W ubiegłym roku produkt krajowy brutto zwiększył się realnie o 3,6 proc. Jego wzrost był o 0,3 pkt proc. większy niż w roku poprzednim – podał GUS. Był to wynik najlepszy od czterech lat. Głównym motorem napędowym gospodarki był popyt krajowy. Konsumpcja urosła o 3,1 proc. więcej niż w roku poprzednim. Inwestycje urosły o 6,1 proc. Pozytywny wpływ na wzrost PKB miał również eksport.

Analitycy są zgodni, że również w tym roku gospodarka będzie rosła. Różnią się jednak w prognozach co do tempa wzrostu PKB. Według ekonomistów Credit Agricole może to być tylko 2,7 proc. Jak wyjaśnia Krystian Jaworski, ekonomista banku, to spowolnienie związane jest z wysoką bazą z zeszłego roku, do której będziemy się odnosić. Trudno będzie uzyskać jeszcze lepszy wynik, więc siłą rzeczy dynamika eksportu i inwestycji będzie mniejsza. Inwestycje przyhamują też ze względu na niższe nakłady sektora publicznego. Powód: na początku nowej perspektywy finansowej 2014–2020 będzie mniejsze wykorzystanie środków unijnych.

– Dodatkowym czynnikiem ryzyka dla wzrostu gospodarczego jest obniżka ratingu Polski przez agencję Standard & Poor’s oraz, być może, podobna reakcja ze strony Moody’s, co może się przyczynić do spowolnienia napływu bezpośrednich inwestycji zagranicznych – ocenia Jaworski. Moody’s wczoraj ostrzegł, że negatywne dla wiarygodności kredytowej Polski są rządowe plany rozluźniania dyscypliny fiskalnej. Agencja podniosła prognozę tegorocznego deficytu finansów publicznych z 2,9 proc. do 3,1 proc. PKB.

>>> Czytaj też: Polska gospodarka oczami analityków. Oto prognozy wzrostu na 2016 rok

Eksperci rządowi są przekonani, że gospodarka przyspieszy. Według nich PKB zwiększy się o 3,8 proc. – taki wzrost zapisano w projekcie ustawy budżetowej na ten rok. Zakłada, że wzrośnie konsumpcja gospodarstw domowych w związku z dodatkowymi ich dochodami po tym, jak rodziny będą otrzymywać 500 zł na dziecko.

Rosnąca gospodarka, przy zwiększających się zamówieniach firm, spowodowała, że w ub.r. poprawiała się sytuacja na rynku pracy. Według szacunkowych danych GUS liczba osób pracujących zwiększyła się o ok. 2 proc. – do ok. 14,9 mln. Spadało bezrobocie – w końcu zeszłego roku w urzędach pracy zarejestrowanych było niespełna 1,6 mln osób – o 262 tys. mniej niż w grudniu 2014.

Równocześnie rosły wynagrodzenia. W sektorze przedsiębiorstw zwiększyły się nominalnie o 3,5 proc. A więc o 0,2 pkt proc. mniej niż w 2014 r. Jednak dzięki deflacji siła nabywcza płac zwiększyła się w ubiegłym roku o 4,5 proc. – najmocniej od 2008 r.

Przy korzystnych zmianach w gospodarce utrzymywały się jednak niekorzystne tendencje demograficzne. Według wstępnych szacunków w ubiegłym roku liczba ludności naszego kraju skurczyła się o 33 tys., do 38 mln 446 tys. Był to już czwarty z kolei rok spadku liczby ludności po notowanym wcześniej (w latach 2008–2011) wzroście.

Spowodowany on został między innymi ujemnym przyrostem naturalnym: liczba urodzonych dzieci była o 16 tys. mniejsza od liczby zgonów. Do tego doszło ujemne saldo migracji zagranicznych na pobyt stały. Wyniosło 17 tys. – o tyle więcej wyjechało na stałe z Polski osób, niż się osiedliło przybyszów z zagranicy.

W ubiegłym roku przyszło na świat w naszym kraju ok. 372 tys. dzieci – o 3,5 tys. mniej niż w roku poprzednim. Nie pomogło więc wprowadzenie w 2013 r. rocznego urlopu rodzicielskiego, który miał między innymi zachęcić rodziny do posiadania potomstwa.

Demografowie są zgodni, że Polska będzie się nadal wyludniać. Bo już od ponad 20 lat liczba urodzeń nie gwarantuje prostej zastępowalności pokoleń. Tak zwany współczynnik dzietności wynosi ok. 1,3, co oznacza, że na 100 kobiet w wieku rozrodczym (15–49 lat) przypada niespełna 130 urodzonych dzieci. Korzystna sytuacja demograficzna byłaby dopiero wtedy, gdyby na 100 kobiet w wieku rozrodczym przypadało 210–215 urodzonych dzieci.

>>> Polecamy: Ile wyniesie wzrost PKB w 2016 roku? Jest najnowsza prognoza NBP