"Przywróćmy ten Pomnik. Jego nieobecność przynosi nam wstyd! Zwracamy się do każdego z Was z gorącym apelem o podjęcie akcji przywracania sprawiedliwości i przyzwoitości w relacjach polsko-amerykańskich, których okrągły, setny jubileusz z pewnością będziemy fetować. Oby także pod Pomnikiem Wdzięczności Ameryce na Skwerze Hoovera w Warszawie. To zależy tylko od Was i tego, co każdy z Was w tej sprawie zrobi" - czytamy w liście do radnych Warszawy, pod którym podpisali się Waldemar Piasecki oraz Wiesława Kozielewska-Trzaska, którzy kierują Towarzystwem Jana Karskiego, a także jego sekretarz wykonawczy Marek Wieczerzak.

"W 2019 roku obchodzone będzie 100-lecie nawiązania stosunków dyplomatycznych Rzeczypospolitej Polskiej i Stanów Zjednoczonych Ameryki. Ranga historyczna tych związków jest oczywista, a zasługi Ameryki w odzyskaniu niepodległości przez Polskę nie dające się przecenić. Dzięki determinacji prezydenta Woodrowa Wilsona wspartej poparciem Kongresu i amerykańskiej opinii publicznej Polska powróciła na mapę Europy jako suwerenne państwo" - głosi list.

Towarzystwo Jana Karskiego od ponad 10 lat apeluje o odbudowę Pomnika Wdzięczności Ameryce, który znajdował się na Skwerze Hoovera w pobliżu Krakowskiego Przedmieścia. Monument, którego twórcą był znany artysta Xawery Dunikowski, odsłonięto w 1922 r. Pomnik jednak rozebrano w 1930 r., ponieważ wykonano go ze słabej jakości piaskowca. O jego odtworzenie apelowali również Jan Karski - emisariusz Polskiego Państwa Podziemnego, który dostarczył aliantom raport o tragicznej sytuacji i planowej eksterminacji Żydów, prowadzonej przez niemieckich okupantów oraz Jan Nowak-Jeziorański, także emisariusz dowództwa Armii Krajowej, uczestnik Powstania Warszawskiego, a po II wojnie światowej współtwórca i dyrektor Rozgłośni Polskiej Radia Wolna Europa.

Przedstawiając historię powstania pomnika Towarzystwo Jana Karskiego przypomniało, że "Polsce wyniszczonej rozbiorami i zdewastowanej wojną tuż po jej zakończeniu Ameryka pośpieszyła z ogromną pomocą". "Programem tym kierował Herbert Hoover bliski współpracownik prezydenta. Później sam zasiadający w Białym Domu. Pomoc dotyczyła nie tylko gospodarki, ale w ogromnej części kierowana była też do cierpiącej głód i choroby ludności, przede wszystkim do polskich dzieci. W odruchu serca Polacy postanowili wystawić w Warszawie Pomnik Wdzięczności Ameryce" - napisali przedstawiciele towarzystwa.

Przypomnieli też, że Pomnik Wdzięczności Ameryce przedstawiał dwie kobiety stojące obok siebie i tulące na ramionach dzieci, co symbolizowało Polskę i Amerykę oraz nawiązywało do dzieła pomocy zza oceanu koordynowanej przez Hoovera. "W związku ze skandalem, jakim było zniknięcie pomnika, miał zostać odtworzony, wrócić na swoje miejsce. Żaden z planowanych terminów (m.in. 1932, 1935, 1938) nie został dotrzymany. Potem była wojna i okupacja" - dodali sygnatariusze listu, przypominając też, że odbudowa pomnika nie była możliwa w okresie tzw. Polski Ludowej.

"Moralnie wzniosła idea wdzięczności Ameryce okazana przez Polaków została przez biurokrację i tę przedwojenną i tę powojenną zaprzepaszczona. Pozostaje pytanie jak długo ten rodzaj wdzięczności Stanom Zjednoczonym będzie jeszcze w stolicy Polski okazywany. 100-lecie stosunków dyplomatycznych USA i Polski powinno położyć temu kres. Skoro potrafimy odwoływać się z okazji 100-lecia Odzyskania Niepodległości do naszych ówczesnych bohaterów, skoro pamiętamy rolę prezydenta Woodrowa Wilsona i Stanów Zjednoczonych, pamiętajmy jak ówczesna Polska sercem im odpłaciła" - czytamy w liście.

Dodatkowo w komentarzu przesłanym PAP Kozielewska-Trzaska, która jest bratanicą i córką chrzestną Jana Karskiego, podkreśliła, że jej "myślom związanym z Pomnikiem towarzyszy głównie poczucie zażenowania i wstydu". "Mój wielki Stryj w grobie się przewraca... Wierzę jednak głęboko, że Warszawa zdoła jednak stanąć w przyzwoitości, a przede wszystkim w prawdzie. Jest takie powiedzenie, żeby nie bałaganić ze Stanami Zjednoczonymi – 'Don’t mess with US'" - napisała krewna Karskiego.