Surmacz: W PAP jest dramatycznie źle. Dziennikarz zarabia mniej niż kasjerka Biedronki [WYWIAD]

Ten tekst przeczytasz w 11 minut
1 marca 2018, 07:05
Sidziba PAP, Biurowiec Liberty Corner na rogu ulic Mysiej i Brackiej w Warszawie, Fot. Adrian Grycuk
Sidziba PAP, Biurowiec Liberty Corner na rogu ulic Mysiej i Brackiej w Warszawie, Fot. Adrian Grycuk/Wikimedia Commons
Niestety szeregowy dziennikarz PAP zarabia mniej niż kasjerka Biedronki. Z całym szacunkiem dla tych pań, bo bardzo ciężko pracują. Pod tym względem jest w PAP dramatycznie i głównie dlatego ludzie odchodzą - mówi Wojciech Surmacz, od stycznia bieżącego roku prezes Polskiej Agencji Prasowej.
3269305-wojciech-surmacz-prezes-polskiej.jpg
Wojciech Surmacz, prezes Polskiej Agencji Prasowej

: Nie. Pracowałem tydzień, później pojechałem na tydzień ferii z rodziną, zaplanowanych rok wcześniej i opłaconych. Uprzedzałem o tym fakcie podczas konkursu w Radzie Mediów Narodowych.

Raczej konkurs. Kandydatów zgłaszali członkowie Rady Mediów Narodowych. A co do PAP to nie zdążyłem się jeszcze spotkać ze wszystkimi. Ale drzwi są otwarte, każdy może do mnie przyjść i porozmawiać. Ja słucham ludzi.

W PAP jest dramatycznie źle. Agencja jest zaniedbana i to od wielu lat. Poważne inwestycje zatrzymały się tutaj w roku 2007 i to pod każdym względem, szczególnie technologicznym. Od innych mediów w Polsce dzieli nas przepaść, nie wspominając o takich agencjach jak Reuters. Drugi podstawowy problem to kadry. Przez pierwszy miesiąc miałem na biurku co najmniej jedno wypowiedzenie dziennie. Nie tylko z redakcji. Część osób udało się zatrzymać, inni byli już tak zdeterminowani, że odeszli mimo moich próśb i rozmów.

Warunki finansowe, które są dramatyczne. Rozmawiałem niedawno z przedstawicielami Biedronki. Na wstępie spytali, dlaczego PAP niechętnie podchodzi do informacji z Jeronimo Martins, szczególnie tych o podnoszeniu płac pracownikom Biedronki.

Niestety szeregowy dziennikarz PAP zarabia mniej niż kasjerka Biedronki. Z całym szacunkiem dla tych pań, bo bardzo ciężko pracują. Pod tym względem jest w PAP dramatycznie i głównie dlatego ludzie odchodzą.

>>> Czytaj też: Polsat uśmiercił żywego. Ten pozwał stację i wygrał

Większe, ale niewiele. PAP po 1989 roku wielokrotnie miał być sprywatyzowany i to pewnie jedna z głównych przyczyn niedoinwestowania. Ale sprzedaż agencji byłaby zaprzeczeniem podstaw jej funkcjonowania. Na całym świecie państwa wspierają takie agencje. Np. L'Agence France-Presse jest hołubiona przez kolejne rządy francuskie. Jeśli są udziałowcy prywatni, to tylko fundusze inwestycyjne kontrolowane przez państwo.

I ma duże problemy finansowe. Każde normalne państwo traktuje agencję informacyjną jako narzędzie polityki informacyjnej.

No właśnie nie, stąd problemy z niedoinwestowaniem. Ale będę pracował, żeby to się zmieniło.

PAP jako medium narodowe powinien mieć zagwarantowany priorytet w dostępie do informacji z instytucji państwowych i spółek Skarbu Państwa. To by nam dało przewagę nad innymi mediami.

Pewnie, ale nawet tego, czym się dzielą, często dowiadujemy się z innych mediów. Bo każde trzeba nakarmić, podrzucić newsa dla budowania relacji. A PAP może się dowiedzieć na końcu, bo i tak musi opublikować.

Wyznacza ją dziennikarska rzetelność i wiarygodność. Państwo nie może od nas wymagać podawania informacji nieprawdziwych, niesprawdzonych, politycznie zabarwionych i nie wymaga. Myślę, że dzieje się tak dzięki profesjonalnej postawie moich kolegów z redakcji.

Pomysł nie został zarzucony. Ale w tej chwili najważniejszy jest portal anglojęzyczny, który powstaje w PAP.

Ponoć to bardzo adekwatne określenie, bo uznałem, że wymaga jeszcze pracy. Dopracowujemy koncepcję i technologię. Anglojęzyczne depesze PAP przygotowuje zespół, którego szefową jest Iwona Ciecierska, bardzo doświadczona i świetna dziennikarka. Na pewno będziemy korzystać z tego, co ta redakcja robi, czyli z anglojęzycznego serwisu PAP. Natomiast jeśli chodzi o portal, to myślę, że w ciągu dwóch, trzech miesięcy udostępnimy go w domenie publicznej. Docelowo to powinna być osobna 20-osobowa redakcja.

Będziemy się starali trafić np. do czytelników tygodników opinii. Czyli ludzi z wyższym wykształceniem, opiniotwórczych. Będziemy im opowiadać o Polsce. Ale nie będziemy ich indoktrynować.

Komunikowalibyśmy problemy wokół ustawy. Problem polega na tym, że górę wzięły emocje i interesy polityczne. Z jednej strony premier Netanjahu, który ma własne, poważne problemy i marne szanse na wygranie wyborów w Izraelu, z drugiej Polska i nasza ustawa reprywatyzacyjna, też będąca ważnym elementem tego zamieszania. Podobną sytuację, tylko w mikroskali, przeżyłem po publikacji tekstu w „Forbesie”.

Tak. Byłem po tym tekście ścigany przez ADL Abrahama Foxmana (Liga Przeciwko Zniesławieniu walcząca z nienawiścią i uprzedzeniami wobec Żydów – przyp. red.), który napisał list gończy do prezesa Axel Springer w Niemczech Mathiasa Döpfnera. Napisał do niego też przewodniczący gminy żydowskiej w Warszawie Piotr Kadlčik, twierdząc, że zachowałem się gorzej od niemieckiego komanda pacyfikującego getto. A Ronald Lauder zorganizował specjalne posiedzenie Światowego Kongresu Żydów i wydał w mojej sprawie specjalne oświadczenie.

Pisząc „Kadisz”, nie zdawałem sobie sprawy, jak wielką burzę mogę wywołać. Zależało mi tylko na prawdzie, nie chciałem ranić niczyich uczuć religijnych. Dla mnie Żydzi zawsze byli i są normalnymi ludźmi, nie tematem tabu. Ale jeśli widzę patologię, to ją opisuję, niezależnie kogo dotyczy.

Na pewno będę bardzo ostrożny, mając za sobą takie doświadczenia. Ale z drugiej strony dzięki nim będę przygotowany na to, co mnie może spotkać.

Nie będziemy unikać trudnych tematów. Ale będziemy ich dotykać z wyczuciem.

Trochę później premier Netanjahu miał konferencję wyreżyserowaną od początku do końca: wygłosił oświadczenie, dostał z sali trzy pytania, które znał, i cześć.

Nie jesteśmy od oceniania wystąpień premiera. Skoro pojawiły się duże kontrowersje, poprosilibyśmy premiera o komentarz: jakie były jego intencje. To wszystko.

Co nie zmienia faktu, że nasz premier powiedział prawdę, która ciągle nie jest na arenie międzynarodowej powszechnie znana. Opinie o Polsce na świecie są niestety często pełne krzywdzących dla nas stereotypów.

W Berlinie mamy chwilowo człowieka na zastępstwo po Jacku Lepiarzu. W Paryżu prowadzimy rozmowy, podobnie w Waszyngtonie. Chcemy mieć dużą sieć za granicą. Potrzebujemy np. korespondenta w Izraelu. Ale nie jest nam łatwo znaleźć ludzi, bo nie mamy środków na odpowiednie wynagrodzenia. Brak pieniędzy to pięta achillesowa PAP.

One cały czas są.

Tak, ale spore kwoty już poszły na ten cel. Chyba nie jestem upoważniony do tego, żeby ujawnić jakie.

Tego też pani nie powiem, ale wielu z tych osób już nie ma.

Ci, którzy są dobrzy, zostaną.

Odeszli nie za mojej kadencji, nie jestem w stanie ich ocenić.

>>> Czytaj też: Ojciec Rydzyk współpracuje z TVN i Agorą. Połączył ich wspólny interes

Tylko że ta powierzchnia jest potrzebna właśnie po to, żeby dziennikarze mieli większy komfort pracy.

To pytanie raczej do członka zarządu Tomka Przybka, bo on się tym zajmuje. Ale myślę, w ciągu kilku miesięcy sprawa zostanie wyjaśniona.

Będziemy chcieli ją renegocjować.

Musimy najpierw rozliczyć dotację z 2017 r. Jesteśmy w trakcie. Do końca kwietnia przygotujemy też dla rady nadzorczej strategię rozwoju PAP i raport otwarcia, podsumowujący co się działo przed nami.

Tak. Ale też nie wyobrażam sobie funkcjonowania agencji bez środków publicznych. PAP to medium narodowe. Spójrzmy, jakie pieniądze dostają TVP i Polskie Radio.

Najuboższym. Chciałbym dostać choć 10 proc. tego, co Polskie Radio. A z 10 proc. tego, co dostaje telewizja, zrobilibyśmy najlepszą agencję informacyjną w tej części Europy. Rozmawiamy z Radą Mediów Narodowych, Ministerstwem Kultury i KPRM nad wypracowaniem formuły finansowania. Dziś PAP utrzymuje się głównie ze sprzedaży serwisu.

I ten niski poziom dotacji był morderczy dla agencji. A to PAP ma być – i jest - najbardziej wiarygodnym źródłem informacji w kraju.

Wpadka, z którą zderzyłem się na dzień dobry.

Wyciągnąłem konsekwencje wobec osób, które Pani wymieniła, bo informacja o fałszywym koncie premiera trafiła do dziennikarzy PAP tuż po tym, jak powstało. Wprowadziliśmy zasadę podwójnego sprawdzania informacji - która niby była, ale różnie wyglądało jej stosowanie. Poprosiliśmy też CIR o informacje potwierdzające, gdy pojawiają się tweety na kontach rządowych. Sprawdzamy wszystko, nawet komunikaty rządu, i mam nadzieję, że podobna wpadka nigdy się nie powtórzy. Chcę też zatrudnić więcej ludzi i poprawić warunki finansowe obecnych pracowników – ale na to muszę zdobyć pieniądze. Będę się starał o dofinansowanie z różnych instytucji państwowych, ale też zwiększę aktywność PAP na rynku. Będziemy np. robić więcej eventów. Ale nasz serwis informacyjny to miejsce święte i nie wyobrażam sobie w nim współpracy z partnerem komercyjnym, tak jak to jest praktykowane w innych mediach komercyjnych.

Nie. Nie możemy się też bawić w kontent marketing, bo to by źle wpłynęło na wiarygodność, która jest naszą największą wartością. Choć ta sama wiarygodność w sensie newsowym nas zabija, bo musimy każdą informację dokładnie sprawdzić.

...i jest w mediach społecznościowych, więc można z tego uszyć i coś puścić. Można np. dać wiadomość, że papież Benedykt XVI nie żyje i po dwóch minutach ją zdjąć – jest ruch na stronie, są kliki. W tym wyścigu nie mamy szans. Ale też nie chcemy się ścigać. Produkujemy informacje wiarygodne, dlatego dajemy je później. I wierzę, że w końcu dojdzie do renesansu rynku mediów, bo widać zmęczenie fake newsami.

Współpracując z lokalnymi portalami. Tworzymy właśnie ofertę dla nich. Z propozycją do Polski lokalnej, powiatowej wyjdziemy na przełomie maja i czerwca, może wcześniej.

Częściowo.

Nie wiem, kto tam jest.

No i?

Na razie przyglądam się tylko oddziałom regionalnym, o których słyszę, że dzieje się tam coś nie tak. Nie słyszałem, żeby w Kaliszu coś szwankowało. Ale sprawdzę to.

>>> Czytaj też: Średnia pensja kontra mediana i dominanta, czyli ile tak naprawdę zarabiają Polacy

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj