80 lat temu, 5 lutego 1937 r., na wniosek wicepremiera, ministra skarbu Eugeniusza Kwiatkowskiego Sejm przyjął plan budowy Centralnego Okręgu Przemysłowego. Położony w widłach Wisły i Sanu COP był jedną z największych inwestycji gospodarczych II RP.

PAP: Kiedy pojawiła się idea stworzenia takiego okręgu oraz jego umiejscowienia w tym regionie II RP?

Prof. Paweł Grata: Idea powstania okręgu przemysłowego, którego celem byłoby zabezpieczanie potrzeb zbrojeniowych państwa pojawiła się już na początku lat dwudziestych. Wówczas sfery wojskowe zaczęły postulować realizację tego typu inwestycji w regionie, w którym byłby dostęp do surowców i źródeł energii, a jego umiejscowienie byłoby pewnym zabezpieczeniem przed działaniami wielkich sąsiadów Polski. W 1923 r. pojawiła się nawet propozycja wprowadzenia ulg podatkowych dla inwestorów działających w tak zwanym „trójkącie bezpieczeństwa”. Wówczas jednak projekt nie zyskał akceptacji ministra skarbu Władysława Grabskiego.

Temat powrócił tuż przed wybuchem Wielkiego Kryzysu. W 1928 r. ukazało się rozporządzenie prezydenta, które przyznawało ulgi podatkowe dla przedsiębiorców inwestujących na tym obszarze. Przestano jednak mówić wtedy o trójkącie bezpieczeństwa ograniczonym widłami Wisły i Sanu oraz linią kolejową Kraków-Rzeszów na południu. Wówczas bowiem rozszerzono ten obszar na wschód i południe. Na szerszą realizację tych planów nie pozwolił jednak trwający od października 1929 r. wielki kryzys gospodarczy.

Dopiero wygasanie kryzysu, nominacja Eugeniusza Kwiatkowskiego na stanowisko wicepremiera oraz opracowanie planu modernizacji sił zbrojnych na lata 1936-1942 spowodowały, że działania inwestycyjne znów wysunęły się na pierwszy plan. Kwiatkowski zaproponował w 1936 r. realizację czteroletniego planu gospodarczego. Nie było jednak wówczas mowy o koncentracji inwestycji w regionie przyszłego COP. Plan zakładał wydanie około 1,8 mld zł na cele rozwojowe, głównie infrastrukturalne. Pozostałe cele miały być realizowane głównie przez inwestorów prywatnych. Kiedy okazało się, że kapitał prywatny jest niewystarczający i niechętny do realizacji tak wielkich inwestycji jasne stało się, że ten projekt musi być realizowany ze środków państwowych.

PAP: Polska wciąż odczuwała skutki Wielkiego Kryzysu. Skąd więc zamierzano wziąć środki na realizację tak szeroko zakrojonego planu, szczególnie w kontekście stawianego przez rząd założenia równowagi budżetowej i niskiej inflacji?

Prof. Paweł Grata: W początkowym okresie realizacji Planu Czteroletniego środki na inwestycje nie były wielkie, a na dodatek rozproszone i wskutek tego nie tak widoczne. W 1937 r. zdecydowano o koncentracji inwestycji w jednym miejscu. Część historyków uważa nawet, że w początkowym okresie realizacji Planu Czteroletniego nie różnił się on wiele pod względem wysokości środków publicznych przeznaczanych na inwestycje od wcześniejszych działań rządów II RP. Wydatki miały narastać dopiero z czasem. Pamiętać też należy, że na budowę COP przeznaczono tylko około 1/4 środków wydanych w ramach Czteroletniego Planu Inwestycyjnego.

Kwiatkowski był zwolennikiem równowagi budżetowej i stabilnego pieniądza, dlatego bardzo ostrożnie podchodził do finansowania inwestycji. W jego opinii środki należało pozyskiwać z różnych źródeł, takich jak pożyczki, budżet państwa i budżety samorządowe, przedsiębiorstwa państwowe czy instytucje ubezpieczeniowe. Cały czas jednak dążono do zachowania równowagi wydatków budżetowych. Można nawet powiedzieć, że Kwiatkowski prowadził swego rodzaju „kreatywną księgowość”. Od 1936 r. budżet państwa był formalnie zrównoważony, natomiast wydatki inwestycyjne ujmowano poza jego zapisami. Można więc było wykorzystywać ten fakt do propagowania tezy o odradzaniu się gospodarki po Wielkim Kryzysie, a równocześnie zwiększać wydatki na cele inwestycyjne.

PAP: Czy Kwiatkowski cieszył się pełnym poparciem obozu sanacyjnego? Czy nie obawiano się, że COP to zbyt kosztowna inwestycja?

Prof. Paweł Grata: Kwiatkowski z ideą COP wpisywał się w plan rozwoju sił zbrojnych. Cieszył się więc pewnym poparciem wojskowych, dla których jego plan był bardzo korzystny. Oczywiście tarcia i podziały w obozie sanacyjnym były wówczas bardzo silne. Kwiatkowski był związany z obozem prezydenta Ignacego Mościckiego. Już w latach dwudziestych obaj współpracowali przy budowie zakładów azotowych.

Eugeniusz Kwiatkowski był jednak człowiekiem, który starał się nie włączać w bieżące rozgrywki polityczne. Jego zastępcami były osoby ze wszystkich obozów politycznych – sanatorzy, konserwatyści i endecy. Był więc poza sporami politycznymi, ale często spierał się z wojskowymi, którzy starali się dbać przede wszystkim o realizację celów militarnych. Kwiatkowski dążył natomiast do szeroko rozumianej modernizacji, w skład której wchodziła również rozbudowa infrastruktury społecznej, pozwalającej na realizację zasadniczego celu, jakim dla niego było zmniejszanie dysproporcji pomiędzy Polską „A” i Polską „B”.

PAP: Wojskowi podnosili argument, według którego lepiej było przeznaczyć środki na zakup broni na Zachodzie, zamiast inwestować w tak długofalowy plan gospodarczy?

Prof. Paweł Grata: Te sprawy się nie wykluczały. Otrzymana przez Polskę pożyczka francuska miała być w dużej części przeznaczona na zakupy broni za granicą. Wojskowi byli jednak świadomi, że niemożliwy jest rozwój sił zbrojnych bez własnego przemysłu zbrojeniowego. W jego rozwój inwestowano zresztą od odzyskania niepodległości.

Pamiętajmy również o bardzo złych doświadczeniach wojny z Sowietami, gdy okazywało się, że kupowany na Zachodzie sprzęt nie docierał do Polski. W Staropolskim Okręgu Przemysłowym od lat dwudziestych budowano państwowy przemysł zbrojeniowy i wspierano rozwój prywatnych przedsiębiorstw działających na potrzeby armii. Państwowa Fabryka Związków Azotowych w Mościcach, największa państwowa inwestycja przemysłowa tego okresu, budowana od połowy lat dwudziestych również była nastawiona na realizację potrzeb wojskowych. Świadomość konieczności rozwoju własnego potencjału była powszechna. Przemysł państwowy powstawał więc w dużej mierze realizując potrzeby zbrojeniowe.

PAP: Jakie względy społeczne brano pod uwagę lokalizując COP właśnie na tym obszarze?

Prof. Paweł Grata: Region ten należał do zacofanej, rolniczej części państwa, zwanej Polską „B”. Zaledwie 17 proc. ludności mieszkało tam w miastach. Poza tym na wsi występowało ogromne ukryte bezrobocie. Około pół miliona osób zamieszkałych na obszarze COP mogło bez żadnej straty dla gospodarki rolnej podjąć pracę poza rolnictwem. Idea Kwiatkowskiego zakładała wyrównywanie różnic pomiędzy Polską „A” i Polską „B”. Zaczątkiem realizacji tego planu miał być COP. Zresztą Kwiatkowski zapowiadał, że kolejny okręg przemysłowy powstanie w Polsce południowo-wschodniej i jego głównym ośrodkiem będzie Lwów. Również Lubelszczyzna, którą obejmował COP, miała otwierać możliwości ekspansji inwestycyjnej na ziemie wschodnie. Cała Polska miała z czasem stać się państwem nowoczesnym. Takie założenia zawierał przedstawiony w grudniu 1938 roku piętnastoletni plan inwestycyjny.

PAP: Co udało się zrealizować z tego planu do wybuchu wojny w 1939 r.?

Prof. Paweł Grata: W okresie PRL-u krytykowano założenia Kwiatkowskiego i uważano, że z powodu wybuchu wojny niemożliwa jest ocena faktycznych skutków jego planu. Trzeba jednak pamiętać, że Kwiatkowski w grudniu 1938 r. przedstawił plan składający się z pięciu trzyletnich okresów. Z oczywistych względów tylko pierwszy z nich znalazł swój wyraz w ustawie sejmowej. Miał on być skoncentrowany na dalszej rozbudowie sił zbrojnych i potencjału obronnego.

Kolejne etapy miały służyć realizacji następnych celów strategicznych państwa, takich jak rozbudowa infrastruktury komunikacyjnej (lata 1942-1945), rozwój rolnictwa (1945-1948), urbanizacja i dalsza industrializacja (1948-1951) oraz ostateczne zatarcie różnic pomiędzy poszczególnymi regionami Polski. Niestety bliżej skonkretyzowane założenia przedstawione zostały tylko dla pierwszego okresu realizacji planu.

PAP: Czy można porównać założenia planu Kwiatkowskiego do New Deal Roosevelta, który również był odpowiedzią na skutki Wielkiego Kryzysu?

Prof. Paweł Grata: Byłbym raczej daleki od takich porównań. New Deal był skierowany głównie na walkę z kryzysem. Środki jego realizacji były znacznie bardziej interwencjonistyczne (keynesowskie). Działania Kwiatkowskiego miały inny cel. Nastawione były przede wszystkim na dążenie do rozwoju państwa i wzmacniania jego potencjału wytwórczego. W USA realizowano inwestycje infrastrukturalne, przy okazji których realizowano cele antykryzysowe i starano się dążyć do zmniejszenia ogromnego bezrobocia.

W polskiej polityce gospodarczej już w okresie kryzysu również były obecne elementy interwencjonizmu, jednak ze względu na niewielkie środki siłą rzeczy były one bardzo ograniczone. Przykładem może tu być realizowany przez Fundusz Pracy program robót publicznych, w ramach których zatrudnienie znajdowało jednorazowo ponad 100 tys. bezrobotnych.

Polityka Kwiatkowskiego wykorzystywała oczywiście niektóre elementy interwencjonizmu. Odrzucał on jednak typowe dla Keynesa instrumenty takie jak polityka inflacyjna i większa ekspansja walutowa. Niewątpliwie przyjęcie takich założeń pozwoliłoby na większe wydatki, ale doświadczenia inflacji z lat dwudziestych sprawiały, że Kwiatkowski nie chciał podejmować takiego ryzyka. Tuż przed wojną te zasady zostały oczywiście poluzowane, ale nigdy nie przybrały takiej skali jak w USA za czasów New Deal.

PAP: Czy w działających obecnie przedsiębiorstwach z obszaru dawnego COP można znaleźć nawiązania do tradycji tamtych czasów?

Prof. Paweł Grata: Zdecydowanie tak. Można nawet powiedzieć, że idee Kwiatkowskiego były kontynuowane również przez komunistów. Wiele przedsiębiorstw COP było rozbudowywanych po wojnie. Jednym z największych beneficjentów Planu Sześcioletniego było właśnie województwo rzeszowskie. Przykładami są Wytwórnia Płatowców w Mielcu, Wytwórnia Silników w Rzeszowie, czy Zakłady Południowe w Stalowej Woli. Wszystko to decydowało o obliczu przemysłowym regionu i zakłady te w dużej części wciąż są i odgrywają ważną rolę w regionie.

Działające na Podkarpaciu Stowarzyszenie Przedsiębiorców Przemysłu Lotniczego Dolina Lotnicza wprost odwołuje się do tradycji COP-owskich. Na początku lat dziewięćdziesiątych w Mielcu powstała specjalna strefa ekonomiczna, mająca ograniczyć skutki upadku wielkich zakładów WSK Mielec zatrudniających 20 tysięcy osób.

Strefa ekonomiczna była nawiązaniem do rozwiązań przedwojennych, również oferujących ulgi podatkowe dla przedsiębiorców inwestujących w tym regionie i rozwijających ważne dla państwa gałęzie przemysłu. Strefa w Mielcu stała się wzorem dla takich rozwiązań w innych regionach Polski. Warto również zauważyć, że na początku transformacji pojawił się w Sejmie projekt restytucji COP. Zgłosiła go Konfederacja Polski Niepodległej, ale nie został on przyjęty.

Rozmawiał Michał Szukała

>>>  Czytaj też: Idole Mateusza Morawieckiego. Kim inspiruje się wicepremier?