W chwili, gdy inwestorzy naciskają na Grecję, Hiszpanię, Portugalię i Irlandię o przedstawienie planów redukcji deficytów budżetowych, wycofanie pakietów stymulacyjnych stwarza ryzyko powtórnej recesji, a nawet deflacji w 16 krajach strefy euro lub przynajmniej w części regionu. Prawdopodobieństwo zwolnienia tempa rozwoju gospodarczego skłania ekonomistów wielu banków, od Deutsche Bank po HSBC Holdings, do postawienia prognozy, że EBC znacznie wolniej niż wcześniej zakładano zacznie podnosić stopy procentowe z rekordowo niskiego poziomu 1 proc. 

Wstrzemięźliwość Tricheta i jego kolegów będzie kontrastować z postawą prezesa Federalnej Rezerwy USA, Bena Bernanke, jeśli bank centralny USA zacznie nadawać ton w zacieśnianiu polityki gospodarczej. Tymczasem na większości parlamentarzystów luki w budżecie, przekraczające 10 proc., nie robią większego wrażenia.

Ze względu na tak różne podejście dwóch głównych gospodarek światowych, fundusz BlueGold Capital Management prognozuje spadek euro do poziomu 1,20 dolara po raz pierwszy od marca 2006 roku. Byłaby to powtórka podobnej przeceny z połowy minionej dekady, kiedy Fed w swej polityce także wyprzedził Europejski Bank Centralny.

„Zróżnicowanie w sferze polityki jest jednym z kluczowych elementów do podejmowania przyszłych decyzji. I to jeszcze jeden powód, dla którego inwestorzy powinni podchodzić do euro z ostrożnością” – mówi Stephen Jen, dyrektor zarządzający w funduszu hedgingowym BlueGold z Londynu i zarazem były główny strateg walutowy w Morgan Stanley.

W Londynie euro spadło dzisiaj rano o 0,3 proc. do 1,3515 dolarów. To oznacza, że wspólna waluta w okresie minionych czterech miesięcy straciła już 10 proc. swej wartości. Spadki podsyca pesymizm na fali spekulacji, że przywódcy Unii nie zdołają w tym tygodniu uzgodnić pomocy dla Grecji.