Wynika to z nowelizacji ustawy o systemie monitorowania drogowego i kolejowego przewozu towarów (Dz.U. z 2018 r. poz. 1539). Do końca roku przewoźnicy i ich kierowcy muszą nauczyć się, jak prawidłowo przesyłać dane. Jeśli przewoźnik tego nie zrobi, kierowca będzie musiał zatrzymać samochód i narazi się na kary.

Już dziś śledzą trasy

W kwietniu br. resort finansów udostępnił interfejs, za pomocą którego przewoźnicy będą mogli od 1 października br. przekazywać dane geolokalizacyjne do rejestru zgłoszeń (SENT).

Przygotował również bezpłatną aplikację, służącą do przesyłania danych geolokalizacyjnych – SENT GEO. To rozwiązanie dla tych, którzy dotychczas nie monitorowali przejazdów albo nie chcą wykorzystywać swoich obecnych systemów do nowych zadań. Aplikację już dziś można pobrać ze sklepu Google Play i App Store.

– Przewoźnik, który chce korzystać z aplikacji SENT GEO, musi kupić smartfona lub tablet do tego celu. Co do zasady bowiem kierowca nie ma obowiązku udostępnienia swojego własnego telefonu do celów geolokalizacji i stosowania aplikacji (abstrahując od tego, czy kierowca w ogóle posiada odpowiedni smarfon) – mówi Łukasz Kuczkowski.

Jak wyjaśniło nam biuro prasowe KAS, prawie 90 proc. podmiotów świadczących usługi transportowe już teraz monitoruje swoje pojazdy. Tyle że – jak zauważa Łukasz Kuczkowski, radca prawny, partner w kancelarii Raczkowski Paruch – stosowane obecnie systemy geolokalizacji służą innym celom – przede wszystkim planowaniu tras, zabezpieczeniu sprzętu i kontrolowaniu czasu pracy kierowców.

Co w przypadku awarii

Przewoźnicy będą mogli podawać w zgłoszeniach przewozu zarówno numery zewnętrzne urządzeń lokalizacyjnych, jak i lokalizatorów – tak aby w razie np. awarii urządzenia zewnętrznego kontynuować płynnie przewóz z włączoną aplikacją.

Jeśli dojdzie do awarii urządzenia lub aplikcji, kierowca będzie mógł jechać dalej jeszcze przez godzinę. – Dopiero po upływie tej godziny nie będzie można kontynuować przewozu bez narażenia się na konsekwencje przewidziane w ustawie – wyjaśniło biuro prasowe KAS w odpowiedzi na pytanie DGP. Te konsekwencje to sankcje (patrz: infografika).

Najprostszym rozwiązaniem umożliwiającym kontynuację przewozu będzie wykorzystanie kolejnego urządzenia z zainstalowaną aplikacją (każda pobrana aplikacja posiada własny unikalny numer), np. innego smartfona lub tabletu.

Innym rozwiązaniem – jak mówi Łukasz Kuczkowski – będzie przeładowanie towaru na pojazd ze sprawnym lokalizatorem. – To może być główne utrudnienie w przewozie z systemem geolokalizacji – uważa ekspert.

KAS zapewnia, że przewoźnicy i kierowcy znajdą w aplikacji SENT GEO wiele funkcjonalności ułatwiających kontrolę nad stanem przesyłania danych i funkcjonowaniem samego urządzenia, tzw. lokalizatora.

– Także dla zewnętrznych systemów lokalizacji przygotowano funkcjonalności podające informacje o stanie przesyłania danych za pomocą interfejsu. Dzięki tym rozwiązaniom Krajowa Administracja Skarbowa będzie automatycznie przekazywała informacje o nieprawidłowościach – stwierdza biuro prasowe.

Trzeba przygotować kierowców

– Firmy przewozowe powinny więc zadbać o właściwe przygotowanie pracowników, którym zostaną powierzone zadania SENT – radzi Dawid Rusiński, menedżer w Parulski i Wspólnicy.

Łukasz Kuczkowski dodaje, że przewoźnicy powinni zapisać nowe obowiązki kierowców w aktach zakładowych bądź w umowach o pracę. Muszą też zadbać o zapewnienie warunków funkcjonowania aplikacji (aktualizacja, dostęp do energii elektrycznej) i przeszkolić kierowców z jej użytkowania, ponieważ to na kierowcy ciąży wiele obowiązków związanych z obsługą systemu geolokalizacji – tłumaczy ekspert.

Do końca roku bez kar

Przez trzy miesiące od wejścia w życie, a więc do końca roku, nie będzie kar za brak geolokalizacji ani za błędy w przesyłaniu danych o lokalizacji przewozu towarów.

– Trzymiesięczny okres bez wymierzania kar jest wystarczającym terminem do wdrożenia nowych zasad, tym bardziej że system SENT już w początkowych pracach legislacyjnych zmierzał w stronę geolokalizacji – mówi Dawid Rusiński.

Innego zdania jest Łukasz Kuczkowski. Uważa, że trzy miesiące to zbyt krótki okres, jeśli wziąć pod uwagę liczbę pojazdów objętych nowymi przepisami, specyfikę pracy kierowców (częsta nieobecność w bazie), sezon urlopowy po uchwaleniu ustawy i wiele dodatkowych obowiązków po stronie przewoźników.

– Ze względów technicznych vacatio legis powinno być o wiele dłuższe. Pozwoliłoby to przewoźnikom na spokojne wdrożenie zmian i ich przetestowanie – uważa Kuczkowski.

>>> Czytaj też: Doradcy komisji śledczej ds. VAT. Kto wesprze posłów w dochodzeniu?