W wywiadzie opublikowanym w czwartek we włoskim dzienniku wybrany w styczniu szef PE oświadczył: "Świat islamski jest dwa kroki od nas, kryzys w basenie Morza Śródziemnego i w Afryce rozgrywa się u naszych wrót, miliony muzułmanów żyją w UE".

Odnosząc się do muzułmanów mieszkających w Europie i zarazem do polityki migracyjnej Trumpa Tajani podkreślił, że nie można tych ludzi wyrzucić, ani "zbudować muru na długości 7 tysięcy kilometrów wybrzeża".

W ocenie przewodniczącego Parlamentu Europejskiego zamknięcie granic to tylko slogan. Jego zdaniem imigranci "i tak by przybyli".

"Nasz model strategiczny musi polegać na stanowczości i porozumieniach" - wskazał Tajani.

Szef PE wyraził opinię, że w Europie potrzebny jest zarówno dialog międzyreligijny, jak i czujność, "aby wspólnoty islamskie nie stały się żyznym terenem dla terroryzmu".

Jego zdaniem konieczna jest też solidarność między Europejczykami wobec kryzysu migracyjnego.

Komentując słowa prezydenta Trumpa, według którego możliwy jest rozpad UE, Tajani powiedział: "Krytykę ze strony przyjaciół można zaakceptować, ingerencję należy odrzucać".

"Podobnie należy odrzucać przemyślenia Teda Mallocha, prawdopodobnego ambasadora Trumpa przy UE, który stawia hipotezę o upadku euro za 18 miesięcy. Jego ewentualna nominacja byłaby poważnym sygnałem" - uważa Antonio Tajani.

"Ale rzeczy, które mówi Trump mogą być bodźcem do tego, byśmy byli silniejsi, spójni, by dokonać niezbędnych zmian" - stwierdził przewodniczący Parlamentu Europejskiego.

Jego zdaniem Unia powinna przemawiać jednym głosem na świecie i mieć wspólną europejską obronę.

Jak oświadczył: "Partie proeuropejskie powinny wyjaśnić, że osłabianie Unii nie dałoby nam żadnej przewagi".

"Każda decyzja protekcjonistyczna i nacjonalistyczna na średnią i dłuższą metę przynosi straty gospodarce"- ostrzegł Tajani w "Corriere della Sera".

>>> Czytaj też: #AdiosMcDonalds. Dekret Trumpa ws. muru ożywił patriotyzm Meksykanów