Polak może zarabiać jak Amerykanin, jeśli pracuje w chmurze [WYWIAD]

Ten tekst przeczytasz w 8 minut
15 listopada 2016, 05:55
Pieniądze, biznes
Dobrym programistą można być i w Polsce, i w USA /ShutterStock
Nie rozumiem, dlaczego wysokość pensji ma uzasadnienie geograficzne. Dobrym programistą można być i w Polsce, i w USA - przekonuje Andy Tryba, założyciel globalnej firmy pośrednictwa pracy Crossover, który postanowił zlikwidować państwowe granice na rynku pracy.

Wypraszam sobie. Klienci ubera są z nim przez kilkanaście minut, na czas podróży. Nasi klienci są z nami rok, dwa, trzy… Nasza idea jest prosta: znaleźć najlepszych profesjonalistów, pogrupować ich w zespoły i zaoferować ich pracę chętnym firmom.

To jest clue całego pomysłu. Dzięki nam Polak, pozostając w Polsce, może zarabiać jak Amerykanin.

W pewnym sensie tak. Korporacje są obecnie ograniczone geograficznie, jeśli chodzi o poszukiwanie nowych utalentowanych pracowników. To fakt. Znajdują takowych w okolicy i ustalają ich pensje w odniesieniu do lokalnych warunków życia, poziomu konsumpcji, cen, podatków, a przede wszystkim w odniesieniu do lokalnego poziomu konkurencyjności na rynku.

Tak. I istnieje cały zbiór profesji, które są skazane na taki model zatrudnienia. A jednak każda praca, którą można wykonywać zdalnie i za pomocą komputera oraz internetowej chmury przesyłać zrealizowane zadania, kwalifikuje się do innego modelu. Jeśli szukasz programisty, dlaczego miałbyś ograniczać się do najbliższej okolicy, regionu czy nawet kraju? Możesz wybierać najlepszych pracowników spośród 7 mld ludzi. To tak jak w futbolu. Jeśli dany klub może sobie pozwolić na największe talenty z całego świata, sam będzie najlepszy. Jeśli ograniczy się do własnej szkółki, będzie co najwyżej dobry.

Myli się pan. Faktycznie tak działają klasyczne agencje outsourcingowe. Ale w świecie internetu to już nie przejdzie. My działamy tak: pytamy firmę X, ile chce płacić poszukiwanym pracownikom. Jest to np. 50 dolarów za godzinę. Szukamy wówczas kogoś, kto zechce pracować na takich warunkach. Nasza prowizja nie zmieni wysokości tej pensji. Jest opłatą manipulacyjną narzucaną przez nas firmie ponad te 50 dolarów. Wynosi 10 proc. wartości zarobków.

To jasne, że wiele firm, nawet w USA, patrzy na pracowników jako na źródło potencjalnych oszczędności. Liderzy rynkowi myślą jednak inaczej. Wiedzą, że szukając na globalnym rynku, mogą znaleźć talenty przynoszące zwrot znacznie większy niż koszt ich znalezienia. Wracając do produktywności, to ludzie produktywni i nieproduktywni, specjaliści i pseudospecjaliści, talenty i beztalencia są wszędzie – w Niemczech, w USA, w Polsce. Jednym z głównych architektów oprogramowania w naszej firmie jest Polak. Dostaje pensję amerykańską. Narodowość, granice nie mają znaczenia. Liczy się talent i umiejętności, których szukamy obecnie w 85 krajach świata.

CV? CV to jest przeszłość. Było przydatne 500 lat temu, gdy Leonardo Da Vinci wysyłał pierwsze profesjonalne CV swojemu pracodawcy, ale teraz? Badania wskazują, ze 86 proc. rozmów o pracę kończy się fiaskiem. To drogie, nieskuteczne, irytujące. Zamiast CV wprowadziliśmy testowanie. Dajemy kandydatom do pracy konkretne zadanie do wykonania w ramach potwierdzenia ich kompetencji. Po co więcej? Przetestowanie wszystkich 10 tys. nowych kandydatów, którzy pojawiają się u nas co tydzień, jest trudne i czasochłonne, ale za to daje pewność, że dobieramy dokładnie tych ludzi, których firmy szukają.

Nie. To zazwyczaj osoby posiadające własną działalność gospodarczą, które rozliczają się na podstawie faktur. Często praca jest im więc po prostu zdalnie zlecana.

>>> Czytaj też: Pracujemy najdłużej od 6 lat. Opublikowano najnowszy raport OECD

Tak. Coraz więcej ludzi pracuje w chmurze. Porównajmy sobie obecną sytuację z tą sprzed 20 lat. Wzrost zatrudnienia w tym kontekście jest ogromny! Profesje, które można wykonywać na odległość, zagospodarowują już ok. 25 proc. rynku pracy w USA. Ludzie, którzy chcą szukać najlepszej i najlepiej płatnej pracy bez względu na lokalizację, tworzą wielki rynek.

Wiele firmy prezentuje takie skostniałe postrzeganie świata. Ono usztywnia ludzi, ich działanie i myślenie. W dobie presji na konkurencyjność to biznesowe samobójstwo. Teraz mamy pokolenie millenialsów, którzy nie chcą o 5 rano wstawać, żeby na 8 dotrzeć do pracy. Chcą czuć, że sami planują swój dzień. Te firmy, które to zrozumieją, wygrają. Inne przestaną być konkurencyjne.

Do pewnego stopnia ma pan rację. Z całą pewnością konkurencja o najlepsze zarobki wzrośnie. W tych czasach nie rozwijać się znaczy się cofać. Dlatego my nawet po tym, gdy programista X, księgowy Z lub prawnik Y znajdą dzięki nam pracę, pomagamy się im rozwijać. Sprawdzamy, czy zespoły profesjonalistów podnoszą kwalifikacje, dopingujemy, dajemy narzędzia. Koniec końców firmy wcale nie chcą zatrudniać na jednodniowy akord, one także potrzebują oddanych pracowników na stałe. Jeśli specjalista pracuje u ciebie rok, zyskuje wiedzę o funkcjonowaniu twojej firmy, zdolność rozumienia jej potrzeb, nabywa dodatkowej wartości. Nie chcesz go zwolnić.

Moim zdaniem problem regulacji, które mogłyby zdusić biznes, jest demonizowany.

Wkrótce do władzy dojdą ludzie, którzy myślą nowocześnie, a internet, chmura, brak barier jest dla nich stanem naturalnym. Teraz jednak opór przeciwko innowacjom jest do pewnego stopnia zrozumiały – kruszą w podstawach całe tradycyjne branże, zagrażają wielu interesom. Historia jednak uczy, że ci, którzy chcą innowacje ograniczać, przegrywają. Operatorzy tradycyjnych telefonów kablowych i tradycyjne telewizje przegrały z nowoczesnymi telekomami i Netflixem, choć im to było nie w smak. Problemy Ubera są tymczasowe. Nie znam nikogo, kto woli tradycyjne taksówki. Ich koniec jest tym bliższy, im bliżej do popularyzacji samojezdnych aut. One w połączeniu z aplikacjami typu Uber stworzą produkt wielokrotnie lepszy.

RideAustin to eksperyment non-profit. W Austin działał kiedyś Uber, ale właśnie w wyniku regulacji już nie działa.

Korporacje taksówkarskie wymusiły konieczność potwierdzania rejestracji kierowców Ubera za pomocą odcisków palców. W praktyce oznaczało to, że proces rejestracji, który wcześniej trwał jeden dzień, teraz przeciągał się nawet do kilku tygodni, bo konieczna stała się wizyta w urzędzie i papierologia.

Oficjalnie tak, chociaż Uber sam miał znacznie lepsze wirtualne sposoby werfyfikacji swoich kierowców niż tradycyjne korporacje. I to nie tylko przed ich zatrudnieniem, ale również w trakcie, bo przecież funkconuje tam system oceny kierowców, kontrola trasy za pomocą GPS itd. W wyniku regulacji Uber i Lyft opuścili Austin, zostawiając 10 tys. kierowców i setki tysięcy pasażerów na lodzie.

Pomóc im. Jak mówiłem, działamy non-profit. Działamy już pół roku, mamy zarejestrowanych 4 tys. kierowców, ok. 300 tys. odbytych przejazdów.

Mniej więcej, a może nawet więcej, bo my bierzemy tylko opłatę na pokrycie kosztów, 1,5 dolara od kursu.

Ale czy to źle? Większość monopoli naturalnych w świecie cyfrowym bierze się stąd, że oferuje najlepszy produkt. Intel, Microsoft czy nawet Uber… Jeśli masz 85 proc. rynku, to znak, że robisz coś, czego ludzie potrzebują. W przypadku aplikacji mobilnych globalność jest pożądana, bo zwiększa funkcjonalność. Nie chciałby pan w każdym nowym mieście instalować nowej dedykowanej mu aplikacji taksówkarskiej, prawda? Takie aplikacje jak RideAustin to tylko wyjątki.

>>> Czytaj też: Czy wiesz, ile naprawdę powinieneś zarabiać? Zobacz, gdzie szukać informacji o wynagrodzeniach

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: obserwatorfinansowy.pl
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj