Projekt budżetu Włoch na przyszły rok "nie jest powodem do świętowania; wręcz przeciwnie: rządząca koalicja antyestablishmentowego Ruchu Pięciu Gwiazd i prawicowej Ligi wkracza na bardzo niebezpieczną ścieżkę" - ocenia brytyjska gazeta w komentarzu redakcyjnym.

"Poważne ryzyko wynika zarówno z postawy i zachowania Rzymu, jak i z zaproponowanych celów gospodarczych. Poprzedni włoski rząd zobowiązał się w ubiegłym roku do zmniejszenia deficytu budżetowego do 0,8 proc. PKB do przyszłego roku i stopniowego dążenia do nadwyżki w ciągu dwóch lat. Choć niewielu sądziło, by cel ten był prawdopodobny (do osiągnięcia), deficyt na poziomie 2,4 proc., zaproponowany w czwartek przez obecny rząd, to poziom daleki od liczb, które mogłaby przyjąć UE czy rynki" - zauważa "FT". Podkreśla, że ponadto włoski rząd planuje w kolejnych latach utrzymanie tego deficytu, a nie jego obniżanie.

Według "FT" "zamiast pomagać w redukcji włoskiego długu publicznego - największego w strefie euro po Grecji (...) - projekt budżetu wzywa do potencjalnie niezrównoważonych wydatków".

"Potrojenie formalnie uzgodnionego poziomu deficytu to wyraz braku szacunku dla europejskich partnerów Włoch. To sprawa bardziej polityczna niż kwestia punktów procentowych. (...) Zezwolenie na taki budżet (przez UE) byłoby zaakceptowaniem agresywnego zachowania i błędnych gospodarczo celów" - ocenia "FT". Włoski rząd ma przesłać projekt budżetu do oceny Komisji Europejskiej do połowy października.

"FT" zauważa, że to właśnie ta "krnąbrność" doprowadziła do zwycięstwa w wyborach Ruch Pięciu Gwiazd i Ligę. "Ale ich plany są błędne" - czytamy w komentarzu.

"Oprócz dodatkowych wydatków, które doprowadzą do deficytu na poziomie 2,4 proc., około 10 mld euro wyasygnowano na spełnienie najważniejszej obietnicy wyborczej Ruchu Pięciu Gwiazd, tzw. dochodu obywatelskiego, czyli minimalnego dochodu gwarantowanego. To z pewnością będzie dobrodziejstwem dla zmagających się z problemami Włochów, ale nie jest rozwiązaniem długofalowych problemów gospodarczych. Jeśli nie będą mu towarzyszyć rozwiązania wspierające wzrost i inwestycje, doprowadzi to jedynie do kolejnych kłopotów" - ostrzega "FT".

Gazeta podkreśla też, że bezpośrednie ryzyko widać na rynkach - wzrosła m.in. rentowność włoskich obligacji, na giełdzie w Mediolanie odnotowano spadek, spadały też akcje kilku banków. "Jeśli dojdzie do kryzysu bankowego, Europejski Bank Centralny jako ostatni wybawca może mieć związane ręce, jeśli Włochy będą rażąco łamać obowiązujące reguły. Możliwość konfrontacji z unijnymi władzami tylko mocniej wstrząśnie rynkami" - ostrzega dziennik.

"FT" zauważa jednocześnie, że inwestorzy liczyli, iż w toku negocjacji nad budżetem włoski minister finansów Giovanni Tria będzie siłą temperującą zapędy kolegów z rządu. "Okazuje się, że nie jest w stanie powstrzymać swoich populistycznych przywódców" - wicepremierów Luigiego di Maio (szefa Ruchu) i Matteo Salviniego (przewodniczącego Ligi).

"Rządzące Włochami partie są zdeterminowane, by nie uginać się pod naciskami z zewnątrz. Ale chcą też utrzymać władzę i wpłynąć na przyszłoroczne wybory do Parlamentu Europejskiego. Spory z UE mogą zaszkodzić, obu stronom. Bruksela to wie. Nadszedł czas, by zauważyli to także polityczni przywódcy w Rzymie" - konkluduje "Financial Times".

>>> Polecamy: Kanada, USA i Meksyk osiągnęły porozumienie ws. nowej umowy handlowej