O przyspieszenie prac nad projektem apelowali w ostatnim czasie m.in. jego autorzy oraz przedstawiciele Kościoła katolickiego. "Oczekujemy, że Sejm niezwłocznie podejmie prace nad projektem komitetu +Zatrzymaj aborcję+ – mówiła w lutym jego pełnomocniczka . Były przewodniczący mówił w minionym tygodniu, że trzeba prace nad projektem "Zatrzymaj aborcję". "Zrelatywizowanie prawa do życia grozi zrelatywizowaniem praw człowieka" – ocenił.
O odrzucenie projektu apelują z kolei środowiska opowiadające się za utrzymaniem obecnych rozwiązań oraz zwolennicy liberalizacji przepisów. O wydanie negatywnej opinii zaapelowała do członków komisji m.in. Federacja na rzecz Kobiet i Planowania Rodzinny. Jej zdaniem, zmiany dyskryminują kobiety i pozbawiają je możliwości podejmowania decyzji o swoim ciele i życiu. Według federacji, proponowana zmiana przepisów przyczyni się do zwiększenia skali zjawiska tzw. podziemia aborcyjnego.
W styczniu posłowie zdecydowali o skierowaniu propozycji komitetu "Zatrzymaj aborcję" do dalszych prac sejmowych. Przesądzili wówczas także, że obywatelski projekt komitetu , zakładający liberalizację obowiązujących przepisów ws. aborcji, nie będzie procedowany. Projekt przepadł, ponieważ kluby PO i Nowoczesnej podzieliły się podczas głosowania - większość posłów PO i Nowoczesnej była za przekazaniem go do dalszych prac, troje posłów PO głosowało przeciw, a 29 posłów Platformy i 10 Nowoczesnej w ogóle nie brało udziału w głosowaniu.
W reakcji na taki wyniki głosowań w wielu miastach w Polsce odbyły się wówczas protesty przeciwników zaostrzania przepisów i zwolenników ich liberalizacji. W odpowiedzi również działacze pro-life organizowali pikiety.
Pod obywatelskim projektem ustawy "Zatrzymaj aborcję" podpisało się ponad 830 tys. obywateli. Przedstawiając założenia projektu w styczniu w Sejmie, pełnomocniczka komitetu Kaja Godek przekonywała, że w Polsce "nadszedł czas, by zrobić kolejny krok w stronę ochrony życia".
Minister zdrowia Łukasz Szumowski w wywiadzie dla PAP po objęciu urzędu mówił w styczniu, że kwestie takie jak finansowanie in vitro czy zmiana obowiązującej ustawy regulującej sprawy aborcji nie są, w tej chwili, jego priorytetem. "Skupiamy się na tym, jak system ochrony zdrowia powinien funkcjonować i jak go finansować" – deklarował.
To już kolejna w ostatnim czasie próba zmian przepisów dotyczących dopuszczalności przerywania ciąży. We wrześniu 2016 r. Sejm odrzucił w pierwszym czytaniu projekt "Ratujmy kobiety" - liberalizujący przepisy aborcyjne, a skierował do dalszych prac projekt komitetu "Stop aborcji" - zaostrzający prawo. Wywołało to burzliwe reakcje, m.in. tzw. czarny protest na ulicach miast, w sprzeciwie wobec proponowanych zmian. Ostatecznie Sejm definitywnie odrzucił projekt.
Obowiązująca od 1993 r. ustawa o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży zezwala na dokonanie aborcji, gdy ciąża stanowi zagrożenie dla życia lub zdrowia kobiety, jest duże prawdopodobieństwo ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu, lub gdy ciąża powstała w wyniku czynu zabronionego.
W dwóch pierwszych przypadkach przerwanie ciąży jest dopuszczalne do chwili osiągnięcia przez płód zdolności do samodzielnego życia poza organizmem matki; w przypadku czynu zabronionego - jeśli od początku ciąży nie upłynęło więcej niż 12 tygodni.
>>> Czytaj też: Polacy nadal nie są zamożni. Większość pieniędzy wydają na mieszkanie i żywność
