Na razie on nie ma żadnych zarzutów.
A Donald Tusk się do mnie nie zgłaszał. I mam nadzieję, że nie dojdzie do sytuacji, kiedy przewodniczący Rady Europejskiej w swoim macierzystym kraju będzie potrzebował jakiegokolwiek obrońcy. Zresztą najpierw Jarosław Kaczyński musiałby znaleźć prokuratora gotowego na kilkuletnią odsiadkę, bo jeśli ktoś stawia zarzuty bez żadnej podstawy prawnej, musi się liczyć z tym, że będzie za to odpowiadał karnie.
Jeśli pani przyszła pytać mnie o sprawy adwokackie, to jest to chybiony pomysł.
I Kaczyński już powinien się bać. Już publicznie zapowiedział użycie środków prawno-karnych przeciwko swojemu rywalowi politycznemu, którego po prostu nie lubi i z którym przegrał kilka razy wybory. To jest zemsta niespotykana w żadnym cywilizowanym kraju. Tak postępuje Putin, tak postępują komunistyczni przywódcy. To jest działanie z piekła rodem.
Nie, nie straszę. Stwierdzam fakty. Jeśli ktoś wykona dyspozycję prezesa, będzie odpowiadał karnie. I nieważne, czy to będzie Ziobro, czy Święczkowski, czy inny zaufany. Co do tego nie mam żadnych wątpliwości.
Nie wiem, czy Donald Tusk ma do mnie zaufanie.
Pełnomocnictwa podpisali mi Katarzyna Tusk i Michał Tusk, a nie ich ojciec.
To stare dzieje.
Mogę wracać, tylko jaki to ma związek z tym, co się teraz dzieje?
I życzę mu, żeby wygrał te wybory. I jeśli się zdecyduje kandydować, może liczyć na moje wsparcie.
Jaka miłość? Współpracowałem z Donaldem Tuskiem w czasie, gdy byłem szefem LPR. Zaczęło się w 2001 r. Nie wiem, czy pani pamięta, ale w okresie, kiedy rządziło SLD, to Liga Polskich Rodzin, PiS, PSL i PO stworzyły coś, co można nazwać koalicją sejmową.
Pełna treść wywiadu w weekendowym wydaniu Magazynu Dziennika Gazety Prawnej lub w e-DGP.
