Do Systemu Rejestrów Państwowych (SRP), czyli bazy danych o Polakach, mają trafić cztery nowe kategorie informacji: paszportowe, baza uaktualnionych danych wyborców, baza bezpośrednich kontaktów do obywateli oraz informacje o faktycznym składzie gospodarstw domowych. Takie plany mają Ministerstwo Cyfryzacji i Centralny Ośrodek Informatyki.

SRP to system, dzięki któremu w dowolnej gminie możemy złożyć wniosek o dowód osobisty, odebrać akt urodzenia, ślubu czy zgonu. Wcześniej trzeba było jechać do urzędu, który jest właściwy ze względu na nasze miejsce zameldowania. W założeniu system ma działać szerzej: docelowo numer PESEL oraz nazwisko mają wystarczyć urzędnikowi do obsługi obywatela w znacznie większej liczbie spraw.

– Rozbudowa będzie polegać na dodaniu nowych funkcjonalności. Najważniejszą z nich będzie moduł rejestru dokumentów paszportowych. Chcemy też stworzyć specjalny spis kontaktów do obywateli – tłumaczy dyrektor Centralnego Ośrodka Informatyki Monika Jakubiak. Dodaje, że szczególnie projekt „Rodzina 500 plus” pokazał, iż w przypadku błędu we wniosku składanym online urzędnikom najłatwiej jest zadzwonić do obywatela i poprosić o poprawki, ewentualnie wysłać informację e-mailem. – To dużo szybsze kanały informacji od tych oficjalnych. Znam przypadek, że urzędniczka znalazła obywatela na LinkedIn i w ten sposób się z nim skontaktowała. My chcemy tę sytuację uporządkować – wyjaśnia Jakubiak.

Według planów COI i MC w nowym rejestrze kontaktów umieszczone będą takie dane, jak numer telefonu komórkowego, e-mail i adres zamieszkania obywatela. Te ostatnie zostaną zaciągnięte ze spisów wyborców z gmin.

Kolejnym elementem rozbudowy SRP ma być tzw. parentyzacja. – Chodzi o spis gospodarstw domowych, ich liczebności i osób w nich funkcjonujących. Dziś nie mamy takich danych albo są one trudne do weryfikacji. A przecież są niezbędne przy wypłacaniu rozmaitych świadczeń społecznych. Tu skala wyłudzeń jest ogromna, a parentyzacja jest kluczowym elementem do uszczelnienia systemu – dodaje szefowa COI.

Wykonanie wszystkich tych zmian – jak zapowiada COI – to perspektywa trzech lat. Pieniądze mają pochodzić z dotacji w ramach Programu Operacyjnego Polska Cyfrowa. Resort cyfryzacji czeka na zielone światło od Komisji Europejskiej. Sposoby zbierania danych kontaktowych do ludzi i parentyzacji wciąż nie są ustalone. Brane są pod uwagę takie rozwiązania, jak pobranie numerów komórkowych (niezastrzeżonych) od telekomów, uzupełnianie bazy danymi pozostawianymi przez obywateli podczas wizyt w urzędach czy budowanie bazy całkiem od początku.

Efekt: urzędnicy będą mieli dostęp do znacznie większej niż obecnie bazy danych o Polakach. Te informacje teraz też są zbierane, ale porozsiewane po różnych instytucjach. I często bardzo wrażliwe. Także dlatego parentyzacja będzie szczególnie trudna do przeprowadzenia.

– To nie tylko wyzwanie technologiczne, ale także społeczne, bo zebraniu i opisaniu mają podlegać prywatne dane obywateli. Ale to naprawdę w wielu aspektach będzie także dla nich pomocne, choćby ze względu na to, że w przyszłości może ułatwić kwestie dziedziczenia. Ułatwi także pracę urzędnikom w takich aspektach, jak pomoc społeczna czy zapewnienie dostępu do przedszkoli – wylicza Piotr Gajewski, dyrektor departamentu utrzymania i rozwoju systemów Ministerstwa Cyfryzacji.

Aby stworzyć taką dogłębną bazę, przede wszystkim trzeba pobrać dane z istniejących już baz: z urzędów stanu cywilnego, sądów rodzinnych, ZUS, baz wyborców w gminach, następnie je zweryfikować i wyłapać ewentualne błędy. – Kluczowe przy budowaniu tej bazy będzie powiązanie numeru PESEL dziecka z numerami rodziców. Dopiero od tego momentu będziemy mogli budować rejestr, który będzie miał dane pełne i pewne – kwituje Gajewski. ⒸⓅ

ROZMOWA

Kluczowe jest to, czy dane nie będą wykorzystywane politycznie

Rozmowa z prof. Dariuszem Jemielniakiem

Coraz więcej danych obywateli trafia do państwowych baz danych. Czy jest jakiś próg, na którego przekroczenie byśmy się nie zgodzili?

Kluczowe jest to, czy dane o znaczeniu statystycznym albo usprawniające pracę urzędów nie będą wykorzystywane politycznie. To jest dziś jedna z podstawowych obaw i może dotyczyć nawet tego, jak choćby dane o składzie gospodarstw domowych. Sama w sobie ta informacja może być bardzo przydatna choćby dla opieki społecznej. Ale co w przypadku związków jednopłciowych i tego, czy informacja o nich nie pociągnie za sobą jakichś nieprzyjemności ze strony administracji? Na pewno normą już jest świadomość, że nowoczesne państwo powinno nie tylko mieć zebrane niezbędne informacje o obywatelach, ale także – co nie mniej ważne – dane te powinny ze sobą korespondować, czyli mieć praktyczne znaczenie. Ale jak zawsze diabeł tkwi w szczegółach.

Gdy dekadę temu w Izraelu planowano uruchomienie państwowej bazy biometrycznej obywateli, wywołało to ogromne społeczne opory – głównie związane z prywatnością. Kilka miesięcy temu we Francji powstanie elektronicznej megakartoteki gromadzącej podobne informacje przekazywane przez obywateli przy okazji składania wniosków o paszport albo dowód osobisty oprotestowywano już dlatego, że obawy obudziło potencjalne włamanie do systemu. Przyzwyczailiśmy się do tego, że państwa zbierają o nas informacje i jedyne, na co zwracamy uwagę, to ich bezpieczeństwo?

Rzeczywiście jest silniejszy nacisk na kwestie wygody zbierania i bezpieczeństwa przechowywania danych w takich bazach. Stąd sukces Danii, gdzie w proces budowy e-administracji, także od strony tworzenia baz danych, wciągnięto banki i zakładając w nich konto, równolegle obywatel podaje swoje dane do baz rządowych. Z drugiej strony państwa zaczynają eksperymentować z nowymi metodami przechowywania i udostępniania urzędnikom informacji z baz. W Estonii eksperymentuje się już nawet z technologią blockchain w tym zakresie.