Lawina z hukiem spadła na frankowiczów 15 stycznia br., kiedy to nieoczekiwanie bank centralny Szwajcarii podjął decyzję o uwolnieniu kursu franka szwajcarskiego, dotychczas bezpośrednio powiązanego z ceną euro. Skutek? Kurs franka natychmiast skoczył z poziomu 3,57 zł (kurs CHF/PLN wg NBP 14 stycznia br.) do ponad 4 zł (4,32 zł w dn. 23 stycznia).

Choć już na początku lutego cena franka spadła poniżej 4 zł i od tego czasu waha się w przedziale 3,82-4,05 zł, a na skutek jednoczesnego spadku stóp procentowych w Szwajcarii raty frankowiczów najwyżej po 3 miesiącach wróciły do poziomu sprzed „czarnego czwartku” 15 stycznia, finansowo-polityczno-medialna burza o kredyty walutowe ruszyła ze zdwojoną siłą.

Poniższy wykres przedstawia jak zmieniała się rata kredytu we frankach, zaciągniętego w styczniu 2008 r. na kwotę 300 tys. zł na okres 30 lat, z wkładem własnym w wysokości 60 tys. zł. Wykres uwzględnia raty dla kursu i poziomu stopy LIBOR 3M CHF w każdym miesiącu.

>>> Czytaj też: Życie z kredytem we frankach, czyli jak szwajcarska waluta pogrążyła Polaków

Rata kredytu we frankach szwajcarskich na 300 tys. zł na 30 lat (z wkładem własnym 60 tys. zł) zaciągniętego w styczniu 2008 r.

- Dla modelowego kredytu we frankach szwajcarskich, zaciągniętego w styczniu 2008 r. na 240 tys. zł na 30 lat z wkładem własnym 60 tys. zł, rata styczniowa wyniosła 1910 zł i była o 250 zł wyższa od tej z grudnia 2014 r., ale już wkrótce spadła do okolic 1700 zł – komentuje Mikołaj Fidziński, analityk porównywarki finansowej Comperia.pl. – Nasz wykres przedstawia raty dla kursu i poziomu stopy LIBOR 3M CHF w każdym miesiącu. Tymczasem, zwykle stopa LIBOR 3M CHF jest uaktualniana w oprocentowaniu kredytów co 3 miesiące, więc niektórzy mogli odczuć spadek raty nie w lutym, ale dopiero w marcu lub kwietniu – dodaje.

>>> Czytaj też: Frank szwajcarski mocno osłabnie. Złoty zyska do niego kilkadziesiąt groszy

Czy naprawdę aż tak bolało?

Raty kredytów we frankach stały się wyższe niż w momencie podpisania przez kredytobiorców umów, a dziś przewyższają także raty kredytów w złotych. – Najczęściej spotykanym argumentem jest to, że frankowicze łącznie zapłacili mniej niż osoby z kredytami w złotych – nie jest on już tak oczywisty. Porównując ze sobą raty modelowych kredytów w złotych i frankach zaciągniętych w sierpniu 2008 r., wówczas frank kosztował nawet poniżej 2 zł, a boom na kredyty frankowe był największy, okazuje się, że frankowicze zapłacili niemal 20 tys. zł więcej, co prawda dużo mniej odsetek, a znacznie więcej kapitału kredytu – komentuje Mikołaj Fidziński, analityk Comperia.pl.

Frankowiczów najbardziej boli zadłużenie przeliczone na polską walutę. – W sierpniu 2008 r., gdy modelowy frankowicz zaciągał swój kredyt na równowartość 300 tys. zł, przy ówczesnym kursie stosowanym przez bank, jego dług wynosił ok. 155 tys. franków. Wraz z każdą ratą to frankowe zadłużenie spada i dziś wynosi już ok. 125 tys. franków. Tylko co z tego, skoro po przeliczeniu na złote, po dzisiejszym kursie, daje to niemal 500 tys. zł długu. Jeśli mieszkanie jest warte mniej, to nawet po jego sprzedaży frankowicz dalej pozostałby z długiem – mówi Mikołaj Fidziński, Comperia.pl.

Oprócz tego najważniejszym tematem poruszanym przez frankowiczów była nierówność umów kredytowych, nadmiernie uprzywilejowujących banki i zawierających zakazane klauzule. Medialny rozgłos zyskały protesty frankowiczów żądających m.in. likwidacji Bankowego Tytułu Egzekucyjnego, ograniczenia odpowiedzialności kredytobiorcy do wartości nieruchomości czy przewalutowania kredytów po kursie wypłaty.

>>> Polecamy: Spowiedź bankowca: Muszę się zgodzić. To było oszustwo [WYWIAD]

Czy coś się zmieniło?

Frankowicze pomimo swoich protestów nie oczekiwali od państwa pomocy finansowej, a prawnego wparcia. – Niektóre z pomysłów rozwiązania problemu zdawały się nie w pełni odpowiadać na faktyczne potrzeby frankowiczów. Notabene, trudno nie odnieść wrażenia, że z dużej chmury zapowiedzi, pomysłów i inicjatyw dotyczących kwestii kredytów walutowych spadł mały deszcz. Nie weszła w życie żadna ustawa, choć prace nad takowymi trwały w poprzednim rządzie i parlamencie, czy u obecnego prezydenta – komentuje Mikołaj Fidziński, Comperia.pl. Bez odzewu przeszła też propozycja Komisji Nadzoru Finansowego.

Nieprawdą byłoby jednak stwierdzenie, że niczego nie zrobiono. Pewne działania podjęły same banki – wdrożyły tzw. „sześciopak” rozwiązań, w ramach którego m.in. obniżyły stosowany przez siebie kurs franka, zadeklarowały brak żądania dodatkowych zabezpieczeń czy umożliwiły czasowe zawieszenie rat. Poza tym z polskiego krajobrazu zniknął Bankowy Tytuł Egzekucyjny, za to od nowego roku pojawi się Fundusz Wsparcia Kredytobiorców – wszystkich, niezależnie od waluty kredytu. Fundusz ma wyręczać kredytobiorców w ciężkiej sytuacji życiowo-majątkowej z opłacania rat przez 18 miesięcy (do 1 500 zł miesięcznie). Pomoc ma być zwrotna, ale nieoprocentowana.

Rok 2016 powinien być przełomowy jeśli chodzi o ostateczny kształt i zakres ustawowego wsparcia dla frankowiczów. Trudno oczekiwać, by obecny prezydent oraz rząd byli łaskawi wobec banków, więc z dużą dozą prawdopodobieństwa można przyjąć, że zaproponowane rozwiązania uderzą w kredytodawców. Pytanie: czy jednocześnie w pełni usatysfakcjonują frankowiczów?