Mnie czystka w mediach publicznych oburzyła w momencie wyrzucenia z Trójki Marcina Zaborskiego. Przecież on sprawiał równe kłopoty jednej i drugiej stronie. A co do antyestablishmentowości PiS – trudno im o takim wizerunku mówić z Mateuszem Morawieckim czy Jarosławem Gowinem na pokładzie. Z prof. Kazimierzem Kikiem jako kluczowym komentatorem mediów publicznych. Retoryczna antyelitarność jest dla szerokiego wyborcy. Cieszy protest elit: „Boli? Ma boleć. Niech wyją”.
Jest w tym jednak sporo załgania. A walka z establishmentem to w ogóle kiepski cel.
Ja też.
Ja tę logikę rozumiem, chodziło o danie wyborcom satysfakcji, lecz także o oparcie polityki na stałym konflikcie. Kaczyński mógł pozyskać ludzi neutralnych dziesiątkami gestów. Nie chciał tego – z rozmysłem. Na tym polegała teatralizacja konfliktu o Trybunał Konstytucyjny. Nie trzeba było tego robić, ale w szczególności nie trzeba było do tego zatrudniać posła Stanisława Piotrowicza. To polega na drażnieniu przeciwnika. Zresztą Kaczyński trochę szedł za metodą Tuska, o którym mówiono, że wali prętem po kratach, żeby denerwować PiS. Ja nie robię z obu liderów wrogów ludu. Niektórzy zarzucają mi nawet, że traktuję ich zbyt empatycznie, tłumaczę, dlaczego tacy są.
Może ktoś w to wierzy. Ale ja się z tym nie godzę. Przejmowanie sądów nie jest receptą na naprawę sądownictwa. Wierzę, że można zbudować telewizję publiczną, która nie będzie antypisowska, ale nie będzie również propagandowa.
Tak, przejęcie TVP dziś jest skutecznym narzędziem polityki partii. Tak, PiS rządzi w zgodzie z własnym interesem. Ale to nie jest interes państwa jako całości.
Treść całego wywiadu można znaleźć w weekendowym wydaniu DGP.
