Polacy rzucili się na kredyty hipoteczne. „Wnioski zatkały banki”. Znamy przyczynę

Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
dzisiaj, 13:40
[aktualizacja dzisiaj, 14:22]
Polacy rzucili się na kredyty hipoteczne. „Wnioski zatkały banki”
Polacy rzucili się na kredyty hipoteczne. „Wnioski zatkały banki”/Shutterstock
– Wnioski kredytowe zupełnie zatkały banki – komentuje ekspert Jan Dziekoński. W marcu Polacy złożyli aż 63,3 tys. wniosków o kredyt hipoteczny. To najwięcej od dwóch dekad. Co się wydarzyło? Ekspert wskazuje na jeden moment, który zadecydował o zwiększonym popycie.

Ogromna liczba kredytów hipotecznych

Rekordowa liczba wniosków o kredyt hipoteczny. W marcu Polacy złożyli ich aż 63,3 tys. To dwukrotnie więcej niż w poprzednim miesiącu. Od lat zainteresowanie nie było tak duże. Czy Polacy uznali, że to dobry moment na kredyt?

– W marcu ponad 60 tys. osób złożyło wnioski o kredyt hipoteczny (63,3 tys.). To najwięcej w ciągu ostatnich osiemnastu lat. Ani „Bezpieczny kredyt”, ani zerowe stopy procentowe, ani „Rodzina na swoim” nie wygenerowały takiego popytu – komentuje Jan Dziekoński, ekspert portalu rynek-pierwotny.pl.

Falę kredytową wywołała zapowiedź ceł przez Donalda Trumpa. Później nastąpiły obniżki stóp procentowych w Polsce. Niestety, atak USA na Iran doprowadził do podwyżek – oprocentowanie wzrosło z 5,5 do 6,5 proc. – dodaje.

„Wnioski zatkały banki”

Jak słyszymy, w dużej mierze jest to efekt refinansowania kredytów. Może to stanowić – zdaniem ekspertów – od 30 do 50 proc. wszystkich złożonych wniosków. Klienci, którzy od lat czekali na obniżki stóp procentowych, doczekali się odpowiedniego momentu. Wobec zawirowań na rynku i zatrzymania trendu spadkowego uznali, że to dobry czas na refinansowanie.

Wnioski zupełnie zatkały banki. Przekraczają nawet umowny czas rozpatrzenia. W związku z tym przyznawanie kredytów rozłoży się na kolejne miesiące – twierdzi Dziekoński.

Deweloperzy sprzedają mieszkania na pniu

Początek roku był dla branży deweloperskiej wyjątkowo łaskawy. Szczególnie od początku marca w biurach sprzedaży odnotowano spory ruch. Sytuacja nieco zadziwiła rynek, który zareagował różnie w zależności od miasta.

W pierwszym kwartale, pod względem wzrostów, najmocniejsza była Łódź – 1,5 tys. sprzedanych mieszkań (wzrost o 34 proc.). Eksperci tłumaczą, że w ubiegłym roku wprowadzono tam do sprzedaży wiele nowych inwestycji.

Co trzecie mieszkanie z oferty w Łodzi jest już gotowe, co oznacza, że deweloperzy muszą „wypchnąć towar”, dlatego korzystają z rabatów. Na zakupy ruszyli tam przede wszystkim inwestorzy, stąd średnie ceny transakcyjne na poziomie ok. pół miliona złotych.

– Drugim, bezsprzecznie najmocniejszym rynkiem jest Warszawa. Prawie 5 tys. sprzedanych mieszkań to bardzo mocny wynik – wzrost o 29 proc. względem poprzedniego roku. Mamy segment dość tanich mieszkań, a także projekty dla klientów z górnej półki – komentuje Dziekoński.

Spore wzrosty odnotowały też Wrocław (+23 proc.) oraz Kraków (+18 proc.). Gorzej było w Trójmieście (+4 proc.), Poznaniu (+8 proc.) i Katowicach (+9 proc.). Warto zauważyć, że każdy z największych rynków w Polsce notuje wzrosty w porównaniu z pierwszym kwartałem ubiegłego roku.

Mniej mieszkań na rynku?

Obecnie sprzedaż przewyższa podaż nowych inwestycji, co oznacza, że mieszkań ubywa. Tak dzieje się na wszystkich rynkach poza Krakowem. Eksperci przyznają jednak, że do sytuacji niedoboru mieszkań nie dojdzie. Już w drugim kwartale prognozują spadki sprzedaży związane ze wzrostem kosztów kredytów hipotecznych.

Nie zawsze jednak mniejsza liczba nowych inwestycji jest związana z sytuacją rynkową. Ciekawym przypadkiem są Warszawa i Trójmiasto – tam niemal każde wydane pozwolenie na budowę jest od razu „konsumowane”, czyli szybko przekłada się na rozpoczęcie budowy.

– Niemal 100 proc. pozwoleń wydanych w Warszawie zostało przekształconych w rozpoczęte budowy. Z kolei w Poznaniu to ok. 40–50 proc. Mimo że rynek warszawski jest napędzany popytem, podaż nie ma się z czego uzupełniać – zauważa ekspert.

Nieco zmieniło się też zachowanie kupujących. Połowa mieszkań, które znalazły swoich właścicieli od początku roku, to lokale już gotowe lub oddawane do użytku „za chwilę”. To spora zmiana względem poprzednich lat. Dawniej klienci kupowali „dziurę w ziemi”, teraz – przy dużej ofercie – wolą wybrać gotowy lokal.

Co przyniesie przyszłość?

Jaka będzie sytuacja w dalszej części roku? Eksperci spodziewają się spadku liczby sprzedanych mieszkań ze względu na wzrost kosztów kredytów. To pośredni efekt wojny na Bliskim Wschodzie. Nie należy jednak spodziewać się drastycznych zmian – sytuacja raczej wróci do tej obserwowanej w ubiegłym roku.

Nie należy też oczekiwać podwyżek cen. Deweloperzy wciąż mają wysokie marże, a ceny materiałów i robocizny nie wzrosły. Z drugiej strony sytuacja geopolityczna, szczególnie związana z decyzjami prezydenta USA, może powodować turbulencje na rynku.

Wszyscy wiemy, że jeden tweet Donalda Trumpa potrafi obrócić prognozy do góry nogami – słyszymy od eksperta.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: forsal.pl
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj