Napływ obcokrajowców zwiększył w ciągu ostatnich trzech dekad populację tego kraju aż o 50 proc. Umożliwił także utrzymywanie wzrostu gospodarczegoAustralia nie doznała recesji od 1991 roku. Populiści obwiniają jednak przybyszów za przeciążenie infrastruktury, wzrost cen mieszkań oraz niski wzrost płac.

Były premier Australii, a obecnie szeregowy poseł Tony Abbott mówi „wystarczy”. Chce ograniczyć roczną imigrację na wyspę do 110 tys. (ze 190 tys.), co może zdaniem rządu zmniejszyć przychody budżetowe kraju w ciągu 4 lat nawet o 3,9 mld dol. Senator Pauline Hanson chce całkowitego ograniczenia imigracji.

Wprowadzenie migracyjnych ograniczeń w kraju, w którym populacja rośnie w niezwykłym jak na globalne standardy tempie, może uderzyć w tamtejszy wzrost gospodarczy, który już znajduje się na poziomie poniżej 10-letniej średniej.

- Polityka imigracyjna Australii dawała jej przewagę nad innymi rozwiniętymi krajami w zakresie tworzenia popytu, konsumpcji i zatrudnienia. Wyzwaniem dla polityków jest racjonalne i przejrzyste wyjaśnienie wyborcom, dlaczego jest ona korzystna i ważna, aby nie ulegli oni populistycznemu myśleniu. O wiele łatwiej powiedzieć to, niż zrobić – powiedziała Su-Lin Ong z Royal Bank of Canada.

Rządy wielu krajów, począwszy od USA, przez Wielką Brytanię, a skończywszy na Europie ograniczyły imigrację, ponieważ zaczęły tracić poparcie wyborców na rzecz populistów. Dlaczego? Ludzie obwiniają bowiem imigrantów za wzrost społecznych i ekonomicznych nierówności. Australia obrała zupełnie inną drogę: w roku fiskalnym 2017 przyjęła z zagranicy prawie 184 tys. osób.

Szef Banku Rezerw Australii Philips Lowe przyznał, że wzrost populacji poprawia odczyty PKB. Szybki przyrost liczby ludności znacznie zmniejsza prawdopodobieństwo wystąpienia recesji. Jednak pod względem PKB per capita sytuacja Australii w zeszłym roku nie uległa zmianie.

Wzrost populacji przekłada się również na stopę bezrobocia: w 2017 roku w Australii powstało 400 tys. nowych miejsc pracy, ale stopa bezrobocia utrzymała się na stałym poziomie ok. 5,5 proc. Jest tak dlatego, że coraz więcej osób na wyspie szuka pracy – wskaźnik aktywności zawodowej zbliża się tam do 7-letniego maksimum. Tamtejszy bank centralny nie ma zamiaru podnosić rekordowo niskich stóp procentowych, dopóki bezrobocie nie zbliży się do poziomu 5 proc.

Nie jest łatwo zostać obywatelem Australii. Korzysta ona bowiem z tzw. punktowego systemu oceny migrantów, który służy do weryfikacji ich zawodowych kompetencji (w kontekście potrzeb australijskiego rynku pracy). Kandydaci muszą przejść również zdrowotne i psychologiczne testy, a także anglojęzyczne quizy ze znajomości konstytucji, historii i systemu wartości Australii. W 2017 roku najwięcej osób trafiło do Australii z Indii (21 proc.), Chin (15 proc.) oraz Wielkiej Brytanii (9 proc.).

Przeciwnicy imigracji twierdzą jednak, że system ten nie jest wystarczająco restrykcyjny. Argumentują, że niewielka część kontynentu-państwa może być zasiedlona, a w ciągu najbliższych 30 lat do kraju przybędzie aż 11,8 mln imigrantów. Zdecydowana większość trafi do największych miast – Sydney, Melbourne, Brisbane i Perth.

>>> Polecamy: Dlaczego bogata Japonia tak rzadko przyznaje azyl uchodźcom?