W Niemczech okresowych badań nie przechodzi co 6. auto, u nas – co 50.

Zmiany wynikają przede wszystkim z decyzji Ministerstwa Cyfryzacji (MC) o uruchomieniu nowej Centralnej Ewidencji Pojazdów (CEP). Według resortu dla kierowców najbardziej odczuwalny będzie obowiązek uiszczenia – począwszy od 30 października – opłaty za badania (dziś to 98 zł w przypadku osobówek) jeszcze przed ich rozpoczęciem. – Opłata ewidencyjna nie będzie pobierana jak teraz za „wpis do dowodu rejestracyjnego”, ale za przeprowadzenie badania, niezależnie od jego wyniku – podkreśla resort.

Przedstawiciele środowiska diagnostów chwalą ten pomysł. – Dziś klient przyjeżdża, diagnosta przeprowadza badanie i na końcu pobiera opłatę. Niejednokrotnie dochodzi do dyskusji, bo kierowcy nie chcą z reguły płacić za badania, których wynik jest negatywny – tłumaczy Marcin Żak ze Stowarzyszenia Ekspertów Techniki Motoryzacyjnej i Diagnostów Samochodowych.

Według niego zdarza się, że diagnosta, który jest rozliczany z wyników, zostaje przyciśnięty do muru przez kierowcę lub zwierzchnika i dogaduje się z kierowcą, że weźmie mniejsze pieniądze, ale za sprawdzenie podzespołów, a nie okresowy przegląd. – Następnie kierowca udaje się na inną stację i tam już bez problemów dostaje stempel do dowodu rejestracyjnego – mówi Marcin Żak.

Jego zdaniem ta pozornie drobna zmiana ukróci zjawisko „kolędowania” kierowców po stacjach diagnostycznych. Badanie zostanie wykonane, opłata pobrana, a wynik negatywny – odnotowany. Co więcej, inne stacje będą widziały, dlaczego auto nie przeszło badania technicznego, bo informacja pójdzie w obieg, w trybie online.

Czy rzeczywiście ukróci to patologie?

Niektórzy diagności, nawet mając informację, że pojazd chwilę wcześniej nie przeszedł badania, mogą i tak próbować to zmienić, byle tylko dostać pieniądze i zadowolić klienta. Żak twierdzi jednak, że będzie o to dużo trudniej. – Dostęp do wyniku badań będą mieć policjanci. Dlatego diagności dwa razy się zastanowią, nim pomyślą o dogadywaniu się na boku z kierowcą, nie chcąc narazić się na kontrole – przekonuje.

Uruchomienie Centralnej Ewidencji Pojazdów (i w dalszej kolejności także Centralnej Ewidencji Kierowców) pozwoli wdrażać kolejne zmiany dla zmotoryzowanych. Resort cyfryzacji przewiduje, że w grudniu uda się uruchomić e-usługę „Mój pojazd”, która da właścicielom możliwość sprawdzenia online szczegółowych informacji o ich autach. W planach są kolejne, np. „Uprawnienia kierowcy” – możliwość sprawdzenia online szczegółowych informacji o uprawnieniach do kierowania pojazdami różnych kategorii, czy „Udostępnij swoje dane pracodawcy” (głównie dla zawodowych kierowców) czy „Sprawdź szkołę jazdy i instruktora”.

Poważne zmiany czekają też starostów. Dziś to oni sprawują nadzór nad stacjami kontroli pojazdów. Ale kontrola NIK nie zostawiła na tym nadzorze suchej nitki – w Niemczech, gdzie pojazdy są nowsze, okresowych badań nie przechodzi co szóste auto, a w Polsce – co 50.

Rząd doszedł do wniosku, że sam lepiej przypilnuje kontroli. Z informacji, jakie otrzymali starostowie, wynika, że proces przechodzenia kilku tysięcy stacji pod nadzór Transportowego Dozoru Technicznego rozpocznie się we wrześniu i potrwa do 20 maja 2018 r.

Temu rozwodowi z diagnostami sprzeciwiają się starostowie. I to mimo że nadzór nad nimi traktowany jest jako zadanie własne samorządu, w związku z tym nie otrzymują za to dodatkowych pieniędzy. – Z punktu widzenia starostów odebranie im tego zadania w niektórych przypadkach stanowiłoby wręcz ulgę. Kłopot polega na tym, że mamy do czynienia z kolejną odsłoną zjawiska, przed którym ciągle ostrzegamy, czyli postępującą centralizacją zadań – tłumaczy Grzegorz Kubalski ze Związku Powiatów Polskich.

Swoje wytłumaczenie ma Marcin Żak: – Starostom chodzi o kwestie zatrudnienia. Jeśli odbiera im się obowiązki, może się okazać, że w wydziałach komunikacji też trzeba będzie dokonać redukcji. ⒸⓅ

>>> Polecamy: Przekręty pod lupą rządu. Państwo odda biznes w ręce amatorów