Wróbel: Lepsze dane z Polski, mniejsze spadki na GPW

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
24 czerwca 2010, 17:53
Łukasz Wróbel
Łukasz Wróbel/Forsal.pl
W czwartek lepsze od szacunków analityków okazały się zarówno dane makroekonomiczne z Polski, jak i ze świata. Inwestorzy na rynkach akcji w Europie i USA trzeci dzień z rzędu pozbywali się akcji.

Dzięki optymistycznym danym z polskiej gospodarki, wyprzedaż akcji na GPW nie przybrała tak gwałtownej formy, jak np. na innych parkietach: WIG20 i WIG spadły odpowiednio o 0,2 i 0,3 proc. Czwartek był kolejnym z rzędu dniem, w którym obroty na całym rynku z ledwością przekroczyły 1 mld PLN. Z punktu widzenia zagranicznych inwestorów lepsze od oczekiwań dane o sprzedaży detalicznej w Polsce (wzrost o 4,3 proc. r/r) i spadku bezrobocia w maju (z 12,3 proc. do 11,9 proc.), były kwestią drugorzędną, ponieważ o kierunku, w którym podążają ceny akcji na GPW nieprzerwanie decyduje sytuacja na innych rynkach, a ta jest daleka od normy.

Wprawdzie dane z Europy Zachodniej i USA także przewyższyły szacunki ekspertów (wydatki konsumentów we Francji, zamówienia w przemyśle strefy euro, nowe wnioski o zasiłki dla bezrobotnych w USA), ale nieprzerwanie źródłem niepokoju inwestorów na całym świecie jest niepewna sytuacja europejskich banków.

Najgorzej spośród europejskich giełd zachowywał się w czwartek grecki indeks ATGI, który tuż przed zakończeniem sesji tracił na wartości 3,7 proc. Jeszcze większą panikę obserwowaliśmy na rynku kontraktów CDS - za ubezpieczenie pięcioletnich obligacji na wypadek niewypłacalności Grecji płacono najwięcej w historii (ok. 1070 pkt. bazowych), a prawdopodobieństwo bankructwa obliczane na tej podstawie przez firmę CMA Datavision, wzrosło do 67 proc. Bezpośrednim bodźcem do kolejnej fali odpływu kapitału z Grecji był raport agencji Fitch, z którego wynika, że po niezwykle drastycznych cięciach wydatków, konieczne będzie dalsze zaciskanie pasa w latach 2011 i 2012. Jeżeli ceny kontraktów CDS nie zaczną spadać w ciągu najbliższych kilku sesji, możemy spodziewać się, że kolejne europejskie kraje pójdą za przykładem Niemiec i zabronią spekulacji za pomocą tzw. nagiej krótkiej sprzedaży.

Na rynku walutowym sytuacja nie jest już tak jednoznaczna, jak kilkanaście sesji temu - euro osiągnęło ostatnio tak niskie poziomy, że coraz więcej inwestorów jest skłonnych spekulacyjnie stawiać na umocnienie wspólnej waluty. Dzisiaj pod presją sprzedających znalazł się dolar, którego chętnie zamieniano na japońskie jeny i brytyjskie funty. Złoty osłabił się względem wszystkich głównych walut, co potwierdza tezę o niewielkim znaczeniu bieżących informacji z naszego podwórka.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Open Finance
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj