Polska opinia publiczna przywykła do konfliktów, do czarno-białych obrazów. ECS to jednak miejsce spokojnej rozmowy, cywilizowanego języka i współpracy. W naszej radzie, która mnie kontroluje i rozlicza, zasiadają zarówno przedstawiciele miasta, Ministerstwa Kultury, Solidarności, marszałka województwa i Lecha Wałęsy. Z Basilem Kerskim rozmawia Magdalena Rigamonti.

Na wystawie w ECS jest o tym, że Lech Wałęsa współpracował, że był agentem, że „Bolkiem”?

Wystawa w ECS to jest opowieść o wielkim ruchu społecznym, to nie jest wystawa biograficzna. Niemniej jednak trudno opowiadać o Solidarności bez jej wielkiego lidera, który był największym wrogiem Związku Radzieckiego, o czym dzisiaj w Polsce zapominamy. Jerzy Giedroyc dużo mówił o tym, w jaki sposób starał się zainicjować za granicą różne działania wobec Polski. I mimo że miał krytyczny stosunek do Wałęsy, uznał, że to Wałęsa powinien dostać Nobla, a nie Solidarność, i że właśnie to będzie wielkim zwycięstwem dla Polski. Szukał sprzymierzeńców dla kandydatury Wałęsy wśród wpływowych zachodnich noblistów. Po śmierci Giedroycia zajmowałem się naukowo tą jego działalnością i wtedy natrafiłem na wątki, których wcześniej nie znałem, a mianowicie na systematyczną działalność władz PRL dyskredytującą na świecie Lecha Wałęsę.

Kiedy rozmawiam za kulisami z politykami, którym dzisiejsze poglądy Wałęsy nie odpowiadają, to słyszę: w 1980 r. był wielkim liderem. Rzadziej się mówi o konkretach, o tym, jak wielki był w stanie wojennym. Jest konfrontowany z absurdalnymi zarzutami, ale nie usłyszałem, żeby ktoś przypomniał, jak się zachowywał w izolacji, w internowaniu. Był przecież odcięty od informacji, proponowano mu wtedy bezpieczeństwo za kolaborację. Odmówił. Wtedy stał się wiarygodną ikoną antykomunistycznego oporu dla świata. Przypomnę, że świat wtedy upominał się nie tylko o wolność Wałęsy, ale i innych internowanych liderów, jak choćby Zbigniewa Bujaka. Wtedy rodziły się legendy, wspaniałe, mocne. To była nasza siła, to tworzyło wielki autorytet Solidarności. Świat też marzył o silnej kobiecie, robotnicy i dostał Annę Walentynowicz, jej siła stała się wręcz ikoniczna. Teraz mam wrażenie, że dziś to całe bogactwo naszej kultury niektórzy starają się zredukować do jednej osoby.

Do Lecha Kaczyńskiego?

To się raczej nie uda.

Jest na zdjęciach w ECS?

Jest jako doradca rodzącej się NSZZ „Solidarność” we wrześniu 1980 r. Jest też kilka ciekawych fotografii z wyjścia strajkujących ze stoczni w maju 1988 r. Idą w stronę kościoła św. Brygidy. Z przodu Wałęsa, obok Mazowiecki, a z boku Lech i Jarosław Kaczyńscy. Najlepsze z tych zdjęć było takie skupione na krzyżu, Wałęsie i Mazowieckim.

Bez Kaczyńskich?

Zaraz opowiem. Chcieliśmy pokazać motyw słabej władzy i osłabionej Solidarności w 1988 r., początek przemian przez Okrągły Stół aż do Mazowieckiego jako premiera.

Całość wywiadu w piątkowym Magazynie DGP