Czy szeroko komentowaną wypowiedź Mario Draghi’ego, prezesa EBC, z ubiegłego tygodnia należy traktować jako wielki przełom w polityce monetarnej? A może został źle zrozumiany? Rynki finansowe przyklasnęły wtedy, jakby miały do czynienia z wielkim przełomem. Teraz wkradły się wątpliwości.

>>> Czytaj też: Przasnyski: Draghi przelicytował szefa Fed

Więcej dowiemy się po czwartkowym spotkaniu Rady Prezesów EBC. Od tego, co ta Rada ustanowi może zależeć przyszłość euro. Draghi podniósł oczekiwania i powinien teraz im sprostać. Jeśli mu się uda, Europa wykona duży krok w kierunku odbudowy. Zapewne pierwszy z wielu, które będą potrzebne w ciągu najbliższych miesięcy i lat. 

Zobowiązanie Draghi’ego, że EBC jest gotowe na „wszystko, aby utrzymać spójność strefy euro” wydawało się zrozumiałe. Cóż to była za wspaniała wiadomość. Wreszcie EBC zamierza odegrać rolę pożyczkodawcy ostatniej szansy dla Hiszpanii i innych pogrążających się w kryzysie dłużników. Draghi chce wskrzesić i rozszerzyć uśpiony program skupu obligacji i naciska na rządy Europy, aby mu na to pozwoliły. Jednak jeśli rynki uznają, że jego śmiałe propozycje w rzeczywistości nic nie oznaczają, przygotujcie się: kryzys w Europie jeszcze się pogorszy. 

A przemowa była bardzo dwuznaczna i zastanawiająca, niektóre jej części są wręcz ledwo zrozumiałe.

>>> Czytaj też: Schaeuble: nie ma planów skupowania obligacji Hiszpanii

Niemal we wszystkim, co mówił Draghi, można było się doszukać ukrytego znaczenia. Nawet kluczowa fraza zaczęła się słowami “w ramach naszego mandatu”. I w tym właśnie tkwi problem. EBC nie jest pewien czego tak naprawdę się od niego oczekuje i na co może sobie pozwolić, a rządy strefy euro są w tej kwestii podzielone.

Draghi zaoferował racjonalne wyjście: EBC ma wzmocnić swoje interwencje i obciąć i tak niskie już stopy procentowe, które państwa zmagające się z kryzysem muszą płacić swoim pożyczkodawcom. Jeśli bank będzie gotowy do działania, rządy krajów dostaną polityczne wsparcie, którego potrzebują – pod warunkiem oczywiście, że je zaakceptują. Wygląda na to, że jest to prawdopodobne. Niemiecka kanclerz Angela Merkel i prezydent Francji Hollande zadeklarowali wstępnie poparcie, choć to ich do niczego na razie nie zobowiązuje. Oni też „zrobią wszystko, żeby ratować euro”.