby pochwalić się przed Kongresem postępami, a Amerykanie i Afgańczycy przekształcili systemy odpowiedzialności w maszynkę do robienia pieniędzy”. Nagminnie fałszowano dane dotyczące wielkości afgańskich sił bezpieczeństwa. W jednej z prowincji nawet 70 proc. zatrudnionych w strukturach siłowych okazało się być martwymi duszami. I mimo tego, że ilość dolarów pompowanych w ten kraj była najłatwiejszym wskaźnikiem do skontrolowania, to nikomu nie zależało już na uczciwej ocenie sytuacji. Dlatego wydając pieniądze „szybciej, niż można by to było rozliczyć, rząd USA ostatecznie osiągnął coś przeciwnego niż zamierzał: podsycił korupcję, zdelegitymizował rząd afgański i ograniczył poczucie bezpieczeństwa”.

Dla jednych strata, dla innych zysk

Choć z pozoru wydaje się, że amerykańska interwencja w Afganistanie okazał się porażką „nie ma jednak wątpliwości, że życie milionów Afgańczyków poprawiło się dzięki interwencji rządu USA” – napisał Spoko. Na przykład do 2018 roku „oczekiwana długość życia wzrosła z 56 do 65 lat, co stanowi 16-proc. wzrost” od 2001 r.

W latach 2000-2019 śmiertelność dzieci poniżej piątego roku życia „spadła o ponad 50 proc.”, a „w latach 2001-2019 wskaźnik rozwoju społecznego Afganistanu wzrósł o 45 proc. W latach 2002-2019 PKB Afganistanu na mieszkańca prawie się podwoił, a ogólny PKB prawie potroił, nawet biorąc pod uwagę inflację”, mimo tego, że wzrost gospodarczy był ściśle związany z pomocą międzynarodową.

Błędy się kumulują

Zdaniem Sigara ostatnie 20 lat niespójnej strategii wobec Afganistanu i prawie nieograniczonych wydatków „nie przyniosło pożądanej zmiany”, na co z resztą miało niewielkie szanse. Ale decyzja Bidena o wycofaniu wojsk „niezależnie od działań talibów lub możliwości utrzymania pokoju” pozwala wątpić, „czy nawet skromne zdobycze z ostatnich dwóch dekad okażą się trwałe”. Jednak ostatni raport Sigara, poza krytyką zarówno Bidena, jasno dał do zrozumienia, że ​​każda administracja od czasów George'a W. Busha jest współwinna obecnej sytuacji.

Od 2001 roku w Afganistanie zginęło 2443 żołnierzy amerykańskich i 1144 żołnierzy sojuszniczych. Mimo wszystko według raportu Sopko największy ciężar ponieśli sami Afgańczycy. Co najmniej 66 000 afgańskich żołnierzy i ponad 48 000 afgańskich cywilów zostało zabitych, a co najmniej 75 000 rannych. Wszystkie te liczby są najprawdopodobniej znacząco.