Nastawienie traderów do funta jest najgorsze od wielu lat, gdyż brytyjska waluta zanotowała najbardziej fatalny początek roku od 13 lat z powodu zbliżania się deficytu budżetowego Wielkiej Brytanii do poziomu greckiej dziury fiskalnej, która wykoleja euro.

W tym roku funt stracił już 6,2 proc. Obecnie nie ma zbyt wielkiego pola manewru: albo rekordowe pożyczki rządu wypchną jeszcze wyższej koszty finansowania długu i zmuszą decydentów do drukowania większej ilości pieniędzy w celu wykupu obligacji, albo brytyjscy deputowani zbyt szybko obetną wydatki co pobudzi nową recesję.

Rząd premiera Gordona Browna szacuje, że deficyt budżetowy wyniesie wkrótce 12,6 proc. PKB, czyli prawie tyle samo co w Grecji (12,7 proc.).

„Ryzyko wystąpienia w Wielkiej Brytanii podwójnej recesji jest znaczne” – ocenia Hans-Guenter Bedeker, strateg rynku walutowego w BNP Paribas, rezydujący w Londynie – „Handel funtem sterlingiem coraz bardziej przypomina sytuację na rynkach walut wschodzących, kiedy rosnąca rentowność obligacji już więcej nie działa na korzyść waluty”. 

Spośród 36 strategów ankietowanych przez Bloomberga, aż 22 spodziewa się, że pod koniec tego roku funt spadnie poniżej kursu 1,670 dolara z końca 2009 roku. W poniedziałek za funta płacono, 1,5167 dolara. Wobec euro funt spadł o 0,2 proc. do 90,63 pensów, tracąc w tym roku już 2,1 proc.

Rentowność greckich obligacji wzrosła w tym roku o 139 punktów bazowych I w zeszłym tygodniu wyniosła 6,25 proc. Gilty, brytyjskie obligacje rządowe od stycznia wzrosły jednak tylko o 22 punkty bazowe I 22 lutego osiągnęły poziom 4,23 proc. Dług brytyjskiego rządu osiągnął 55,8 proc. wartości gospodarki z 2009 roku, czyli jest połowę niższy od 113,4 proc. długu greckiego – wynika z obliczeń Goldman Sachs.