Jeszcze w połowie marca minister finansów Mateusz Szczurek mówił, że ubiegłoroczny deficyt finansów publicznych mógł być bliżej 3,6 proc. niż 3,3 proc. PKB. Wcześniej o 3,3 proc. mówili przedstawiciele resortu, natomiast na 3,6 proc. szacowała nasz deficyt Komisja Europejska. Jak się okazuje, informacja na temat wyniku finansów publicznych, jaką wczoraj Główny Urząd Statystyczny przekazał do weryfikacji Eurostatowi – unijnemu biuru statystycznemu, była wyraźnie lepsza.

– Deficyt wprawdzie przekroczył 3 proc. PKB, jednak ale nie był tak wysoki, jak sądziliśmy kilka tygodni temu – mówi minister Szczurek. Według niego, o 1,5 mld zł zmniejszył nam deficyt zwrot części składki do Unii Europejskiej. Wysokość składki jest określana na podstawie prognoz wyników gospodarki, a potem korygowana na podstawie rzeczywistych danych o wysokości PKB. Drugim czynnikiem, który przyczynił się do zmniejszenia deficytu finansów publicznych, były według ministra wyższe o 3 mld zł należności sektora publicznego.

>>> Czytaj też: Niemal 300 mld euro. Tyle wynosi zadłużenie zagraniczne Polski

Wcześniej, gdy ministerstwo zwiększało szacunki deficytu, uzasadniało to deficytem w samorządach, koniecznością uwzględnienia w wydatkach publicznych dużych inwestycji kolejowych, czy przekraczających 3 mld zł wypłat środków gwarantowanych dla członków dwóch upadłych spółdzielczych kas oszczędnościowo-kredytowych.

Kluczowa będzie wielkość deficytu finansów publicznych w tym roku. Jeśli uda się go zmniejszyć do mniej niż 3 proc. PKB, to Komisja Europejska powinna w połowie 2016 r. zakończyć wobec Polski tzw. procedurę nadmiernego deficytu. To zaś oznacza zdjęcie formalnej przeszkody dla obniżenia podatków, np. powrót stawek VAT do poziomu sprzed 2011 r. (wtedy zostały one poniesione o 1 pkt proc.).