Na początku października br. należąca do grupy Naspers spółka GG Network została postawiona w stan likwidacji, co potwierdza wpis dokonany w Krajowym Rejestrze Sądowym. Decyzja południowoafrykańskiego koncernu medialnego rodzi pytanie o przyszłość legendarnego polskiego komunikatora internetowego Gadu-Gadu.

W rozmowie z serwisem Wirtualnemedia.pl prezes GG Network Tomasz Jażdżyński zaznaczył, że jeszcze przed likwidacją spółki dojdzie do przejęcia Gadu-Gadu przez nowego właściciela. Wciąż nie wiemy jednak kto nim będzie, i jakie będą jego plany wobec projektu. Przy tej okazji warto przypomnieć sobie historię słynnego „żółtego słoneczka”, z którego – w okresie szczytowej popularności – korzystało ponad 6,5 mln polskich internautów.

>>> Czytaj też: Oto najbardziej absurdalne sposoby zarabiania pieniędzy

Polacy nie gęsi

Przełom XX i XXI wieku w Polsce to okres, w którym tradycyjne modemy telefoniczne były stopniowo wypierane przez stałe łącza, dzięki którym otrzymaliśmy coś o czym wcześniej mogliśmy tylko pomarzyć – nieograniczony dostęp do internetu. Problem polegał na tym, że w 2000 roku polska sieć przypominała bardziej „pustynię” aniżeli „globalną wioskę”.

Jedną z osób, która pośrodku tej „pustyni” zdecydowała się postawić „oazę”, był polski informatyk Łukasz Foltyn. Zainspirowany komunikatorem internetowym ICQ, który od kilku lat święcił triumfy na Zachodzie, Foltyn postanowił stworzyć jego polski odpowiednik.

15 sierpnia 2000 roku w polskim internecie zadebiutował więc komunikator Gadu-Gadu. Była to niewielkich rozmiarów aplikacja, którą każdy z nas mógł zainstalować na swoim komputerze, a następnie – po stworzeniu indywidualnego profilu (czy też raczej numeru) – rozpocząć rozmowę tekstową z wybraną osobą. Gadu-Gadu umożliwiało nawiązywanie nowych znajomości (dzięki wbudowanej wyszukiwarce profili), jak również komunikowanie się z naszymi przyjaciółmi z „reala”, o ile podali nam wcześniej swój numer.

Pomysł Foltyna okazał się strzałem w dziesiątkę. W ciągu pierwszych 24 godzin od uruchomienia Gadu-Gadu w bazie komunikatora zarejestrowało się 10 tysięcy użytkowników, co w ówczesnych realiach było liczbą niebagatelną.

- Gadu-Gadu było pierwszym powszechnym komunikatorem w Polsce i pierwszym hitem w mediach społecznościowych - wyprzedziło Grono i Naszą Klasę. O jego sukcesie przesądził fakt, że korzystali z niego zarówno starsi, jak i młodsi internauci. Był to pierwsze udane polskie rozwiązanie do komunikacji w internecie – podkreśla Albert Hupa, prezes IRCenter.

O sukcesie GG zadecydował jeszcze jeden czynnik - brak konkurencji. Większość polskich internautów nie miała wówczas pojęcia o istnieniu ICQ, a święcący triumfy w latach 90-tych XX wieku mIRC był projektem skierowanym raczej do bardziej zaawansowanych użytkowników sieci. Z kolei tacy giganci jak Microsoft czy Yahoo wciąż nie mieli dobrego pomysłu na stworzenie uniwersalnego komunikatora. W ciągu pierwszego roku od powstania Gadu-Gadu, z komunikatora korzystało już 250 tysięcy polskich internautów.

Zalety polskiej aplikacji można było wymieniać do końca: była darmowa, działała doskonale nawet na starszych i wolniejszych komputerach, a jej interfejs był prosty, przejrzysty i niezwykle intuicyjny. Twórca komunikatora postanowił pójść za ciosem i rozbudowywać narzędzie o kolejne funkcjonalności: emotikony, możliwość wysyłania wiadomości SMS na telefony komórkowe czy też dodawanie załączników.

Te wszystkie udogodnienia sprawiały, że do połowy pierwszej dekady XXI wieku większości internautów w Polsce nie przeszło nawet przez myśl, aby zrezygnować z Gadu-Gadu na rzecz rozrastających się zagranicznych konkurentów – wspomnianego ICQ czy też stworzonego przez Microsoft MSN Messengera. Gadu-Gadu w krótkim czasie stało się fenomenem wykraczającym daleko poza internetowy czat dla nastoletnich internautów. Swoje profile w komunikatorze zakładały również firmy, dla których był to zarówno doskonały kanał do komunikacji z klientami, jak również do komunikacji wewnętrznej.

W 2005 roku twórcy aplikacji uruchomili serwis Generacja GG (od 2007 roku Moja Generacja), który miał łączyć w sobie zalety wizytówki internetowej, platformy blogowej i serwisu społecznościowego. Początki były obiecujące. Do założenia konta w serwisie udało się namówić kilku celebrytów, a nawet byłego prezydenta Lecha Wałęsę, który otrzymał swój unikatowy numer Gadu-Gadu: 1980.

>>> Czytaj też: To już nie science-fiction: Maszyny uczą się rozpoznawać nasze emocje

Co za dużo, to…

Ważną cezurą w historii Gadu-Gadu jest rok 2006. To właśnie wtedy swoją premierę miała wersja komunikatora oznaczona cyferką „7”. Twórcy Gadu-Gadu doszli do wniosku, że w obliczu rosnącej konkurencji w kraju (nasza-klasa.pl) oraz za granicą (Facebook, Twitter) należy odejść od koncepcji prostego, minimalistycznego komunikatora i zastąpić ją istnym multimedialnym kombajnem. GG7 to integracja z serwisem Generacja GG, wbudowane radio OpenFM, rozmowy głosowe i zupełnie nowy interfejs.

Użytkownicy komunikatora nie podzielali jednak entuzjazmu twórców. GG7 szybko stało się obiektem powszechnej krytyki. Aplikacja była mało przejrzysta, zasypywała nas reklamami, a rozbudowane funkcjonalności stanowiły spore obciążenie dla zasobów systemu operacyjnego. Internauci chcieli prostego komunikatora, a dostali narzędzie „do wszystkiego”. Wiele osób w geście protestu usuwało nową wersję Gadu-Gadu i zastępowało ją jednym z wcześniejszych wydań.

Na nic zdały się zdały się jednak owe protesty, narzekania i fala krytyki. Marketingowa maszyna ruszyła pełną parą, a cyferki zdawały się potwierdzać słuszność strategii obranej przez twórców. Liczba użytkowników platformy stale rosła. 9 stycznia 2008 roku Gadu-Gadu zanotowało rekordową liczbę jednocześnie zalogowanych osób – o godzinie 19:55 z komunikatora korzystało 2 mln użytkowników.

>>> Czytaj też: Autonomiczne samochody pozbawią nas prawa jazdy? Oto przyszłość motoryzacji

Giełda, Blip i schyłek potęgi…

Od marca 2007 roku spółka Gadu-Gadu S.A. była notowana na warszawskiej Giełdzie Papierów Wartościowych. W tym samym roku twórca serwisu Łukasz Foltyn najpierw zrezygnował z członkostwa w radzie nadzorczej, a następnie roku sprzedał swoje wszystkie udziały w spółce. W październiku 2007 roku Gadu-Gadu S.A. trafiło w ręce międzynarodowego koncernu Naspers Ltd. Inwestycja Naspers być częścią strategii angażowania się firmy w obiecujące przedsięwzięcia internetowe na rynkach wschodzących.

27 czerwca 2008 roku doszło do wydarzenia bez precedensu. Gadu-Gadu stało się pierwszym na świecie komunikatorem, który umożliwił internautom rozmowę z kosmonautami przebywającymi na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej (ISS). Stało się to dokładnie w 40 rocznicę misji statku Sojuz 30 z udziałem polskiego astronauty Mirosława Hermaszewskiego.

W roku 2009 swoją premierę miało Nowe Gadu-Gadu. Był to częściowy powrót „do korzeni”. Komunikator został nieco uproszczony, aby wyjść naprzeciw bardziej tradycyjnie zorientowanym użytkownikom. W tym samym czasie spółka GG Network rozwijała również serwis Blip, który przejęła w 2007 roku. Była to platforma mikroblogowa – polska odpowiedź na cieszącego się coraz większą popularnością Twittera.

Ostatecznie Blip przegrał rywalizację z amerykańskim konkurentem. Serwis zakończył swoją działalność w sierpniu 2013 roku i nie pomogła mu nawet niezwykła aktywność prezydenta Lecha Wałęsy, który codziennie publikował w serwisie zdjęcia ze swoich licznych podróży. Podobny los spotkał kilka innych zintegrowanych z Gadu-Gadu serwisów, które nie przynosiły spółce zysków m.in. Bliziutko.pl, GaduFoto, Nauka.pl czy też wspomniana już Moja Generacja. Wszystkie zostały zamknięte w 2012 roku. Próby czasu nie przetrwała również zintegrowana z Gadu-Gadu gra MMORPG Tanadu, która została zamknięta przez twórców po trzech latach od uruchomienia.

Dlaczego GG musi odejść?

W ostatnich latach Gadu-Gadu notuje gwałtowny spadek liczby użytkowników. Z danych Megapanelu PBI/Gemius wynika, że podczas gdy w styczniu 2013 roku komunikator odwiedziło 6,14 mln osób, w sierpniu 2015 roku było to już 3,6 mln. Jednocześnie sukcesywnie spada zainteresowanie internautów serwisami GG.pl oraz Gadu-Gadu.pl.

- W miarę rozwoju samego komunikatora, właściciele zaczęli wykorzystywać markę dla mniej lub bardziej udanych serwisów jak choćby platforma GG.pl – podkreśla Piotr Krauschar, Managing Partner w agencji FACEADDICTED. Jednym słowem, marka odchodziła od swojej pierwotnej roli - komunikatora internetowego, rozpraszając aktywności w ramach platformy, gdy w tym samym czasie na polskim rynku pojawiali się jej konkurenci – Skype czy też Facebook. Podczas gdy twórcy Skype’a skupili się przede wszystkim na komunikacji, właściciele GG chcieli, żeby ich komunikator był jednocześnie komunikatorem, radiem, serwisem społecznościowym – dodaje.

Zdaniem ekspertów jednym z „grzechów głównych” Gadu-Gadu było również zbyt późne wprowadzenie wersji mobilnej komunikatora, która pojawiła się w momencie, w którym smartfony już od dłuższego czasu były dla nas jednym z podstawowych narzędzi komunikacyjnych.

Ponad wszystko, Gadu-Gadu jest bez wątpienia jedną z wielu ofiar „globalizacji sieci”. Na początku XXI wieku polscy internauci byli – niejako na własne życzenie – zamknięci na krajowym podwórku. Informacje czerpaliśmy z polskich portali, korzystaliśmy z kont e-mail zakładanych w polskich serwisach, dyskutowaliśmy na polskich forach dyskusyjnych i korzystaliśmy z polskiego komunikatora internetowego.

Ekspansja mediów społecznościowych i pojawienie się na polskim rynku takich serwisów jak Twitter czy Facebook zmieniły tę perspektywę. Polski internauta nie chciał być już dłużej zamknięty w „sieciowej szkatułce”. Potrzebował narzędzi, które umożliwią mu przyłączenie się do globalnej społeczności. Narzędzi, które – tak jak sam internet – wykraczają poza wszelkie granice. To właśnie owa globalizacja sieci sprawiła, że takie projekty jak Grono.net, Blip czy też nasza-klasa.pl musiały zakończyć swój żywot.

- Gwoździem do trumny dla Gadu-Gadu było wejście na polski rynek Facebooka, który z miejsca stał się zarówno powszechnym serwisem internetowym, jak również najpopularniejszym komunikatorem (Facebook Messenger) – podkreśla Albert Hupa. Na tej samej fali odeszła Nasza-Klasa i Grono. Żadna z tych usług nie chciała się integrować z globalnymi graczami - wszyscy chcieli tylko konkurować – dodaje.

Ekspert zwraca uwagę na fakt, że polskiemu komunikatorowi brakuje dziś wartości dodanej, która wyróżniałaby go na tle zagranicznych konkurentów. W przypadku aplikacji WhatsApp taką wartością jest bezpieczeństwo; w przypadku Vibera – emotikony; Skype to z kolei doskonała integracja z sieciami telefonicznymi i Windowsem; popularność Messengera nakręca natomiast powszechność samego Facebooka. – Na tym polu Gadu-Gadu bardzo szybko przestało się rozwijać – podkreśla Hupa.

Piotr Krauschar podkreśla, że choć Gadu-Gadu będzie wciąż tracić na swoim znaczeniu, to jednak na obecnym etapie nie możemy mówić o definitywnym końcu tego komunikatora. - W tym przypadku potrzebujemy „dużego brata”, który będzie wiedział jak skonsumować wartość tego komunikatora. Nowy właściciel jak np. Wirtualna Polska, która ma duże doświadczenia z komunikatorem Tlen.pl czy z usługami Voip, mógłby tchnąć w GG nowe życie, ale o tym dowiemy się zapewne już wkrótce – podsumowuje.