Redakcja DGP chlubi się dewizą „Patrzymy obiektywnie, piszemy odpowiedzialnie”, po czym publikuje pamflet dla swoistego uczczenia 200. rocznicy urodzin Karola Marksa. Jego autorem jest nadwiślański liberał , który nie może pojąć, dlaczego szef Komisji Europejskiej oddał hołd patronowi światowej lewicy (Magazyn DGP, „Laurka dla Marksa”, 91/2018).
A przecież unijny urzędnik zrobił to w imieniu oświeconej Europy, ludzi wolnych, równych i racjonalnych. Dlaczego więc Stodolak, gazetowy piewca liberalizmu gospodarczego, nie może zrozumieć Junckera, praktyka i budowniczego regionalnego parku technoliberalizmu, na dodatek współtwórcy raju podatkowego? Różnica między nimi tkwi w uczciwości intelektualnej.
Ideologiczny żar, fundamentalizm, brak perspektywy historycznej uniemożliwiły, jak sądzę, red. Stodolakowi adekwatny osąd. W jego artykule znajdujemy typową amunicję, która ma na wieki pogrzebać Marksa. Stylistyka ocen twórczości trewirczyka to kwieciste epitety w rodzaju „stek bzdur widocznych gołym okiem” (o „Kapitale”) czy „mentalność bolszewicka do kwadratu” (o „Ideologii niemieckiej”). A przecież w tej ostatniej pracy rozważany jest fundamentalny problem nauk społecznych – kwestia urzeczowienia. Pojawia się ona w społeczeństwie, w którym relacje między ludźmi są zapośredniczone przez wymianę rynkową. To wówczas fetyszami stają się towar i kapitał.
Marks zbrodniarzem?
Pierwsza grupa argumentów przytoczonych przez Sebastiana Stodolaka dotyczy krwawych następstw doktryny Marksa. Nawet Hitler, pisze, „wiele zawdzięczał Marksowi”, a tym bardziej Benito Mussolini, skoro ojciec czytał mu „Kapitał” do snu. Tymczasem Marksa i marksizmu dyktatorzy nienawidzili. Ulubieni mistrzowie Hitlera to rasiści, jak Houston Stewart Chamberlain, a także piewcy idei Volk – etnicznego nacjonalizmu. Zdaniem autora poglądy Marksa na rolę przemocy w likwidacji zastanego systemu społeczno-ekonomicznego inspirowały i legitymizowały zbrodnie totalitaryzmów: od Stalina do Pol Pota, a obecnie Maduro w Wenezueli. Ale Marks zmarł w 1893 r. – idee mają konsekwencje, ale przecież twórca nie odpowiada za sposób ich realizacji. Czy Jezus z Nazaretu jest winny chociażby XIII-wiecznym pogromom katarów?
>>> Treść całego artykułu można znaleźć w weekendowym wydaniu DGP.
