Cztery szoki podażowe

Reklama

Pierwszy szok podażowy dotyczył kontenerowców i pojawił się pod koniec 2020 roku, gdy amerykańscy konsumenci w środku pandemii masowo zamawiali wszystko, począwszy do zabawek do ogrodu, a skończywszy na wyposażeniu domowych biur.

W 2021 roku firmy zamówiły zbyt dużo części i produktów, aby uniknąć późniejszych niedoborów, zaś seria dziwnych wydarzeń, takich jak np. zablokowanie Kanału Sueskiego, doprowadziła światową gospodarkę na skraj paraliżu.

Pierwsza połowa 2022 roku upłynęła pod znakiem dodatkowej niepewności w światowej gospodarce na skutek rosyjskiej inwazji na Ukrainę oraz wprowadzania przez Chiny ścisłych lockdownów.

Z kolei druga połowa obecnego roku może przynieść czwarty już szok podażowy, którego przyczyną będzie niedobór pracowników. Może się stać tak dlatego, że po latach stagnacji wynagrodzeń, niezadowoleni pracownicy będą chcieli podwyżek. Powód jest prosty – ich realne pensje kurczą się wraz z rosnącą inflacją. Dotyczy to szczególnie tych branż, które zapewniały funkcjonowanie całym gospodarkom w czasie pandemii, np. logistyki.

Spadek realnych wynagrodzeń

Poniższy wykres przedstawia, z jaką skalą problemów mają do czynienia pracownicy z USA i Wielkiej Brytanii.

Dynamika realnych wynagrodzeń skorygowana o inflację w USA i Wielkiej Brytanii w okresie od stycznia 2019 roku do kwietnia 2022 roku. / Bloomberg

Zatory w portach

Pracownicy wciąż też chorują i potrzebują czasu, aby wyzdrowieć. Porty w Europie Północnej należą dziś do tych najbardziej zatłoczonych na świecie – częściowo ze względu na epidemię Covid i sporadyczne przypadki przestojów w pracy.

Porty od Antwerpii w Belgii po Hamburg w Niemczech zapychają się, ponieważ lądowe sieci kolejowe i drogowe nie nadążają z transportem towarów.

Groźba strajku może doprowadzić do zatłoczenia portów, tak jak ma to miejsce w przypadku portu w Savannah w stanie Georgia, gdzie kolejka statków czeka na wpłynięcie. Częściowym powodem tej sytuacji jest fakt, że importerzy przekierowują tu transporty z Azji, które pierwotnie miały płynąć do najbardziej obleganych portów, np. w Los Angeles. Kontrakty dokerów z Zachodniego Wybrzeża wygasły w ubiegły piątek a rozmowy ws. nowych umów wciąż trwają.

Na początku tego tygodnia na wodach wokół Savannah znajdowało się 31 kontenerowców oczekujących na wpłynięcie do portu. Szacowany czas oczekiwania na wpłynięcie zwiększył się z ośmiu do dziesięciu dni. W Nowym Jorku opóźnienie sięga już 20 dni.

Wąskie gardła na lotniskach

Być może najbardziej widocznymi oznakami niezadowolenia pracowników jest sytuacja na lotniskach w USA i w Europie. Przewoźnicy odwołują tysiące lotów z powodu braku personelu – członków załóg, stewardes i pilotów. Nadejście sezonu wakacyjnego miało być okazją do powrotu normalnego ruchu, ale wystąpiły poważne turbulencje w postaci braków pracowników.

Niestabilność z obszaru transportu pasażerskiego może wpłynąć na rynek cargo, gdzie w ciągu ostatnich dwóch lat ceny poszły w górę, ponieważ zmniejszono pojemność ładowni pod pokładami samolotów pasażerskich. Jak widać na indeksie Drewry Air Freight, stawki obniżyły się względem szczytowych poziomów, ale wciąż są ponad dwa razy większe niż przed wybuchem pandemii. Teraz należy szczególnie obserwować ceny lotniczego frachtu, gdyż pod koniec lipca wygasają europejskie przepisy pozwalające na dodatkowy transport towarów tam, gdzie nie ma wystarczającej liczby pasażerów.

W takiej sytuacji jakikolwiek strajk na Zachodnim Wybrzeżu USA może spowodować gwałtowny wzrost kosztów transportu lotniczego cargo.

Koszt transportu lotniczego cargo / Bloomberg