Jabłka i wołowinę być może sprzedamy do Algierii. Walka o rekompensaty dla rolników

Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
4 sierpnia 2014, 15:17
Jabłko, fot. mescon, źródło: Flickr.com, licencja Creative Commons (CC BY 2.0)
Jabłko, fot. mescon, źródło: Flickr.com, licencja Creative Commons (CC BY 2.0) /Inne
Koszty związane z zakazem eksportu na wschód mogą być znikome, nie tylko dzięki wpływowi akcji #jedzjabłka. Minister Sawicki liczy na rekompensaty z Unii Europejskiej i szuka nowych rynków zbytu, m.in. w Algierii.

Po tym jak Rosja wprowadziła embargo na polskie owoce i warzywa, rolnicy już liczą straty, a minister rolnictwa uspokaja. Według resortu, koszty związane z zakazem eksportu na wschód mogą być znikome. Minister liczy, że Komisja Europejska zgodzi się na rekompensaty. Ciąg dalszy rozmów w tej sprawie w najbliższy czwartek w Brukseli.

Według Marka Sawickiego, nasi producenci powinni otrzymać rekompensaty, które pokryją całość poniesionych przez nich strat. - To dlatego, że nikt nie ma wątpliwości, iż embargo ma podłoże polityczne - przyznaje Sawicki.

>>> Czytaj też: Polacy rzucają jabłkiem w Putina. Czy rząd wykorzysta promocję polskich owoców?

Ucieczka do przodu - Sawicki szuka nowych rynków zbytu. Algieria?

Nie zmienia to faktu, że minister szuka kolejnych rynków zbytu. Informuje, że polskimi jabłkami zainteresowana jest chociażby Algieria. - Algieria wyraziła gotowość zakupu nie tylko jabłek ale także innych produktów łącznie z wołowiną, której mamy spore ilości.To o tyle ważne, że różnie może być z rynkiem rosyjskim - powiedział w rozmowie z IAR minister. Przypomniał, że Rosja już raz embargo na nasze owoce nałożyła w latach 2006 -2007, dlatego jest przekonany, że wiecznie trwać ono nie będzie.

Zastrzega jednak, że sankcje mogą być dotkliwsze ze względu na nasz czterokrotnie większy udział w rosyjskim rynku niż kilka lat temu. Ale jak duże sadownicy i producenci poniosą straty zależy od kilku czynników. - Od tego jak dużo produktów sprzedamy na innych rynkach, ile zagospodarujemy na inne cele i o ile zwiększy się konsumpcja w kraju. Może być też tak, że straty z powodu embarga będą znikome - zastrzegł minister Sawicki.

Rosyjskie embargo weszło w życie w piątek. Dotyczy ono jabłek , śliwek, wiśni, czereśni oraz kapusty.

>>> Czytaj także: Amerykańska whisky na czarnej liście rosyjskich służb sanitarnych

Róbmy Calvados w powiatowych gorzelniach

Calvados na przekór Putinowi. Minister rolnictwa Marek Sawicki, oprócz rekompensat dla sadowników i rolników, ma jeszcze jeden pomysł na radzenie sobie z rosyjskim embargiem na warzywa i owoce.

Jak zaznaczał, wsparcie Brukseli to jedno, a drugie - to większa konsumpcja w kraju. Dlatego minister Sawicki w rozmowie z Polskim Radiu RDC zachęcał do spożywania większej ilości jabłek oraz cydru. - Mam nadzieję, że przełamię opinię publiczną i środowiska antyalkoholowe, żeby jednak w Polsce - wzorem Czechów, Słowaków, czy Austrii, Szwajcarii, Bawarii, były takie małe powiatowe gorzelnie do przerobu wyłącznie owoców na alkohol - mówił szef resortu rolnictwa w nawiązaniu do Calvados.

Calvados to francuski alkohol, charakteryzujący się wytrawnym smakiem  jabłkowym i charakterystycznym owocowym bukietem. Marek Sawicki zapowiedział, że najwcześniej we wrześniu rolnicy i sadownicy, którzy tracą na rosyjskim embargu będą mogli dostać rekompensaty.

Minister ma rozmawiać o finansowym wsparciu dla producentów owoców i warzyw. Swoje straty szacują oni na 500 milionów euro.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: IAR
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj