Sztuczny ląd budowany przez Chiny na Morzu Południowochińskim ma już tej chwili powierzchnię przekraczającą 4 kilometry kwadratowe, a prace budowlane idą pełną parą.

Już w połowie ubiegłego roku dziennik "South China Morning Post" zapowiadał rozpoczęcie budowę sztucznej wyspy w pobliżu Wysp Spratly. Profesor Jin Canrong, z Uniwersytetu Renmin w Pekinie, tłumaczył wówczas dziennikowi, że nowa wyspa będzie docelowo co najmniej dwa razy większa od amerykańskiej bazy wojskowej na atolu Diego Garcia o powierzchni 44 kilometrów kwadratowych. W przyszłości chińska wyspa miałaby się stać bazą okrętów marynarki wojennej. Wybudowane miału być tu także lotnisko.

>>> Polecamy: Pekin rozegrał USA i Europę jak dzieci. Czy Zachód ma szanse wobec rosnącej potęgi Chin?

„Chiny budują wielki mur z piasku”– stwierdził w zeszłym miesiącu Harry Harris, dowódca floty Pacyfiku USA. Jego zdaniem, dalszy rozwój tego projektu pokaże, czy Chiny zmierzają w stronę konfrontacji czy kooperacji.

“Chińskie roszczenia terytorialne i budowa wysp napędza coraz większy niepokój o intencje Chin w regionie. Pojawiają się obawy, że Chiny mogą umieścić na spornym terenie posterunki wojskowe” – mówi Jeff Rathke, rzecznik prasowy Departamentu Stanu USA.

Prezydent USA Barack Obama wyraził zaniepokojenie faktem, że Chiny wykorzystują swoją siłę do dominacji nad mniejszymi krajami. „Naszą obawę budzą te kwestie, w których Chiny nie przestrzegają międzynarodowych norm i przepisów oraz używają swoich muskułów, by zmusić inne kraje do podporządkowania się” – powiedział w zeszłym tygodniu Obama.

Chiny potwierdziły w zeszłym tygodniu, że prowadzą prace konstrukcyjne w pobliżu Wysp Spratly – grupy około 100 małych wysepek na Morzu Południowochińskim, o które rywalizują ze sobą Chiny, Filipiny, Witnam i Tajwan. Prawo do administrowania nimi roszczą sobie również Malezja i Brunei. Wokół wysp znajdują się cenne złoża ropy naftowej i gazu, a obok nich przebiegają ważne szlaki żeglugowe. Na samych wysepkach już teraz stacjonują niewielkie oddziały wojskowe.

Państwo Środka rości sobie prawo do kontrolowania około czterech piątych obszaru Morza Południowochińskiego, według granic wyznaczonych przez tzw. linię dziewięciu kresek, nakreśloną na mapach jeszcze w latach 40. ubiegłego wieku. 

>>> Czytaj też: Strategiczny sojusz Rosji i Chin. Rakiety S-400 trafią do Pekinu

Chiny bronią swojej inwestycji. Rzeczniczka prasowa tamtejszego ministerstwa spraw zagranicznych Hua Chunying powiedziała, że ostatnia aktywność Państwa Środka na wodach Morza Południowochińskiego związana jest przede wszystkim z budową infrastruktury dla żeglugi, nawigacji, meteorologii i rybołówstwa – wszystko z myślą o Chinach i państwach ościennych.

„Kładziemy równy nacisk na budowę i środki bezpieczeństwa, dopełniając najwyższych standardów ochrony środowiska i biorąc pod uwagę troskę o aspekty ekologiczne. Nasze działania nie mają wpływu ma żadne państwo i nie są w nikogo wymierzone. Budowa jest uzasadniona i zgoda z prawem” – powiedziała Hua.

Władze USA sceptycznie podchodzą jednak do tych wyjaśnień i w działaniach Chin dopatrują się prowokacji.

“Uważamy, że spór da się rozwiązać drogą dyplomatyczną, ale fakt, że Filipiny czy Wietnam nie są tak duże jak Chiny nie oznacza, że muszą zostać odsunięte na bok” – powiedział Barack Obama.

Już w sierpniu ubiegłego roku sekretarz stanu USA John Kerry apelował o powstrzymanie działań na Morzu Południowochińskim, które mogą prowokować napięcia w regionie. Wysiłki USA zostały jednak przez Chiny odrzucone. Stany Zjednoczone otrzymały też dyplomatyczny cios ze strony swojego sojusznika – Australii, która wbrew stanowisku USA, zdecydowała się dołączyć do tworzonego przez Chiny Azjatyckiego Banku Inwestycji Infrastrukturalnych (AIIB).

>>> Czytaj też: Polska poza Azjatyckim Bankiem Inwestycji? Korea Płn. i Tajwan na pewno

„To, co teraz obserwujemy, to kolejne kroki w stronę eskalowania konfliktu i rywalizacji między Chinami i USA” – mówi Hugh White, profesor z Australian National University w Canberra. ”Nie chodzi już tylko o to, do kogo należą i kto kontroluje te wyspy, ani o to, co Chiny na nich budują, chodzi o różnice w postrzeganiu roli przywódczej Chin i USA w Azji” – dodaje.