Dlaczego warto czytać Marksa? Polemika Klementowicza ze Stodolakiem

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
26 maja 2018, 20:49
Karol Marks
Karol Marks/ShutterStock
Idee mają konsekwencje, ale przecież twórca nie odpowiada za sposób ich realizacji. Czy Jezus z Nazaretu jest winny chociażby XIII-wiecznym pogromom katarów?
3345145-i02-2018-101-000002000.jpg
prof. Tadeusz Klementowicz, Instytut Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego

Redakcja DGP chlubi się dewizą „Patrzymy obiektywnie, piszemy odpowiedzialnie”, po czym publikuje pamflet dla swoistego uczczenia 200. rocznicy urodzin Karola Marksa. Jego autorem jest nadwiślański liberał , który nie może pojąć, dlaczego szef Komisji Europejskiej oddał hołd patronowi światowej lewicy (Magazyn DGP, „Laurka dla Marksa”, 91/2018).

A przecież unijny urzędnik zrobił to w imieniu oświeconej Europy, ludzi wolnych, równych i racjonalnych. Dlaczego więc Stodolak, gazetowy piewca liberalizmu gospodarczego, nie może zrozumieć Junckera, praktyka i budowniczego regionalnego parku technoliberalizmu, na dodatek współtwórcy raju podatkowego? Różnica między nimi tkwi w uczciwości intelektualnej.

Ideologiczny żar, fundamentalizm, brak perspektywy historycznej uniemożliwiły, jak sądzę, red. Stodolakowi adekwatny osąd. W jego artykule znajdujemy typową amunicję, która ma na wieki pogrzebać Marksa. Stylistyka ocen twórczości trewirczyka to kwieciste epitety w rodzaju „stek bzdur widocznych gołym okiem” (o „Kapitale”) czy „mentalność bolszewicka do kwadratu” (o „Ideologii niemieckiej”). A przecież w tej ostatniej pracy rozważany jest fundamentalny problem nauk społecznych – kwestia urzeczowienia. Pojawia się ona w społeczeństwie, w którym relacje między ludźmi są zapośredniczone przez wymianę rynkową. To wówczas fetyszami stają się towar i kapitał.

Marks zbrodniarzem?

Pierwsza grupa argumentów przytoczonych przez Sebastiana Stodolaka dotyczy krwawych następstw doktryny Marksa. Nawet Hitler, pisze, „wiele zawdzięczał Marksowi”, a tym bardziej Benito Mussolini, skoro ojciec czytał mu „Kapitał” do snu. Tymczasem Marksa i marksizmu dyktatorzy nienawidzili. Ulubieni mistrzowie Hitlera to rasiści, jak Houston Stewart Chamberlain, a także piewcy idei Volk – etnicznego nacjonalizmu. Zdaniem autora poglądy Marksa na rolę przemocy w likwidacji zastanego systemu społeczno-ekonomicznego inspirowały i legitymizowały zbrodnie totalitaryzmów: od Stalina do Pol Pota, a obecnie Maduro w Wenezueli. Ale Marks zmarł w 1893 r. – idee mają konsekwencje, ale przecież twórca nie odpowiada za sposób ich realizacji. Czy Jezus z Nazaretu jest winny chociażby XIII-wiecznym pogromom katarów?

>>> Treść całego artykułu można znaleźć w weekendowym wydaniu DGP.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: MAGAZYN DGP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj