Część dokumentu ujawnił francuski „Le Figaro”. Okazuje się, że to kraje nordyckie – Norwegia, Islandia i Dania – oraz Kanada mają najlepiej zorganizowane zaplecze energetyczne. Uzyskały 63–75 pkt na 100 możliwych.

KPMG uwzględniło 11 kryteriów, to m.in.: dywersyfikacja źródeł dostaw, koszty elektryczności, własne zasoby, rozwój odnawialnych źródeł, stałość dostaw.

W ścisłej czołówce znalazły się też najbogatsze kraje świata: Szwecja, Szwajcaria, Finlandia, Francja, Wielka Brytania i USA. Zaskoczeniem jest piąta pozycja Kolumbii – to wynik połączenia ogromnych zasobów ropy z rozwiniętymi elektrowniami wodnymi, które dają jej wysoką notę, gdy idzie o przestrzeganie zasad ochrony środowiska.

Wysoka jest pozycja Francji: 9. w rankingu globalnym i pierwsza razem z Koreą Południową, gdy idzie o zasobność w energię elektryczną. KPMG wskazuje na atut, jakim jest dla Francuzów rozwinięta energetyka jądrowa. Dzięki temu Francja ma bardzo tanie i pewne źródło prądu. Tyle że ekipa Francois Hollande’a ma już w czwartek przedstawić długoletni plan ograniczenia energetyki jądrowej.

Organizacje ochrony środowiska oburza jednak bardzo szybki wzrost notowań w rankingu KPMG Stanów Zjednoczonych. To efekt błyskawicznie rozwijającego się wydobycia gazu łupkowego oraz ropy z piasków bitumicznych. Dzięki temu Ameryka przekształciła się w ciągu kilku lat z importera w jednego z największych eksporterów gazu i ma w ciągu kilku lat zająć taką samą pozycję, gdy idzie o eksport ropy.