Ja tylko odniosłem się do przedziwnych, absurdalnych zarzutów. Wybuchła g…oburza, bo w jednej z prostszych piosenek, które napisałem, czyli „Weź nie pytaj”, pojawił się zwrot „Nie chcę żyć polityką / Kiedy tłumy na mieście / Ja córkom zrobię jeść”.
Nie ma nic gorszego niż rymy w piosenkach… A wracając do tej g…oburzy, to…
A wie pan, że tłumacząc się, zacytowałem pana z wywiadu dla „Kultury Liberalnej” i powiedziałem, że jestem dezerterem z wojny polsko-polskiej?
Naprawdę. Nigdy się nie angażowałem w politykę, poza tym, że chodzę na wybory, choć zastanawiam się, czy to ma sens.
No tak, wtedy to miało sens. U mnie ma mniejszy.
W samorządowych byłem poza Warszawą i nie mogłem wziąć udziału. A na prezydenta Polski… Wyłączył pan to?
Na…
Serio.
Poprzednio pana dobiłem i kończył przypadkowy przechodzień.
Ja też nie… (śmiech) On sam też pewnie nie spotkał nigdy swojego wyborcy. A tak poważnie, to ja cały czas powtarzam, że nie mam żadnych szczególnych kompetencji, by mówić ludziom, jak mają żyć czy zajmować się polityką. Nie znam się na tym, to nie moja sprawa i tyle.
