Występujący w imieniu klubu PiS Janusz Szewczak podkreślał, że w projekcie budżetu na 2018 rok widać, że "to co było niemożliwe w czasach rządów PO-PSL", obecnie, pod dojściu do władzy PiS stało się możliwe. "Jak objęliśmy władzę, do Europy zawitała koniunktura" - mówił.

Poprzedni rząd, podkreślał, potrzebował np. ośmiu lat, by dochody z VAT zwiększyć o 25 mld zł. "Nam zajęło to tylko jeden rok i dochody wzrosły o 30 mld zł. Można? Można, tylko trzeba chcieć" - zaznaczył. "Trzeba było zahamować ten rabunek dochodów podatkowych, który miał miejsce przez minione lata" - dodał.

Zwracał też uwagę, że np. banki "miały paść" w wyniku w prowadzenia podatku bankowego, a ludzie mieli przestać brać kredyty. "Proszę popatrzeć, jaka dziś jest dynamika" - podkreślał.

Reklama

Szewczak przekonywał, że "to nie krasnoludki tak radykalnie poprawiły dochody budżetowe i wskaźniki makroekonomiczne". "To nie krasnoludki przygotowały budżet na 2017 i budżet na 2018 rok, budżet realistyczny, ale optymistyczny, z malejącym zarówno deficytem budżetowym, jak i deficytem sektora finansów" - podkreślał, wymieniając m.in. nazwiska wszystkich wiceministrów finansów.

Przyznał, że w budżecie na 2018 rok "są wyzwania". Takim wyzwaniem, jak dodał, będzie np. kwestia wynagrodzeń. Polacy, jak mówił, chcą dziś więcej zarabiać, a zawarte w budżecie wskaźniki "mogą nie być wystarczające". Zapewniał zarazem, że "wynagrodzenia będą szły w górę".

"Załamywane są ręce nad długiem zagranicznym i długiem publicznym. To nie dwa lata rządu PiS doprowadziły, że mamy 1 bilion złotych długu publicznego" - mówił także poseł PiS. Dodał zarazem, że "są tu symptomy pozytywne, dług zagraniczny po trzecim kwartale zmalał".

Wskazywał, że w budżecie jest wiele wydatków inwestycyjnych, m.in. dotyczących infrastruktury, budżet na 2018 rok zapewnia także wydatki na cele społeczne. Zdaniem posła PiS jednak "podstawowe podejście to jest kwestia stosunku do własnego państwa, to jest kwestia obrony interesów narodowych".

"Czy państwo myślicie, że komisarze UE, pan Timmermans, pan Verhofstadt atakują dziś Polskę z tytułu ich szczególnej troski, kto i jaką ilością głosów będzie wybierał sędziów do KRS? Nie proszę państwa, jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze, o wielkie pieniądze" - przekonywał Szewczak. "Proszę sobie wyobrazić, że od 2004 roku do 2016 czy 2017 legalny transfer środków finansowych do krajów UE, do zagranicznych firm i koncernów, to jest już dziś ok. 700 mld zł, to nie są małe pieniądze" - dodał.

Obecny budżet jednak, jak podkreślił, "ma służyć Polakom, ma służyć obywatelom, a nie wskaźnikom, agencjom ratingowym czy poklepywaniu po plecach w czasie wizyty w Berlinie".

Szewczak przypomniał też, że opozycja przestrzegała, iż budżet na 2017 się zawali, tymczasem zrealizowany został w sposób "sensacyjny", a wskaźniki były dużo lepsze, niż przewidywano.

Zwracał m.in. uwagę na liczbę utworzonych miejsc pracy. "250 tys. miejsc pracy stworzonych w przedsiębiorstwach w ubiegłym roku, to skala europejska" - mówił. "Państwo możecie pomarzyć o tych wskaźnikach, choć mieliście 8osiem lat do dyspozycji" - zwracał się do PO i PSL.

Również, według Szewczaka, "7 proc. wzrostu wynagrodzeń w minionym roku już było odczuwalne w budżecie, centra handlowe to zauważają".

"Wydaje się, że budżet na rok 2018 zakończy się równie sensacyjnie, jak ten budżet na 2017 rok" - powiedział poseł PiS.

>>> Czytaj też: Polski majątek gospodarstwa domowego to 58 proc. średniej strefy euro