Dla pracowników Pracownicze Plany Kapitałowe są dobrowolne, cieszą się jednak sporym zainteresowaniem. Aż 3 na 5 pracowników firm, które są uprawnione do prowadzenia PPK oszczędza w ramach programu. Przynajmniej dla części z nich nie jest to jednak sposób oszczędzania na emeryturę, traktują je jak lokaty, na których odsetki są zdecydowanie wyższe niż w banku.
Duże zainteresowanie PPK. Polacy oszczędzają na emeryturę
Pracownicze Plany Kapitałowe (PPK) to program prywatnego, długoterminowego oszczędzania. Rachunek oszczędnościowy zasilają wpłaty od pracownika, pracodawcy i od państwa. Choć zostały pomyślane jako zabezpieczenie na starość, nie wszyscy traktują PPK tak samo. Zatrudnieni na umowę o pracę lub umowę zlecenie (w wieku 18-55 lat) są do programu dopisywani automatycznie. Środków zgromadzonych na rachunku nie trzeba trzymać jednak do emerytury, można wypłacać je wcześniej. Korzysta z tej opcji wielu pracowników.
Tylko w 2025 roku do programu dołączyło 430 tys. osób, zgromadzone na ich kontach aktywa przekroczyły 45 mld zł. Pracownicze Plany Kapitałowe zostały uruchomione w 2019 roku, wtedy też ustalono wysokość wpłat od pracownika i pracodawcy a także kwotę wpłaty powitalnej i dopłaty rocznej od państwa. W tym roku szykuje się przegląd programu (jest on przeprowadzany co cztery lata). Być może wysokość tej kwoty ulegnie więc zmianie.
Wzrosną dopłaty roczne od państwa do PPK?
Co miesiąc na rachunek PPK pracownika wpływają środki potrącane z pensji (standardowo jest to 2 proc. wysokości wynagrodzenia) i wpłaty od pracodawcy (standardowo 1,5 proc.). Oprócz tego pracownikowi przysługują wpłaty od państwa: wpłata powitalna w wysokości 250 zł po trzech miesiącach aktywnego oszczędzania w PPK i dopłata roczna w wysokości 240 zł.
W 2026 roku ma nastąpić przegląd Pracowniczych Planów Kapitałowych. Jak wskazują eksperci, to dobra okazja do tego, by ponownie zastanowić się nad wysokością dopłat. Dziś realna wartość dopłaty rocznej jest zdecydowanie niższa niż w 2019 roku. Jak w rozmowie z „Faktem” przekazał Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich, słusznym byłoby podniesienie tej kwoty do wysokości 360 zł, czyli mniej więcej o połowę.
