Jeżeli Jaguar zrezygnował z inwestycji w Polsce ze względu na to, że Słowacja dała mu większe ulgi podatkowe, to można zrozumieć polskie władze - twierdzi przedstawiciel konfederacji Lewiatan, Jeremi Mordasewicz. Ekspert martwi się jednak, że sprawa jest bardziej skomplikowana.

Polski rząd tłumaczy się, że nie chciał przepłacić ściągając nad Wisłę inwestora. Ekspert Lewiatana wyjaśnia, że przedsiębiorcy wykładają na powstanie miejsca pracy setki tysięcy złotych. Utworzenie jednego stanowiska pracy w Polsce, uwzględniając budynki, maszyny czy narzędzia, kosztuje średnio około 200 tysięcy złotych. W przemyśle motoryzacyjnym koszt ten może sięgnąć nawet 1,5 miliona złotych. Dzięki niemu powstają jednak inne miejsca pracy w usługach.

>>> Polecamy: Jak Jaguar pożarł Piechocińskiego

Związkowcy z OPZZ mają mieszane uczucia - tłumaczy wiceszef porozumienia Andrzej Radzikowski. Rozmówca IAR z jednej strony ma świadomość utraty kilku tysięcy dobrych miejsc pracy. Z drugiej strony OPZZ jest przeciwna preferowaniu inwestorów zagranicznych. Andrzej Radzikowski obawia się także, że indyjska inwestycja nie musiałaby trwale poprawić sytuacji na rynku pracy.

Za kilka miesięcy poznamy szczegóły zwycięskiej oferty Słowacji. Rząd w Bratysławie musi uzyskać od Komisji Europejskiej zgodę na wsparcie finansowe dla indyjskiego inwestora.
Tata Motors, producent Jaguara i Land Rovera, ma zainwestować w zakład na Słowacji miliard funtów. Według "Financial Times", z fabryki ma wyjeżdżać rocznie 300 tysięcy aut.

>>> Zobacz również: Polska kontra Słowacja. Dlaczego przegraliśmy bitwę o wielką fabrykę Jaguara?