Ballmer: Niedowiarków możemy przekonać tylko wynikami

Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
22 października 2009, 05:00
Rynek pecetów jest dziś zdecydowanie mniejszy niż 12 miesięcy temu. Czy może być jednak lepszy czas na wprowadzenie produktu, którego rynek naprawdę chce, który niesie ze sobą innowacje? - mówi o Windows 7 w wywiadzie dla Financial Times Steve Ballmer, prezes firmy Microsoft.

RICHARD WATERS

Co poszło nie tak z Windows Vista?

STEVE BALLMER*

Podjęliśmy kilka decyzji zmierzających do poprawy bezpieczeństwa. Te rozwiązania wdrożono za cenę kompatybilności z Windows XP. Nie jestem pewny, czy klienci kiedykolwiek docenili tę poprawę bezpieczeństwa tak bardzo, jak narzekali na kwestie kompatybilności. Reputacja Visty została ustalona na bardzo wstępnym etapie tego procesu. Być może poszliśmy za daleko, jeżeli chodzi o perspektywę innowacyjną.

Czy to nie jest zły czas na wprowadzanie nowego systemu operacyjnego, biorąc pod uwagę stan światowej gospodarki?

To najlepszy moment, co nie oznacza, że sprzedaż będzie najwyższa. Rynek pecetów jest dziś zdecydowanie mniejszy niż 12 miesięcy temu. Czy może być jednak lepszy czas na wprowadzenie produktu, którego rynek naprawdę chce, który niesie ze sobą innowacje? Czy to pomoże ożywić cały ekosystem pecetów? Zapewne nie. Czasy są ciężkie, trudno powiedzieć, co mogłoby wywołać skok w sprzedaży pecetów, ale z pewnością innowacyjny system operacyjny, produkt którego ludzie chcą, w tym nie zaszkodzi.

Co da Windows 7 użytkownikowi peceta?

Przede wszystkim, za pośrednictwem Windows 7 ludzie będą używali zupełnie nowej klasy pecetów, które będą prostsze i bardziej przyjazne niż kiedykolwiek wcześniej. Łatwiej się będzie z nimi komunikować przy pomocy licznych ustawień, bez względu na to, czy mówimy o klasycznym interfejsie użytkownika, czy nowym interfejsie dotykowym. Ludzie zapewne zwrócą uwagę na nowe aplikacje dotykowe, w tym te do urządzeń typu „wszystko w jednym”, które coraz częściej widzimy w kuchniach. Różnorodność sprzętu jest imponująca; stopniowo na rynku zaczną się pojawiać urządzenia w rodzaju tabletów.

Jakby pan podsumował dziesięć lat swojej prezesury?

Mogło być lepiej, jeżeli jednak przypomnimy sobie, że 10 lat temu większość ludzi mówiła, że nie uda nam się dalej rozwinąć, a teraz mamy 20 mld dol. zysku operacyjnego i ustępujemy tylko Exxon Mobil i jeszcze jednej czy dwóm firmom naftowym. Ludzie mówili, że nigdy nie uda nam się zaistnieć w branży rozrywkowej, a dziś jesteśmy liczącym się graczem. Ludzie mówili, ze darmowe oprogramowanie osłabi naszą pozycję – ale tak się nie stało.

A obszary, w których jak dotąd się nie udało?

Mamy wielkie szanse w wyszukiwarkach, bo startujemy z niskiego poziomu. Szkoda, że nie zdecydowaliśmy się na to wcześniej. Podobnie z telefonami komórkowymi, ale na pewno mamy tu perspektywy wzrostowe.

Akcje Microsoftu wciąż kosztują mniej niż połowę tego, co wtedy gdy przejmował pan stery. Czy nie udało się panu zmienić firmy wystarczająco szybko?

Jedynym sposobem na przekonanie niedowiarków jest przedstawienie im dowodu – świetnego produktu, większego udziału w rynku... Czy chodzi o wyszukiwanie czy o cokolwiek innego, liczy się praktyka. Zapowiadaliśmy, że to będzie długa podróż. Stajemy naprzeciwko bardzo dominującego konkurenta w wyszukiwaniu, szczególnie w Europie, który ma 89,5-procentowy udział w rynku.

* Steve Ballmer

prezes firmy Microsoft, 43. na liście najbogatszych ludzi na świecie według Forbesa

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: FT
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj