Co najmniej 27 ofiar śmiertelnych - to tragiczny i być może nieostateczny bilans zamachu terrorystycznego w Tunezji. Według tamtejszego MSW, wśród ofiar są obcokrajowcy. Nie ma na razie informacji o ich narodowości. Do tej pory nikt nie wziął na siebie odpowiedzialności za zamach. Co najmniej jeden napastnik miał zostać zastrzelony przez służby bezpieczeństwa.

Terroryści zaatakowali turystów wypoczywających na plaży, w pobliżu dwóch hoteli niedaleko popularnego wśród turystów miasta Susa.

Premier Ewa Kopacz powiedziała polskim dziennikarzom opuszczając Brukselę po zakończeniu unijnego szczytu, że jest w stałym kontakcie z ministerstwem spraw zagranicznych, które poprzez ambasadę i rezydentów biur podróży stara się ustalić, czy wśród poszkodowanych są Polacy.

Szefowie Rady i Komisji Europejskiej wyrazili solidarność z Francją i Tunezją po atakach terrorystycznych w tych krajach. W zamachu we Francji zginęła jedna osoba, a dwie zostały ranne. Szef Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker powiedział, że Tunezja spośród wszystkich krajów, które przeszły przez arabską wiosnę, najlepiej poradziła sobie ze zmianami.

Tymczasem w tunezyjskiej Susie zapanowało przerażenie. Turyści w obawie przed następnymi atakami barykadują się w pokojach hotelowych.
Susa to popularny kurort wśród zagranicznych turystów.

Polskie MSZ przypomina przy okazji swoje ostrzeżenie z ubiegłego roku: "Ze względu na potencjalny wzrost aktywności grup terrorystycznych w Tunezji i zagrożenia zamachami kierowanymi również przeciwko turystom, Ministerstwo Spraw Zagranicznych odradza wyjazdy do tunezyjskich miejscowości Bizerte, Tabarka, Hammamet, Tunis i Susa oraz na wyspę Dżerba. Zdecydowanie odradza się również wyjazdy na tereny przygraniczne z Libią i Algierią, szczególnie do gubernatorstw Beja, Jendouba, Le Kef i Kasserine".

>>> Czytaj też: Koniec gospodarczego cudu. Turecka gospodarka spada w przepaść