Szefowie państw i rządów, którzy zasiedli do wspólnego stołu w położonym niedaleko granicy z Niemcami, austriackim Salzburgu zakończyli spotkanie krótko po północy ze środy na czwartek. Głównym tematem rozmów była kwestia europejskiej polityki migracyjnej - problem, co do którego nie ma zgody w UE od kilku lat.

"Dyskusja potwierdziła, że nadal są różnice" - powiedziało PAP źródło unijne, wskazując, że chodzi głównie o kwestie dotyczące ewentualnego podziału obciążeń związanych z napływem migrantów. Szefowie państw i rządów potwierdzili jednocześnie, że, jeśli chodzi o liczbę nielegalnych przekroczeń granic UE, jesteśmy już na poziomie sprzed kryzysu migracyjnego sprzed 3 lat.

Szef Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker powiedział po kolacji agencji DPA, że nie nastąpiło zbliżenie stanowisk pomiędzy państwami członkowskimi. Zaznaczył jednak, że problem migracji będzie dyskutowany jeszcze w czwartek, w trakcie drugiego dnia nieformalnego szczytu.

Centralnym pytaniem, z jakim mierzą się teraz przywódcy Wspólnoty, jest kwestia, gdzie powinni być wysadzani na ląd migranci ze statków, które zabrały ich z łodzi i pontonów na Morzu Śródziemnym? Włosi domagają się solidarnego podziału między państwa członkowskie, ale o tym nie chcą słyszeć inne stolice.

Postawa władz w Rzymie, które nie chciały w lecie przyjmować statków z migrantami w swoich portach, doprowadziła do napięć politycznych między państwami UE. Choć szefowie państw i rządów zgodzili się jeszcze w czerwcu na utworzenie centrów kontroli dla migrantów w państwach UE, w ciągu ostatnich miesięcy niewiele się w tej sprawie zmieniło.

W UE, którą za kilka miesięcy czekają wybory do Parlamentu Europejskiego, istnieje obawa, że podtrzymywanie tematu migracji będzie służyło siłom antyeuropejskim i populistycznym. Władze krajów Unii "chcą zdjąć migrację z agendy, w obawie, że zaszkodzi" - powiedział PAP jeden z dyplomatów uczestniczących w szczycie w Salzburgu.

W Unii coraz mocniej przebijają się głosy, że należy szukać innych sposobów podziału obciążeń niż relokacja uchodźców. Szef KE sugerował, że państwa, które nie chciałby w ten sposób wykazywać solidarności, mogłyby to robić inaczej. Premier Włoch Giuseppe Conte relacjonował po kolacji, że rozważana jest możliwość wnoszenia wkładu finansowego przez kraje, które nie przyjmują migrantów.

Jednym z pomysłów, który według źródeł został przychylnie przyjęty przez przywódców, jest współpraca z Egiptem. Kraj ten - mimo że leży w basenie Morza Śródziemnego ma szczelne granice i nie dopuszcza do przedostawania się migrantów ze swego terytorium do państw UE. Nie jest jasne czy Kair byłby gotów utworzyć u siebie centrum wysadzania na ląd migrantów z Morza Śródziemnego. Pomysł taki omawiali już wcześniej przywódcy polityczni, ale do tej pory nie było państw (ani w UE, ani poza nią), które miałby brać w nim udział.

Według rozmówcy PAP szef Rady Europejskiej Donald Tusk będzie kontynuował rozmowy z prezydentem Egiptu Abd el-Fatahem es-Sisim, w Nowym Jorku w niedzielę, gdzie obaj będą uczestniczyć w obradach ONZ.

Migracja, choć zdecydowanie zdominowała kolację, nie była jedynym problemem, jaki omawiano w Salzburgu. Premier Wielkiej Brytanii Theresa May, która przyjechała do Austrii z misją rozmiękczenia strony unijnej, jeśli chodzi o negocjacje dotyczące Brexitu, nie miała powodów do zadowolenia.

Według źródeł dyplomatycznych za zamkniętymi drzwiami zwróciła się do szefów państw i rządów UE-27, by zmienili stanowisko ws. granicy między Irlandią Północną a Republiką Irlandii. Bruksela domaga się funkcjonującego prawnie "bezpiecznika" na wypadek, gdyby nie doszło do porozumienia gwarantującego swobodny przepływ towarów między Irlandią a Irlandią Północną. Propozycja UE polega na tym, żeby kontrole celne odbywały się na Morzu Irlandzkim, czyli już wewnątrz Zjednoczonego Królestwa. May miała mówić w Austrii, że zezwolenie na funkcjonowanie dwóch oddzielnych reżymów celnych na terytorium Zjednoczonego Królestwa oznaczałoby to "prawne oddzielenie" Irlandii Północnej od reszty kraju.

Przywódcy unijni, którzy wypowiadali się po kolacji nie byli zachwyceni tym, co usłyszeli od szefowej brytyjskiego rządu. "Nie ma w tym momencie postępu. Mamy zastój" - oceniła prezydent Litwy Dalia Grybauskaite.

Reuters cytował też premiera Słowacji Petera Pellegriniego, który ocenił po przemowie May, że nie ma postępu ws. problemu granicy między Republiką Irlandii a Irlandią Północną.

Przywódcy mają wrócić do kwestii Brexitu w czwartek, podczas drugiego dnia szczytu. Wówczas - już bez szefowej brytyjskiego rządu - mają podjąć decyzję co do dalszego przebiegu negocjacji. Szef Rady Europejskiej zapowiedział zwołanie dodatkowego szczytu UE w połowie listopada, żeby umożliwić zatwierdzenie porozumienia.

Wielka Brytania rozpoczęła proces wyjścia z Unii Europejskiej 29 marca 2017 roku i powinna opuścić Wspólnotę 29 marca 2019 roku. Zgodnie z negocjowanym porozumieniem z UE o okresie przejściowym dotychczasowe zasady, w tym dotyczące swobody przepływu osób, będą obowiązywały do 31 grudnia 2020 roku.

Z Salzburga Krzysztof Strzępka (PAP)