U wybrzeży Bretanii i Normandii zbudowanych zostanie sześć farm wiatrowych. Jedna daje tyle prądu, że może oświetlić Marsylię, dwie - produkują tyle energii co elektrownia atomowa. Każda z farm - to 60 do 100-stu wiatraków ustawionych w odległości kilometra jeden od drugiego.

Są wyższe niż naziemne i wyrastają na sto metrów nad taflą morza. Umieszczony na szczycie generator waży 145 ton - tyle co lokomotywa. Do 2020 roku farmy mają produkować energię zaspokajającą potrzeby 8 milionów Francuzów. Z prądu korzystać będą mieszkańcy wielu wysp używający teraz szkodliwych dla środowiska generatorów spalinowych.

W Nantes mówiono także o pływających wiatrakach - tam gdzie dno jest skaliste i nierówne, o turbinach wykorzystujących morskie prądy i o ruchomych centralach termicznych produkujących energię w rezultacie różnic temperatur w ciepłych morzach, między powierzchnią i głębinami.

Część ekologów jest przeciwna wiatrakom, bo wprawdzie środowisku są przychylne, ale szpecą pejzaż.

>>> Czytaj też: Londyn wyhamuje farmy wiatrowe?