Dewitt: Humor bywa bardzo poważny i przenikliwy. Potrafi ciąć jak skalpel [WYWIAD]

Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
26 grudnia 2017, 11:00
Patrick Dewitt kanadyjski pisarz i scenarzysta filmowy. Jego powieści – „Bracia Sisters” w przekładzie Pawła Schreibera oraz „Podmajordomus Minor” w przekładzie Krzysztofa Majera – ukazały się w Polsce nakładem wydawnictwa Czarne
Patrick Dewitt kanadyjski pisarz i scenarzysta filmowy. Jego powieści – „Bracia Sisters” w przekładzie Pawła Schreibera oraz „Podmajordomus Minor” w przekładzie Krzysztofa Majera – ukazały się w Polsce nakładem wydawnictwa Czarne fot. David Bebber/eyevine/East News/Dziennik Gazeta Prawna
Jestem podejrzliwy wobec wielkich amerykańskich powieści. Uważam, że z reguły to, co mniejsze, jest lepsze od tego, co większe. Wywiad z Patrickiem Dewittem, kanadyjskim pisarzem i scenarzystą filmowym.

W sumie zawsze się ku temu skłaniałem. Zanim zacząłem pisać, czytałem – i ciągnęło mnie do takiej literatury: śmiesznej, ale bolesnej. Nic dziwnego, że kiedy wziąłem się za pisanie, to w podobnej tonacji. Odkryłem wówczas jeszcze coś – że nie trzeba unikać humoru, siląc się na powagę. Nie trzeba się bać, że pisząc śmiesznie, napisze się coś głupiego i pozbawionego treści. Bo humor bywa bardzo poważny i przenikliwy, i potrafi ciąć jak skalpel. Czasami to jedyny sposób, by coś sensownego powiedzieć o ludzkim doświadczeniu. Bywa, że to także unikalne narzędzie do zszywania ze sobą różnych pozornie niepasujących do siebie rzeczy i zjawisk. Im jestem starszy, tym większe wrażenie robi na mnie śmiech. Jeżeli jestem w stanie dostarczyć komuś takiego poczucia rozbawienia podszytego niepokojem, ciemnością i smutkiem, uważam swoją pisarską misję za spełnioną. Zdaje mi się, że to jest w miarę zdrowe podejście do życia i sztuki. Jeśli umiesz się śmiać z siebie i ze świata, z tego, jak dziwacznie zabawni potrafią być ludzie, to może jeszcze nie wszystko stracone. Trzeba się śmiać, żeby zatamować płacz.

Ależ ja początkowo chciałem zachować powagę jako pisarz. Mówić wyłącznie istotne rzeczy, takie dużą literą, wsłuchiwać się w głosy zafrapowanej publiczności. Ale tu wkroczyły do gry nie tyle indywidualne predyspozycje, ile lektury – czytałem rzeczy, które były poważne poprzez humor i dzięki humorowi. Skoro ktoś to umiał zrobić, to właściwie dlaczego ja nie mógłbym? – pytałem sam siebie. A potem, jeśli się ćwiczy, pojawia się pewna rzemieślnicza praktyka: zaczynasz czuć, kiedy coś wyszło ci zbyt poważnie, ale wiesz też, kiedy napisałeś coś skrajnie niemądrego. To jak w malarstwie – wszystko się rozgrywa między światłem a cieniem. Trzeba stale poszukiwać równowagi.

>>> CAŁY WYWIAD W ŚWIĄTECZNYM WYDANIU DGP

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: MAGAZYN DGP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj