Prezydencja daje zarobić. Nie tylko hotelarzom, restauratorom, właścicielom sal konferencyjnych, liniom lotniczym czy tłumaczom. Korzyści przynosi również firmom i markom, które angażują się w jej przygotowania. – W zamian za wsparcie logistyczne mają otrzymywać darmową promocję przy dużej prestiżowej imprezie – tłumaczy Alexander Sikora, szef Metamorphosis Brand Communications.

>>> Czytaj też: Turcja grozi: Jeśli Cypr obejmie prezydencję, zamrozimy stosunki z UE

Dlatego, gdy co pół roku zmienia się kraj przewodniczący UE, zmieniają się partnerzy prezydencji. W przypadku Niemiec było ich tylko trzech, za to z grubymi portfelami – Audi, BMW i Mercedes. Inną drogę wybrała Hiszpania, która miała aż 37, za to małych, głównie lokalnych.

Polskie MSZ postawiło na sześć marek. Peugeot przekazał na potrzeby prezydencji 117 samochodów, w tym 55 sztuk najnowszego modelu, limuzyny 508, Scania wypożyczyła 6 autobusów, Coca-Cola zobowiązała się dostarczyć 100 tys. litrów wody Kropla Beskidu, a Orlen – około 200 tys. litrów paliwa. Z kolei Microsoft użyczył m.in. 400 licencji na system operacyjny, a sieć Orange – 100 telefonów komórkowych oraz 40 zestawów składających się z notebooka i modemu z dostępem do mobilnego internetu. Dodatkowo firma zapewniła zagranicznym delegatom dostęp do Orange Hotspotów na pięciu polskich lotniskach: w Gdańsku, Wrocławiu, Krakowie, Poznaniu i Warszawie.

Same firmy wyceniają ich wspólne zaangażowanie w przygotowanie prezydencji na 10 mln zł, co jest kroplą w morzu całkowitych wydatków na ten cel, szacowanych przez MSZ na niemal 430 mln zł. Resort zwraca jednak uwagę, że nie o pieniądze w tym wypadku chodzi, lecz o wizerunek naszego kraju. Z podobnego założenia wychodzą partnerzy prezydencji. – Nasze zaangażowanie ma w dużej mierze charakter wizerunkowy – mówi Wojciech Jabczyński, rzecznik prasowy Telekomunikacji Polskiej, właściciela marki Orange. Przytakuje mu Beata Karpińska z biura prasowego PKN Orlen. – Angażując się we wsparcie prezydencji, chcemy wziąć udział w promocji Polski. Dla nas, jako jednej z najbardziej rozpoznawalnych polskich marek, ma to konkretny wymiar biznesowy – mówi Karpińska.

Na poprawę wizerunku liczy Peugeot. Dzięki temu że jego auta wożą unijnych notabli, Polacy mogą zacząć postrzegać francuską markę jako bardziej prestiżową.

>>> Czytaj też: Szczyt Ecofin bez przełomu. To tylko kolejny element biurokratycznej machiny

Niewątpliwie jednak 10 mln zł, jakie duże koncerny wyłożyły na wsparcie prezydencji, to znacznie mniej, niż musiałyby wydać na standardową reklamę o podobnym zasięgu. Jak obliczyło Ministerstwo Spraw Zagranicznych, marka „Polska Prezydencja”, biorąc pod uwagę to, jaki czas poświęca się jej w mediach, czy wydatki na sponsoring i promocję, warta jest około 80 mln zł. A w jej tle zawsze pojawia się przecież któryś z sześciu oficjalnych partnerów.