Maduro podczas ceremonii wojskowej wygłaszał przemówienie, transmitowane w telewizji państwowej. W pewnym momencie obchody zostały zakłócone przez ostrzał dokonany przez kilka dronów. W wyniku eksplozji, z których jedna miała miejsce w pobliżu platformy prezydenckiej, rannych zostało siedmiu żołnierzy. Maduro przerwał przemówienie i uniknął niebezpieczeństwa.
Minister komunikacji Jorge Rodriguez poinformował, że prezydent wrócił do swoich obowiązków i jest już w kontakcie z najważniejszymi urzędnikami państwowymi oraz dowództwem armii w celu wyjaśnienia okoliczności zamachu.
Prezydent Maduro w maju tego roku wspominał o "spisku" w szeregach wenezuelskich sił zbrojnych. Wydał wówczas jako naczelny zwierzchnik sił zbrojnych rozkaz, aby oficerowie podpisywali deklaracje lojalności wobec najwyższych władz politycznych.
Nicolas Maduro w maju został wybrany na drugą kadencję. Przez przeciwników i społeczność międzynarodową jest oskarżany o podważanie demokracji. Zdaniem obserwatorów założeniem reżimu Maduro jest ustanowienie bardziej kontrolowanego, jak na Kubie, systemu politycznego.
Prezydent Wenezueli o sobotni zamach na jego życie oskarżył kolumbijskiego prezydenta Juana Manuela Santosa. Nicolas Maduro w telewizyjnym wystąpieniu poprosił także o pomoc Donalda Trumpa. "Dziś próbowano mnie zabić" - powiedział Maduro w państwowej telewizji.
Zamach miał miejsce w czasie przemówienia Maduro wygłaszanego podczas uroczystości wojskowej w stolicy Wenezueli Caracas. Wśród uczestników uroczystości eksplodowało kilka dronów, a jeden z wybuchów miał miejsce w pobliżu prezydenckiej platformy. Maduro przerwał przemówienie i uniknął niebezpieczeństwa, ale rannych zostało siedmiu żołnierzy.
Zdaniem prezydenta Wenezueli za atakiem tym stał przywódca Kolumbii Juan Manuel Santos. Maduro uważa także, iż źródło finansowania tego zamachu jest w Stanach Zjednoczonych i poprosił prezydenta USA Donalda Trumpa o pomoc w tej sprawie. Zapowiedział także szereg aresztowań w związku z próbą zabicia go.
"To był atak na moje życie, dziś próbowano mnie zabić. Nie mam wątpliwości, że za tym atakiem kryje się nazwisko Juana Manuela Santosa" - powiedział Maduro w telewizji. "Pierwsze wyniki śledztwa wskazują, że źródło finansowania tego zamachu znajduje się w Stanach Zjednoczonych, na Florydzie. Dlatego poprosiłem o pomoc prezydenta Donalda Trumpa. Mam nadzieję, że jest on gotów walczyć z terrorystami" - dodał prezydent Wenezueli.
Na oskarżenia te natychmiast zareagowała strona boliwijska. Według agencji AFP źródła zbliżone do rządu Boliwii stwierdziły, że "oskarżenie Santosa o udział w ataku na Maduro jest bezpodstawne".
Minister komunikacji Jorge Rodriguez poinformował, że Maduro jest w kontakcie z najważniejszymi urzędnikami państwowymi oraz dowództwem armii w celu wyjaśnienia okoliczności zamachu.
Prezydent Maduro w maju tego roku wspominał o "spisku" w szeregach wenezuelskich sił zbrojnych. Wydał wówczas jako naczelny zwierzchnik sił zbrojnych rozkaz, aby oficerowie podpisywali deklaracje lojalności wobec najwyższych władz politycznych.
Nicolas Maduro w maju został wybrany na drugą kadencję. Przez przeciwników i społeczność międzynarodową jest oskarżany o podważanie demokracji. Zdaniem obserwatorów założeniem reżimu Maduro jest ustanowienie bardziej kontrolowanego, jak na Kubie, systemu politycznego.
Rząd Kolumbii określił jako "absurdalne" oskarżenie przez prezydenta Wenezueli Nicolasa Maduro kolumbijskiego prezydenta Juana Manuela Santosa o próbę zamachu na swoje życie - głosi oświadczenie MSZ w Bogocie. W sobotę doszło do nieudanego zamachu na Maduro.
"Jak zwykle prezydent Wenezueli stale oskarża Kolumbię, o wszystko, co się dzieje. Domagamy się szacunku dla prezydenta Juana Manuela Santosa, rządu i narodu kolumbijskiego" - napisano w oświadczeniu.
Wcześniej źródło w kolumbijskim urzędzie prezydenckim odrzuciło oskarżenia Maduro wobec Santosa. "To oskarżenie jest bezpodstawne. Prezydent zajmuje się sprawą chrztu swojej wnuczki Celeste, a nie obalaniem zagranicznych rządów" - powiedziało to źródło.
Maduro oskarżył Santosa, że stoi za atakiem na jego życie. Podczas uroczystości w Caracas, związanych z 81. rocznicą powstania wenezuelskiej Gwardii Narodowej, eksplodowało kilka dronów, a jeden z wybuchów miał miejsce w pobliżu prezydenckiej platformy. Maduro przerwał przemówienie i uniknął niebezpieczeństwa, ale siedmiu gwardzistów zostało rannych.
"Nie mam żadnych wątpliwości, że Juan Manuel Santos stoi za tym atakiem" - powiedział w sobotę Maduro. Dodał, że źródło finansowania zamachu jest w Stanach Zjednoczonych i poprosił prezydenta USA Donalda Trumpa o pomoc w tej sprawie.
Kolumbijski prezydent prowadzi kampanię międzynarodową przeciwko Maduro, określając go jako dyktatora.
W wywiadzie w poniedziałek dla AFP w Bogocie prezydent Kolumbii powiedział, że byłoby lepiej, gdyby Maduro upadł, jeśli to możliwe w "sposób pokojowy".
W Wenezueli szaleje inflacja, która, według MFW, ma osiągnąć w tym roku milion procent. Według ekonomistów reprezentujących opozycyjną większość parlamentarną, boliwar, waluta wenezuelska, traci codziennie na wartości 2,8 proc.
Mimo że Wenezuela jest krajem o największych na świecie zasobach ropy naftowej, przeżywa od czterech lat pogłębiający się kryzys gospodarczy, który objawia się m.in. brakami w zaopatrzeniu w żywność, leki, części zamienne do maszyn i pojazdów, a nawet banknotów w obiegu (inflacja), nie mówiąc już o załamaniu się sektora usług.
Kolumbia ma wspólną z Wenezuelą granicę o długości 2200 km.
>>> Czytaj też: Nowa globalna bitwa. Eksperci biją na alarm: Chińczycy sięgają już po polityczną władzę w innych krajach
