Polskie przedsiębiorstwa finansują inwestycje przede wszystkim ze środków własnych. Z danych zebranych przez Polską Konfederację Pracodawców Prywatnych Lewiatan wynika, że tak postępuje 80 proc. firm. Czy więcej firmowej gotówki zgromadzonej w bankach oznacza, że inwestycje mogą niebawem ruszyć? Niekoniecznie.

>>> Polecamy: Przedsiębiorstwa rodzinne to ogromna siła

Wzrost depozytów pod koniec ubiegłego roku może sugerować, że zasoby finansowe przedsiębiorstw zwiększyły się. Wartość firmowych lokat wzrosła do 164,9 mld zł z 154,1 mld zł w listopadzie. Ekonomiści zwracają uwagę, że taka poprawa wyniku może być zjawiskiem sezonowym. – Zazwyczaj na koniec roku pojawia się więcej depozytów i ich łączna wartość jest o kilka procent większa niż w listopadzie. W ubiegłym roku to zjawisko było widoczne pod koniec każdego kwartału. Być może jest to efekt działań banków, które starały się przyciągnąć w tym czasie klientów korporacyjnych, żeby poprawić sobie relację między kredytami i depozytami w kwartalnych raportach – mówi Piotr Bielski z BZ WBK.

>>> Polecamy:  Firmy szukają nowych źródeł finansowania

Z teorią sezonowości zgadza się Grzegorz Maliszewski z Banku Millennium. Ekonomista zwraca jednak uwagę na skalę wzrostu depozytów. – W grudniu był on bardzo duży, znacznie większy niż w tym samym okresie w poprzednich latach. To może świadczyć o poprawie kondycji finansowej firm – mówi ekonomista. Dodaje, że częściowo widoczne to było już w wynikach największych przedsiębiorstw, które publikuje GUS. Jak mówi, III kwartał ubiegłego roku był pod tym względem lepszy niż wynik osiągnięty między lipcem a wrześniem 2008 r. Według GUS wynik finansowy netto w sektorze przedsiębiorstw wyniósł w III kwartale 2009 r. niemal 23 mld zł wobec 19,4 mld zł rok wcześniej.

>>> Czytaj także: Jak planować rozwój nowoczesnego przedsiębiorstwa?

Nasi rozmówcy podkreślają jednak, że jeśli nawet wzrost wartości depozytów wynika z poprawy kondycji finansowej firm, to jest to dopiero pierwszy krok do zwiększania inwestycji. Kluczowy bowiem jest popyt – a dokładniej przekonanie w firmach, że będzie się on odbudowywał. Piotr Kalisz, ekonomista Citi Handlowego, dodaje, że w pierwszej kolejności przedsiębiorstwa będą odbudowywać stan swoich zapasów. A do projektów inwestycyjnych wrócą wtedy, gdy zauważą wzrost liczby zamówień. – Musi nastąpić wzrost popytu krajowego i zewnętrznego. Wtedy firmy dokonają oceny wcześniej przerwanych projektów inwestycyjnych. Decyzje o inwestycjach podejmuje się stosunkowo długo, bo są one zawsze obarczone pewnym ryzykiem – mówi Piotr Kalisz.

>>> Polecamy: Przekształcenie firmy warto zaplanować

Nasi rozmówcy dodają, że duża niepewność co do stanu koniunktury w przyszłości to dziś najważniejszy powód blokowania inwestycji. – Przedsiębiorców powstrzymuje obawa przed drugim dnem recesji. Zadają sobie pytanie, co się stanie, gdy programy naprawcze w największych gospodarkach europejskich przestaną działać, czy przypadkiem nie doprowadzi to do kolejnej zapaści popytu. Jeśli będzie widać, że jesteśmy na ścieżce stopniowego przyspieszania wzrostu i ożywiania popytu, to będzie czynnik motywujący do wzrostu inwestycji w kraju – mówi Piotr Bielski.

Grzegorz Maliszewski dodaje, że nawet w pierwszej fazie przyspieszenia firmy raczej nie będą inwestować. Ma to związek z niskim wykorzystaniem mocy produkcyjnych. – Przy założeniu, że firmy finansują inwestycje z własnych środków, zwiększenie depozytów może być dobrym prognostykiem dla inwestycji. Jednak wykorzystanie mocy produkcyjnych jest bardzo niskie. Skoro tak, to nie ma powodów, żeby inwestować w ich powiększanie. Z tego samego powodu firmy w pierwszej fazie ożywienia nie będą raczej zwiększać zatrudnienia – mówi ekonomista.

OPINIA

Przedsiębiorcy już nie boją się załamania gospodarczego. Ale też nie panuje wśród nich euforyczny nastrój w rodzaju: kryzys się skończył, więc czas zakasać rękawy i brać się do inwestowania. Teraz właściciele firm czekają, kiedy koniunktura zacznie się wyraźnie poprawiać, jak szybko będzie odbudowywał się popyt. Na razie sygnały są sprzeczne. Dotyczy to zwłaszcza sytuacji u naszych głównych odbiorców handlowych za granicą. I dlatego wszystkie programy inwestycyjne, jakie zostały wstrzymane w 2009 roku, nadal są zamrożone. W warunkach takiej niepewności i przy tak niskim poziomie wykorzystania mocy wytwórczych trudno sobie wyobrazić inwestowanie w środki produkcji.

Co innego modernizacja produkcji, prace nad nowymi produktami. Jeśli ktoś jest w stanie inwestować w te obszary – bez ryzyka utraty płynności – powinien to zrobić. Konkurencja nie śpi. Inwestycje tego typu budują przewagę konkurencyjną i jeśli firma ma wolne środki, powinna je przeznaczać na ten cel w pierwszej kolejności.

*Jeremi Mordasewicz, ekspert PKPP Lewiatan