Pisze pan właśnie historię Rosji. W którym jest pan miejscu?

Zacząłem pisać historię w 10 tomach, od samego zarania, a jej unikatowość polega na tym, że nie tworzy jej naukowiec, ale pisarz. To historia dla ludzi, którzy nie interesują się historią. Próba opowiedzenia następujących po sobie faktów z dziejów Rosji. I próba ustalenia, co jest mitem, bajką, propagandą, a co zdarzyło się naprawdę. Do tego chcę jeszcze złowić w tym sens. Znaleźć odpowiedź na pytanie, czym jest rosyjskie państwo. Dlaczego dziś jest takie, jakie jest. Wydałem już trzy tomy. Teraz pracuję nad czwartym.

Czwarty tom dotyczy którego wieku?

To wiek XVII.

To znaczy, że sporo jest tam o Polakach.

Oczywiście, stosunki z Polską i sprawa Ukrainy są tu w centrum uwagi.

Bardzo na czasie.

Myślę, że gdy książka się ukaże, będę miał problemy z patriotami z Rosji, a także z patriotami z Ukrainy. Staram się nie być po żadnej ze stron. Staram się być obiektywny, a to zazwyczaj nie podoba się nikomu. Oprócz tego w ramach projektu historycznego piszę powieści. Do każdego tomu historii przyporządkowana jest powieść. Opisuje ona dzieje rodziny, która żyje w Rosji od ponad 1000 lat. Wszystkie swoje fantazje, emocje zamieszczam w tej artystycznej części projektu.

Co pana zdziwiło podczas pracy? O czym na przykład zupełnie pan nie wiedział?

Wielu rzeczy nie wiedziałem, choć z wykształcenia jestem historykiem. Widzę, że historia państwa rosyjskiego zaczyna się nie od IX w., jak uczono mnie w szkole i na uniwersytecie, a od XV w., bo Ruś Kijowska była przecież czymś zupełnie innym. Trudno ją łączyć z obecnym państwem rosyjskim. Zrozumiałem, że państwo rosyjskie zostało założone przez wielkiego księcia Iwana III w II połowie XV w. Dokonałem też osobistego odkrycia w sprawie Cerkwi prawosławnej. Jestem antyklerykałem, więc do roli Cerkwi we współczesnym państwie odnoszę się zdecydowanie negatywnie. Tymczasem zrozumiałem, że jej rola w historii była pozytywna. Były momenty, kiedy tylko Cerkiew ratowała państwo przed rozpadem.

Na przykład w XVII w.

Albo w czasie okupacji mongolsko-tatarskiej. Choć w XVII w. szczególnie. Piszę o tym, choć czasem nie jest to zgodne z moimi poglądami. Piszę, gdyż jest prawdziwe. Ale opowiem też o swoim rozczarowaniu. Słynne średniowieczne demokracje Nowogród i Psków nie były tak wspaniałe, jak przestawia je literatura piękna.

>>> Czytaj też: Rosja ucierpi z powodu Brexitu. PKB może spaść o 1 proc.

Choć są symbolem.

Symbolem, że Rosja ma demokratyczną tradycję. Ale te konstrukcje były nietrwałe i wysoce chaotyczne. W porównaniu z nimi, mało pociągający, model moskiewskiego totalitaryzmu był jednak, w kontekście historycznym, krokiem do przodu.

Dlaczego wyjechał pan z Rosji?

Nie podoba mi się klimat polityczny. Kiedy mieszkałem w Rosji, doświadczałem rozdrażnienia i stresu. W takim stanie nie można zajmować się literaturą, nie można pisać, tym bardziej o historii państwa rosyjskiego. Nie podoba mi się to, co propaganda zrobiła z moimi rodakami. Jak im wyprała mózgi. Nie mogę temu przeciwdziałać. Polityka w Rosji nie istnieje, opozycja została zgnieciona. Kraj zamienił się w państwo policyjne. To co ja mogę zrobić? Mogę pisać książki. W Rosji trudno się oderwać od polityki, bo polityka wdziera się do naszego życia. Wszyscy jesteśmy zaniepokojeni. Rozumiemy, że jutro będzie dla Rosji trudne. A kiedy patrzą na nas z zagranicy, zazwyczaj nie widzą niczego prócz Putina. Rosja jest postrzegana jako Putinlandia.

Z „Lewiatana” Andrieja Zwiagincewa zapamiętano, że nie strzelano w nim do portretu Putina, że wszyscy w Rosji klną oraz piją wódkę.

Choć ten film nie jest o Putnie, a o świadomości społeczeństwa rosyjskiego. Na miejscu Putina mógłby być ktoś inny. Istotna jest natomiast restauracja władzy służb specjalnych, która zresztą była do przewidzenia. To jest dziecięca choroba społeczeństwa. Należy przez nią przejść, odchorować, nie umrzeć i w końcu wyzdrowieć. Po prostu musimy przejść przez ten etap.

Jako pisarz trzymał się pan z dala od polityki, jako obywatel już nie. Aktywnie uczestniczył pan w protestach opozycji. Był moment, że zauważył pana Władimir Putin: „Słyszałem o Akuninie, ale przecież to Gruzin”. Było panu przykro?

Było śmiesznie. To typowy chwyt kagebisty. Powiedział: „Lubimy pisarza Akunina, ale to etniczny Gruzin”...

...który mógł się obrazić za 2008 r.

Tak, tak... W ich języku to się nazywa brzytewka w bułeczce. Dają panu słodką bułeczkę, a w środku ukryta jest brzytwa. Oczywiście wszystko, co on mówi, to bzdura. Bo ja niestety jestem bardzo daleki od Gruzji. Ojciec był Gruzinem, ale wyjechał z kraju jeszcze przed wojną. Jestem z Moskwy, całe życie mieszkałem w Moskwie, a Gruzji nie znam. Kiedy usłyszałem słowa Putina, miałem skojarzenie z 1968 r. w Polsce. Na tle walki wewnątrz partii komunistycznej nagle część obywateli okazała się nie być Polakami: „Jesteście Żydami, wyjeżdżajcie”.

Nie wziął pan sobie tego do serca, że w końcu okazało się, że nie jest pan jednak Rosjaninem, jest pan obcy.

Słyszę to ciągle i od dawna. Piszą o mnie: „Dlaczego Gruzin pisze historię Rosji? Niech pisze historię Gruzji”.

Przyzwyczaił się pan?

Tak, to na mnie nie wpływa, najwyżej dodaje otuchy. Jeśli ludzie, których nie szanuję, mnie obrażają, to przyjmuję to dość obojętnie. Jeśli obrażają cię źli ludzie, to znaczy, że wszystko robisz dobrze. To mnie tylko utwierdza w tym, że postępuję prawidłowo.

Czyta pan, co o panu piszą w sieciach społecznościowych?

Wypracowałem nawet specyficzne podejście psychoterapeutyczne. Kiedy mam zły nastrój, depresję, wydaje mi się, że nie potrafię nic napisać oraz że niepotrzebnie żyję, wpisuję w Google’u „lubię Akunina” albo „uwielbiam Akunina” i czytam, jak wszyscy mnie kochają i uwielbiają. A kiedy jestem z siebie bardzo dumny i kiedy wydaje mi się, że wszystko mi się udaje, wówczas mówię „stop!”. Wpisuję w wyszukiwarkę „nienawidzę Akunina”, „Akunin niegodziwiec”, czytam, jakie okropieństwa o mnie piszą. To powoduje, że wracam na ziemię.

Jak będzie wyglądała przyszłość Rosji?

Rosję czekają ciężkie czasy. Reżim nie pozwala się rozwijać. Traci ogromne sumy na bzdury. Do tego dochody, które osiąga, są jeszcze rozkradane. Tak więc jest skazany na bankructwo. Kiedy do tego dojdzie, zaczną się wstrząsy społeczne. Przestaną płacić pensje, emerytury. Kraj wówczas się obudzi i się okaże, że władzy nikt nie popiera. Zacznie się na prowincji, raczej nie w Moskwie. Na Moskwę będą przeznaczali duże środki, a na prowincję już nie wystarczy.

Z drugiej strony obserwowaliśmy, jak popularność Putina rosła, gdy przyłączył Krym.

Manipulować nastrojami jest łatwo, kiedy ma się w rękach media. Nastroje da się zmieniać prymitywnymi metodami. Każdy dyktator umie wciskać odpowiednie guziki, żeby się przypodobać. Ale ludzie są gotowi się na to godzić, dopóki ich poziom życia nie obniży się w sposób znaczący.

Już się obniża.

Ale jeszcze nie ma katastrofy. Są pieniądze w funduszu stabilizacyjnym Rosji. Połowa została wydana, ale połowa ciągle jest. Nie będzie pieniędzy? Przez jakiś czas da się jechać na adrenalinie. Czyli wrzucać do obiegu sprawy wywołujące ogólną histerię. A potem przyjdzie koniec. Już to widzieliśmy, gdy rozpadał się ZSRR. On też się rozpadł, bo zbankrutował. Nie był w stanie wytrzymać wyścigu zbrojeń, nie był w stanie utrzymać ogromnej armii i ogromnego aparatu urzędników. I stało się to, co się stało.

Czy demokratyczna Rosja ma prawo być rozczarowana Zachodem? Zachód wprowadził sankcje, ale wiele wybaczyliśmy Putinowi: Kaukaz, Gruzję, a teraz – oby nie – może i Ukrainę. Jak ocenić to, co robi Zachód w stosunku do putinowskiej Rosji?

Każdy kraj ma własne interesy, które są dla niego priorytetowe. Dlatego niepojęte jest, dlaczego inne państwa miałyby się zajmować tym, co jest dobre dla Rosji, no, chyba że z powodu instynktu samozachowawczego. Bo to wielki kraj z arsenałem jądrowym. Wyobraźmy sobie, że zachodzi w nim wybuch społeczny, rewolucja – to mogłoby być straszne.

Może Zachód powinien się interesować Rosją z powodu przywiązania do zasad?

Nie przeceniałbym znaczenia zasad we współczesnym świecie. Nasza cywilizacja nie znajduje się jeszcze na tak wysokim poziomie rozwoju. Do tego mam wrażenie, że rosyjskie problemy będzie rozwiązywało samo społeczeństwo. Zagranica tu nie pomoże. Sankcje? Gdyby nie one, reżim przetrwałby dłużej, i to tyle, nic więcej. Problem reżimu tkwi w tym, że jest on katastroficznie archaiczny i nieefektywny.

Nawet w smutnych czasach, gdy Rosja jest we władaniu dyktatora, rodzą się w niej genialni pisarze. Nawet w czasach Stalina tworzył Bułhakow, Achmatowa. Jak to tłumaczyć?

Pisarz to profesja indywidualisty. Żeby być pisarzem, nie potrzebujesz niczego oprócz siebie samego. W absolutnie wrogim środowisku też można pisać. Albo siedząc u siebie w kuchni, jak to było w ZSRR. Czasy zwiększają w duszy człowieka świadomość przeżywanej tragedii. A to tylko pomaga w twórczości. Reżyser bez współpracy z finansowymi czy państwowymi strukturami nie zrobi nic. A pisarzowi, na odwrót, nic nie trzeba. Kiedyś tylko papier i długopis, teraz, nie wiem, jakiś laptop. ©?

>>> Polecamy: Twierdza Rosja. Wojsko jest dla Putina ważniejsze niż biedni emeryci