statystyki

Rzeczywistość kontra prognozy PKB. Lepiej nie sądzić gospodarki po pierwszym odczycie

20 sierpnia 2016, 06:45
Źródło:obserwatorfinansowy.pl
Prognozy PKB kontra dane GUS

Prognozy PKB kontra dane GUSźródło: Materiały Prasowe

Z pierwszych danych o wzroście gospodarczym w II kwartale wynika, że wyniósł on 3,1 proc. w porównaniu z drugim kwartałem 2015 r. Są to dane flash, czyli szybki odczyt na podstawie ograniczonego zbioru danych. Największy niepokój mogą budzić inwestycje, ale to jeszcze nie obraz całej gospodarki.

Reklama

Reklama

W porównaniu z I kwartałem tego roku, PKB – po odjęciu czynników sezonowych – zwiększył się o 0,9 proc. Gospodarka zachowuje się niewątpliwie gorzej niż oczekiwano jeszcze kilka miesięcy temu. W marcu zarówno projekcja NBP jak i konsensus rynkowy wskazywały, że pierwsza połowa 2016 r. przyniesie wzrost rzędu 3,6 proc. Mamy tymczasem wynik o ponad pół punktu procentowego gorszy, bo średnia wyniesie najprawdopodobniej ok. 3 proc.

Nie jest to duża różnica, ale jeżeli oznacza ona jakieś trwałe pogorszenie trendu to może mieć to istotne konsekwencje np. dla budżetu państwa albo decyzji Rady Polityki Pieniężnej. Rząd przygotowuje plany budżetowe na kolejne lata przy założeniu, że potencjał wzrostowy gospodarki wynosi ok. 4 proc. A Rada Polityki Pieniężnej utrzymuje stabilne stopy procentowe w przekonaniu, że gospodarka utrzyma tempo wzrostu z poprzednich lat (czyli ok. 3,5 proc.). Jeżeli te założenia się nie spełnią, zarówno Ministerstwo Finansów jak i RPP będą musiały rozważyć zmianę swojej polityki.

Warto zauważyć, że po raz pierwszy od 2012 r., kiedy Polska doświadczała silnego spowolnienia gospodarki, PKB dwukrotnie z rzędu był niższy od konsensusu rynkowego (jeżeli dane publikowane na koniec sierpnia potwierdzą odczyt flash – to te dane będą najważniejsze). To może być przypadek, ale równie dobrze może to odzwierciedlać jakąś nieoczekiwaną słabość gospodarki, której nie wychwycili analitycy. Nie przypadkowo seryjne negatywne niespodzianki zdarzają się zwykle w okresach koniunktury, kiedy gospodarka ma więcej słabych punktów niż widać w danych miesięcznych.

Głównym słabym punktem gospodarki i najważniejszą zagadką na przyszłość są inwestycje. Spadły one w pierwszym kwartale (w ujęciu rok do roku) i mogły powtórzyć ten spadek w drugim. Wprawdzie nie mamy jeszcze danych, ale konsensus oczekiwań, który w odniesieniu do PKB i tak okazał się nader optymistyczny, wskazywał na stagnację inwestycji w okresie kwiecień-czerwiec.

Ta słabość inwestycji to częściowo efekt czynników przejściowych, jak przesunięcia w wydawaniu funduszy europejskich czy zmiany w zarządach spółek skarbu państwa. Ale nie można wykluczyć, że sektor prywatny również ograniczył swój apetyt na rozbudowę potencjału wytwórczego, m.in. w wyniku redukcji ratingu Polski.

Na ostatnie dane o PKB można jednak spojrzeć z bardziej optymistycznym nastawieniem. Przede wszystkim, przy relatywnie dużym błędzie pierwszych odczytów danych o PKB nie ma co przywiązywać się do niespodzianek rzędu kilku dziesiątych punktu procentowego w skali rok do roku.

Obraz gospodarki to nie tylko PKB, ale również rynek pracy, nastroje konsumentów i menedżerów, impulsy napływające z otoczenia międzynarodowego i rynków finansowych, dane budżetowe itd. Niewiele wskazuje, by w polskiej gospodarce dochodziło do zmiany trendów z wcześniejszych kwartałów. Przypuszczenie, że firmy mogły trwale ograniczyć inwestycje na razie pozostaje w sferze hipotez, brak jest na to twardych dowodów.

Ponadto, wydatki konsumentów z programu 500+ pełną parą ruszą dopiero od trzeciego kwartału. Wtedy wzrost gospodarczy powinien być wyższy. Ten efekt popytowy będzie przejściowy, ale może on wystarczyć, by dać firmom pozytywny impuls do inwestycji.

>>> Czytaj też: Cios dla PKB i demografii. Europa Wschodnia błaga emigrantów: wróćcie do domu

Autor: Ignacy Morawski, szef ekonomistów w Warszawskim Instytucie Studiów Ekonomicznych

Reklama

Reklama

  • lizzy(2016-08-20 09:34) Odpowiedz 54

    Polski PKB rośnie w typowym 10-letnim wzorze head&shoulders. Ramię, dołek, głowa, dołek, ramię, kryzys. To już 3 taki cykl po 89 r.. Każdy prezes to ma na kompie. Zrobiliśmy pierwsze ramie, teraz dołek i szczyt koniunktury to 17 i 18 r. Kryzys to 22 r. Takie mecyje robicie i zamęt. Opanujcie się.

  • Qłality(2016-08-20 19:41) Odpowiedz 40

    Szereg zachodnich firm z racji ratingu i nastroju politycznego opóźnia nieco inwestycje w Polsce. Wyczekuje.To się nazywa suma strachów. Do tego skończyły się infrastrukturalne dotacje unijne choćby na sortownie śmieci. Nie ma powodu do paniki ale mogłoby być lepiej.

  • A(2016-08-21 19:58) Odpowiedz 20

    Gierek po dojściu do władzy...dokonał czegoś na kształt 500+..efekt jest odczuwalny do dziś , mimo że wierzyciele umorzyli nam 50 % długu. Jestem za pieniędzmi na rynku , ale nie za tym aby państwo (Morawiecki ) inwestowało w moim imieniu.. kapitał powinien mieć właściciela. .Państwo to nadzorca .. nie właściciel..

  • obserwator(2016-08-20 14:36) Odpowiedz 00

    Gdyby nie ten komentarz ludzie dla których cykle gospodarcze to zbyt trudny temat pisaliby że to wina pis, Kaczyńskiego, Macierewicza a inni że Tuska, Schetyny albo Petru. Mamy tylu specjalistów w kraju z ekonomii że to jeszcze dziwne że nie jesteśmy światową potęgą.

    Pokaż odpowiedzi (1)

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Polecamy

Wiadomości branżowe

Tylko na Forsal.pl

Infografiki, wykresy, mapy

Opinie

Najnowsze galerie>>

wszystkie »

Finansopedia forsal.pl

popularnenajnowsze