Perfidne kłamstwa producentów. Mięso nie ma tyle białka, co powinno

Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
22 marca 2016, 20:26
Odsetek zakwestionowanych partii mięsnych skontrolowanych przez IJHARS
Odsetek zakwestionowanych partii mięsnych skontrolowanych przez IJHARS/Dziennik Gazeta Prawna
Nawet co siódmy wyrób mięsny ma w sobie więcej tłuszczu i soli, a mniej białka, niż deklaruje producent.

Statystyczny Polak zjada średnio nieco ponad dwa kilogramy wyrobów mięsnych miesięcznie – wynika z danych GUS. Jednak nie zawsze są to produkty dobrej jakości. Wskazują na to badania Inspekcji Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych.

Z konkluzji badania wynika, że wśród wszystkich skontrolowanych w drugiej połowie ubiegłego roku przez inspekcję partii wyrobów mięsnych w 14,5 proc. stwierdzono niezgodne z deklaracjami tzw. parametry fizykochemiczne. Miały one m.in. inny skład niż ustalony przez producentów. Stwierdzono w nich na przykład obecność niedeklarowanych surowców – na przykład wieprzowych, drobiowych, wołowych czy mięsa oddzielonego mechanicznie. To ostatnie jest na ogół najgorszej jakości, ponieważ składa się z chrząstek, ścięgien, tłuszczu, skór drobiowych. W kontrolowanych wyrobach znaleziono też zawyżoną zawartość wody, tłuszczu i soli oraz zaniżoną wartość białka. To jednak nie koniec nadużyć.

Wśród skontrolowanych przez IJHARS partii wyrobów mięsnych . Producenci wydłużali na nich bezpodstawnie termin przydatności do spożycia niektórych produktów. Podawali czasem informacje wprowadzające w błąd konsumenta co do metod wytwarzania i składu wyrobów. W ich nazwach używano nieadekwatnych określeń, takich jak kiełbasa, wędlina babuni, spod strzechy, chłopska, swojska, domowa, wiejska i tradycyjna mimo braku dokumentów potwierdzających tradycyjne metody wytwarzania.

– Stwierdzane nieprawidłowości nie dotyczą na ogół dużych przedsiębiorstw – twierdzi prof. Andrzej Pisula ze Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego. Jego zdaniem firmy takie mocno dbają o swój wizerunek i rygorystycznie przestrzegają procedur produkcyjnych ustalonych w swoich normach. Mają też specjalistów, którzy zajmują się tylko i wyłącznie monitorowaniem przepisów prawnych w zakresie znakowania towarów na etykietach. Ponadto wielkie przedsiębiorstwa sprzedają swoje produkty głównie w dużych sieciach handlowych, które także badają, czy skład produktów jest zgodny z deklaracjami producenta.

– Problemy występują przede wszystkim w średnich i małych firmach – uważa prof. Pisula. Jego zdaniem przedsiębiorstwa te czasem mniej starannie nadzorują oznakowanie swoich wyrobów, co ma dramatyczne skutki w sytuacji częstych zmian przepisów dotyczących jakości wędlin.

– Do tego nie ma odpowiedniego systemu, który przekazywałby firmom zmiany w przepisach – podkreśla prof. Pisula.

Najważniejszy jest produkcji wyrobów mięsnych. Przy tym niezwykle trudne jest jego wystandaryzowanie na odpowiedni skład chemiczny – zawartości wody, białka i tłuszczu. Wielkie zakłady mają urządzenia, które szybko wyznaczają skład surowcowy. Ale najprostsze z nich kosztują ok. 250 tys. zł, a najbardziej wyrafinowane nawet milion złotych. Małych zakładów nie stać na taki wydatek. – Szacują skład chemiczny wzrokowo. I choć różnice nie są duże, to są wychwytywane przez IJHARS – przekonuje prof. Pisula.

Jest też pewna grupa producentów, która świadomie fałszuje deklarowany skład wyrobów albo podaje niepełne bądź nieprawdziwe informacje na etykietach. Wszystko po to, aby utrzymać klienta i ukryć prawdę o rzeczywistym składzie produktu – chodzi o to, aby ukryć przed klientem niską jakość produktu, oferując jednocześnie niską cenę.

Faktem jest jednak, że skala nieprawidłowości z biegiem lat się zmniejsza. W ubiegłym roku odsetek skontrolowanych partii wyrobów mięsnych, które nie spełniały deklaracji producentów, był o 6,5 pkt proc. mniejszy niż w roku poprzednim, a niewłaściwie oznakowanych o 7,1 pkt proc. mniejszy.

Nieprawidłowości występują również w innych branżach, m.in. w piekarniczej. Po skontrolowaniu przez IJHARS 148 piekarni niewłaściwe oznakowanie wykazano w 39,9 proc. partii pieczywa. Na przykład w wykazie jego składników nie podawano niektórych używanych surowców i polepszaczy. Co ważne, w branży piekarniczej odsetek niewłaściwie oznakowanych partii pieczywa był w ubiegłym roku o 8,1 pkt proc. wyższy niż w roku poprzednim.

>>> Czytaj też: Polacy na dietę za państwowe pieniądze. Będzie asystent dla rodzin z otyłością

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj